Im infantylniej mówią rodzice, tym więcej gaworzą dzieci.

5 min.   0   0   Drukuj   Prześlij

Gdy mówię "bla", ty mówisz "ble"! Bla -

Gdy mówię „bla”, ty mówisz „ble”! Bla –

Od dawna zwykło się uważać, że rolą rodzica jest takie rozmawianie z dzieckiem, by chłonęło język codzienny, a nie zdrobnienia, zdrobnionka i zdrobnioniunia. Nowa publikacja naukowców z University of Washington rzuca nowe światło na te twierdzenia. Otóż im częściej rodzice akcentują samogłoski, im bardziej śpiewne są ich komunikaty, im częściej zmieniają oktawę w trakcie jednego słowa, tym chętniej ich dzieci gaworzą.

Czy powinniśmy więc zapomnieć o obowiązującej dotychczas zasadzie, która głosi, że im więcej słów słyszą dzieci, tym szybciej rośnie ich zasób leksykalny? Dotarły do nas nowe ustalenia, z których wynika, iż głównym czynnikiem początkującym mowę u dzieci nie jest ilość pochłanianych słów, ale sposób, w jaki się do dzieci mówi! Znaczenie ma także społeczny kontekst każdej rozmowy, czyli otoczenie, w którym się ona odbywa.

Badacze przesłuchali tysiące trzydziestosekundowych urywków, które rejestrowały głosy rodziców i dzieci. Mierzyli jak często rodzice posługują się swoim zwyczajnym głosem, by sprawdzić, przez ile czasu używają przesadzonej, dziecinnej mowy.

Nasze analizy pozwoliły nam udowodnić, że duża ilość rozmów jeden na jednego jest w bardzo widoczny sposób powiązana z lepszym rozwojem językowym dzieci, zarówno na jego obecnym stadium rozwoju, jak i w przyszłości,

podsumowuje Patricia Kuhl, jedna ze współautorek badania.

Im dłużej rodzice wypowiadali samogłoski – na przykład mówiąc „Jak się maaaaaaaaaaaasz?” – i podnosili ton głosu, tym częściej jednoroczniaki im odpowiadały. Takie gaworzenie to właśnie ten etap, który poprzedza produkcję słów. Ta metoda skłaniania dziecka do mówienia działa najlepiej, gdy utrzymywany jest kontakt między dorosłym a dzieckiem, bez obecności innych osób.

To, jak bardzo gaworzenie jest ważne z punktu widzenia przyszłych zdolności językowych dziecka, pokazuje, że rodzice powinni jak najczęściej z nimi rozmawiać,

zauważa Kuhl.

Pełne wyniki badania ukażą się w najbliższym wydaniu Developmental Science. Udział w nim wzięło dwadzieścia sześć około rocznych dzieci, wyposażonych w kamizelki z dyktafonami. Te nagrywały wszystko, co działo się w ich pobliżu przez cztery dni po osiem godzin dziennie.

Analizę materiału przeprowadzono po roku, gdy od rodziców zaczęły spływać wypełnione kwestionariusze, zawierające między innymi ocenę zdolności językowych według rodziców. Okazało się, że dwulatki, do których rodzice mówili w sposób infantylny, znały średnio 433 słowa, a ich rówieśnicy, słuchający głównie dorosłych mówiących w sposób poważny, zaledwie 169 słów. Te wyniki są niezależne od statusu społecznego i majątkowego rodziny, i można je zauważyć wyraźnie mimo małej próby badawczej.

Niektórzy rodzice posługują się infantylną mową w sposób całkowicie naturalny, nie zdając sobie sprawy z tego, że ten sposób mówienia jest korzystny dla ich dzieci. Niektóre rodziny są z natury milczące, dlatego warto od czasu do czasu wykonać trochę wysiłku i mówić więcej,

radzi Nairán Ramírez-Esparza z University of Connecticut, drugi współautor badania.

Poprzednie badania skupiały się na tym, ile słów dziecko słyszy, bez sprawdzania, w jaki sposób są one artykułowane i bez osadzania ich w społecznym kontekście. Badanie, o którym dziś piszemy, udowadnia, że to sposób, a nie ilość, ma kluczowe znaczenie.

Bardzo ważne jest to, jak mówi się do dzieci, ale równie ważne – kiedy, w jakim otoczeniu. Okazuje się, że najlepiej, gdy kontakt jest ograniczony tylko do dorosłego i jego dziecka,

zauważa Ramírez-Esparza.

Rodzice mogą komunikować do swoich dzieci w szczególności podczas codziennych, rutynowych zajęć, takich, jak „zakładaaaaanie buuutów”, „zmiaaaaanaaaa pieluuuuuchy” czy „pyyyyyyyyyyyszne karmienie”, zwracając uwagę na to, by mówić powoli i wesołym tonem.

Podpisujący się pod badaniem naukowcy zwracają także uwagę na to, by nie zachowywać się jak karabin maszynowy i słuchać odpowiedzi dziecka.

Dołącz do nas na Facebooku

Pliniusz

Jestem ojcem 8-letniego syna i 6-letnich bliźniaczek. Bywało ciężko, ale było warto.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Jakie jest twoje ojcowskie IQ? Sprawdź! [QUIZ]

TataSpot: S’poco Loco – Restauracja Tex Mex

Kariera, czy dziecko? Zamrażarka załatwia sprawę.

Zamknij