Jak skutecznie uśpić dziecko? Metoda stuprocentowa.

6 min.   90   0   Drukuj   Prześlij

UPDATE: Jak uśpić dziecko – noworodka i niemowlaka? Najskuteczniejsza metoda jest zawarta w tym filmie.

Poniżej opis, jak uśpić dziecko – starsze, niż 6 miesięcy. Młodszym dzieciom – noworodkom, i niemowlęciom polecamy metodę dr. Karpa „5S”, którą cechuje wysoka skuteczność i przyjazność – dziecku i rodzicu. Opisaliśmy ją w artykule „Jak skutecznie uśpić dziecko? Noworodek i niemowlę”. Otulacze, dzięki którym dziecko będzie spało znacznie dłużej, znajdziejsz tu: otulacz.pl

Jestem draniem. Jestem draniem dlatego, że podchodzę do dziecka w sposób naukowy. Tak samo podchodziłem do psa – wykorzystując psychologię, behawiorystyke i umiejętnie stosowane wzmocnienia. Każdą akcję i reakcję rozkładam na czynniki pierwsze, i staram się analizować, co może wpływać na co i jaką ma zależność z pozostałymi czynnikami.

Znacznie trudniej zachować trzeźwość umysłu i logiczne myślenie, gdy człowiek jest niewyspany. Dlatego, gdy zaczęły się kłopoty z usypianiem mojego syna, sięgnąłem po naukę. I te metody polecam: nie ma skuteczniejszej, niż określana – niesłusznie – mianem faszystowskiej metoda ze stoperem w ręku.

Sposobem na stuprocentowe zlikwidowanie kłopotów z samodzielnym zasypianiem we własnym łóżku czy kołysce jest tak zwana „metoda 3-5-7”, której zasady są znacznie prostsze, niż wdrożenie w praktyce.

Dziecko od początku koduje sobie okoliczności, w których zasypia. Dla noworodka jest to pierś matki – z reguły zapada w sen podczas lub po karmieniu, a matka, jak wiadomo, jest tym rozczulona, przytulać się lubi. Szybko jednak zaczyna mieć tego dość, bo dziecko przybiera na wadze, a pięcio- czy ośmiokilowy osesek to już solidny ciężar dla ustroju.

Zaczyna wtedy szukać porad, jak skłonić potomstwo do samodzielnego zasypiania. Dziecko ma jednak to do siebie, że – zupełnie jak pies – przyzwyczaja się do wcześnie wpojonych wzorców, oraz potrafi się ich domagać, bo nie rozumie, dlaczego nie może iść spać w sposób, który dla niego jest jedynym skutecznym.

Odkładasz więc takiego syna czy córkę do łóżka i zaczyna się koncert. „Ja tu nie chcę być”, mówi, „ja chcę spać, więc zróbcie to, co robicie zawsze, gdy zasypiam, bo JA CHCĘ SPAC!!”. Z każdą chwilą głośność komunikatu narasta i zdesperowani rodzice biorą człowieka na ręce, pakują go do bujaka, zaczynają jeździć z nim samochodem, karmią, włączają suszarkę. Błąd.

To ostatni moment, żeby konsekwencją sprawić, by dziecko zapomniało o starych wzorcach i przyswoiło sobie nowe. Jak jednak przetrwać zmagania z domorosłym terrorystą?

Tu przydaje się metoda przywołana w poprzednich akapitach. 3-5-7, bo po – odpowiednio – trzech, pięciu i siedmiu minutach reagujesz na płacz i krzyki. Obojętne, jak dramatycznie by one nie brzmiały – dziecku krzywda się nie dzieje, po prostu domaga się uwagi, bo nie rozumie, że zasypia się w pojedynkę, a nie – grupowo.

Myjesz więc człowieka, potem kładziesz do łóżka, pakujesz go w kokon i dajesz mu smoczek, lub nie. I zaczyna się darcie. Niezależnie od tego, czilujesz się z partnerką/żoną/konkubiną przy kolacji, telewizorze, czy czymś innym. Ważne, by było to skuteczne czilowanie, bo musisz mieć żelazne nerwy i nie złamać się. Tak naprawdę, to nawet nie o ciebie chodzi, bo mężczyźni nie reagują aż tak dramatycznie na płacz dziecka, jak kobiety – co widać na przykładzie z innego forum:

Małe dziecko potrafi wymuszać, bo wymusza powrót do wcześniej stosowanego zachowania, i stąd ryk. Kobiety mają jednak tak, że na płacz rzucają wszystko i lecą w te pędy, bo przecież nakarmionemu, przewiniętemu, czystemu i zdrowemu dziecku na pewno samemu w łóżku dzieje się krzywda. To zupełnie naturalne, bo tak je zaprogramowała natura:

płacz -> kortyzol strzela do mózgu, przytulenie -> endorfina nagradza za dobrze wykonaną robotę.

choć nic złego mu się w żadnym wypadku nie dzieje. I stąd metoda 3-5-7, którą opisują poniższe zasady:

1. Dziecko zaczyna płakać. Podchodzisz do trzech minutach. Próbujesz uspokoić, wykonując po kolei następujące kroki: dotknięcie ciała, podniesienie z przytuleniem, odłożenie ze smoczkiem. Z reguły działa trzecia.

2. Dziecko znów zaczyna płakać. Podchodzisz po pięciu minutach. Uspokajasz jak wyżej.

3. Już się domyślasz. To samo, ale po siedmiu minutach.

4. Jeśli mimo tych trzech powtórzeń znów płacze – co jest możliwe w pierwszych dwóch-trzech dniach stosowania metody – to każda kolejna interwencja rodzica odbywa się po siedmiu minutach. Po chwili dziecko zaśnie, albo się uspokoi. W każdym razie przestanie płakać.

Jeśli znów usłyszysz ryk, jest szansa, że sam przejdzie, i to dość szybko. Metoda jest bardzo skuteczna, działa już od pierwszego dnia, a po tygodniu cyrki się kończą.

Warto więc zacisnąć zęby, uzbroić się w stoper (i jakiś trash metal w słuchawkach) i dać żyć sobie, partnerce i dziecku. Dzięki 3-5-7 odzyskacie spokój, a co za tym idzie – komfort psychiczny.

Update 13.01.2013 Wielu Czytelników zarzuca mi bezduszność, a metodzie szkodliwość, powołując się na informacje, iż rzekomo sam Ferber wycofał się ze swojej metody, określanej przez nas 3-5-7. Wystarczy jednak przeczytać tutaj, by dowiedzieć się, że jedyne, co zrobił, to wyjaśnił narastające mity.

Update 17.03.2013 Jest jeszcze lepsza – skuteczniejsza i szybsza, a przy tym mniej drastyczna – metoda na usypianie (płaczącego) dziecka, i na jego uspokajanie. Wymaga jednak posiadania kilku akcesoriów. Można przeczytać o niej tutaj.

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Komentarzy: 90

  1. Zbyszko Cegła

    25 listopada 2012 at 17:43

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    metoda 3-5-7 to chyba jest bardziej potrzebna rodzicom, niż dziecku 🙂
    dziecko – nie zna się ani na stoperze, ani na czilowaniu.
    prędziej czy później – senne dziecko zaśnie.
    ważne jest, żeby je kłaść regularnie o tych samych porach.
    opcja: trzeba dziecko kłaść spać wyłącznie wtedy, gdy jest senne (im starsze dziecko – tym o to łatwiej, więc najgorsze już coraz bardziej za Wami).

    • Michał

      25 listopada 2012 at 22:33

      VA:F [1.9.22_1171]
      -7

      Dziecku ta metoda też się przydaje, jeśli widać, że chce spać, a nie może zasnąć… i tylko wierzga nogami. Owszem, prędzej, czy później senne dziecko zaśnie, ale po co na to czekać 30 minut, i czekać aż padnie z płaczu, skoro można podejść naukowo?

      • Kasia

        29 grudnia 2015 at 20:10

        VA:F [1.9.22_1171]
        0

        Ja mam pytanie, czy ta metodę należy stosować przy każdym układaniu do spania, czy tylko na noc?

    • zosia

      22 grudnia 2015 at 23:19

      VA:F [1.9.22_1171]
      -3

      No wlasnie u nas pora zawsze ta sama, dziecko trze oczy jak wsciekle, byla kapiel, karmienie, ksiazeczka i buzi na dobranoc. To jest rutyna ktora bezblednie dzialala od trzech miesiecy i przestala. Smyk wyje jak opetany, a tylko zapale swiatlo lub go podniose szczerzy bezzebne dziasla w usmiechu jakby wcale nie wil sie i nie wierzgal jak opetany przed chwila. Ja tez myslalam ze dzieci nie wymuszaja – bo do tej pory moje dziecko jak plakalo to wiedzialam ze droga eliminacji znajde przyczyne. Ale dziecko rosnie, zmienia sie i uczy, i odkrywa moc placzu. Ale nie z korzyscia dla siebie bo dzisiejsze usypianie trwalo poltorej godziny, ryk byl za kazdym razem gdy sie brzdaca odlozylo do lozka, skonczylo sie moim zalamaniem nerwowym, malec stracil poltorej godziny snu i niepotrzebnie plakal przez wiekszosc czasu gdy krazylismy bezradni wokol lozeczka. Ostatecznie siegnelam po wyzej opisany sposob i padl. Odjutra biore stoper w reke i kuje zelazo poki gorace. Wole zeby wyl 20 min niz poltorej godziny.

      • maniek

        3 stycznia 2016 at 13:14

        VA:F [1.9.22_1171]
        +3

        Życzę powodzenia – u mnie to nie działa – żaden stoper, mała od chwili położenie do łóżeczka po sekundzie stoi i ryczy. Uspokajanie jej trwa dłużej niż 7 min – a zalecają odłożenie max po 2 min. Nie wiem jak to robią ale u nas to nie działa a mi się serce kroi – bo usypia ale ze zmęczenia po płaczu dodatkowo pół godziny jeszcze łkając – gratuluję głupiej metody!

  2. Karolina Helen

    25 listopada 2012 at 19:06

    VA:F [1.9.22_1171]
    +4

    Metoda działa. Sprawdzona. Jeżeli matka ma naprawdę duży problem z płaczem dziecka. można spróbować uspokoic ją najpierw, wysłać póżniejszym wieczorem np na basen albo spacer ( dziecko przed snem powinno mieć zaspokojone wszystkie potrzeby min jedzenie, więc nie powinno być problemu ) i uśpić dziecko samemu. To nie graniczy z cudem, sądzę , że każdy tata da radę.

    • Michał

      25 listopada 2012 at 22:36

      VN:F [1.9.22_1171]
      0

      Dziękuję za uściślenie.

    • Weronika

      12 lipca 2015 at 09:04

      VA:F [1.9.22_1171]
      +10

      „Jeżeli matka ma naprawdę duży problem z płaczem dziecka. można spróbować uspokoic ją najpierw, wysłać póżniejszym wieczorem np na basen albo spacer”

      Matka ma „problem”z placzem, gdyz takie jest prawo natury – by reagowac na placz. Chyba po cos zostalismy stworzeni przez nature w taki sposob (budowa mozgu, systemem hormonalnym), by reagowac na kwilace dziecko, by byc blisko gdy ma trudnosc, a nie oddawac go pod opieke osob trzecich a samemu zatkac uszy albo wychodzic jak najdalej..

      Ludzie, totalnie poglupieliscie…
      Idac tymi waszymi wykalkulowanymi sciezkami zimnego chowu, zatracacie rozum…Tracicie wszelki instynkty biologiczne, naturalne, samozachowawcze i zachowawcze wzgledem dzieci…

      Nigdy w zyciu w naturze nie widzialam, zeby samica na czas nocy oddalala sie od potomstwa zeby go tresowac do snu…
      Tylko czlowiek jest taki chamowaty, zeby dziecko klasc osobno, daleko i ignorowac jego nawolywania… ku jego szkodzie…

  3. Karolina Helen

    25 listopada 2012 at 19:25

    VA:F [1.9.22_1171]
    -6

    warto też, żeby dziecko kiedy do niego przyjdziemy , naprawdę się uspokoiło… dopiero później odchodzimy, ale nie dalej niź po 2 minutach.

    • Basia

      9 lipca 2014 at 17:25

      VA:F [1.9.22_1171]
      +3

      A jeśli, dajmy na to, dziecko nie uspokoi się przed upływem dwóch minut?!
      Widzę jakiś paradoks w Pani wypowiedzi.

    • maniek

      3 stycznia 2016 at 13:11

      VA:F [1.9.22_1171]
      +2

      Świetnie! żeby odejść jak się uspokoi nie dłużej niż 2 min? !!! świetna rada – tylko że moja Ola nie chce się uspokoić w ogóle nawet przy 30 min noszeniu na rękach – i co w takim przypadku – mam ryczącą odłożyć do łóżeczka i znowu czekać 7 min? Przecież to bzdura! Uspokajanie trwa dłużej niż te 7 min! metoda która działa w 100%? To gratuluje bezduszności – tyle w temacie!

  4. baranello

    4 grudnia 2012 at 09:47

    VA:F [1.9.22_1171]
    +39

    takie metody to są dobre dal dzieci powyżej 2 lat. małe i bardzo małe dziecko uczy się w ten sposób bezradności, braku poczucia wpływu na otaczającą rzeczywistość i braku oparcia w rodzicach. i to są również wnioski naukowe.

    • Marcin

      7 stycznia 2013 at 10:24

      VA:F [1.9.22_1171]
      +27

      Zgadzam się całkowicie. Z tych względów ta metoda w żaden sposób nie powinna być propagowana…

    • hanka

      28 marca 2013 at 12:45

      VA:F [1.9.22_1171]
      +18

      Święta prawda

    • Weronika

      12 lipca 2015 at 09:12

      VA:F [1.9.22_1171]
      +7

      Zgadzam sie.

      Ale ludzie, przeciez nikt nie musi czytac i sluchac tego, co ten zwykly szarak – dziennikarz Michal (bez zadnych stopni naukowych, zaden doktor, zaden psycholog, zaden specjalista od rozwoju dziecka) pisze…

      Sluchajcie wlasnego glosu, wlasnego rozumu… Nie sluchajcie zwyklego szarego na ulicy goscia, ktory chce zarobic na portalu, na takich jak my… Bierze ksiazke, podoba mu sie metoda, wiec ja propaguje…Nie wazne, ze szkodliwa… Nie wazna naukowa teoria stresu (o kortyzolu ktory u przewlekle placzacego dziecka niszczy mu mozg, niewazne, prawda Panie Michale?) Nie wazna teorie naukowe uznanych psychologow o stylach przywiazania sie, nie wazne, ze dziecko tuz po urodzeniu zgodnie z aktualna nauka, jest jeszcze w tzw czwartym trymestrze ciazy (pogooglujcie sobie, to wazne!) i ze potrzebuje rytmicznego kolysania, noszenia, tulenia, i ze porzucanie go zeby spalo osobno, lezalo osobno itp jest wielce szkodliwe dla jego mozgu i nadal rozwijajacego sie ukladu nerwowego… Pan Michal wybral metode szybka, drastyczna, kilka nocy dzieciak poplacze i potem bedzie pelnia szczescia… Dla rodzica… Bo dla dziecka to juz na cale zycie uraz, ze gdy idzie noc, skazane jest na zostawienie, odtracenie, i ze musi sobie juz radzic sam.. Ze milosc mozna dostac za dnia, ale w nocy to juz tylko kopa na dobranoc…

      Ale my badzmy madrzejsi…

  5. Pingback: Jak nauczyć dziecko zasypiać samodzielne?

  6. eM.

    7 stycznia 2013 at 18:39

    VA:F [1.9.22_1171]
    +28

    Nie zgadzam się z tą metodą. Nie zgadzam się, że dziecko potrafi wymuszać. Nie potrafi wymuszać a jedynie uczy się schematu – jest mi źle – płaczę – ktoś reaguje – jest mi lepiej. Mam kilka mniej bezwzględnych (w mojej prywatnej opinii) metod. Po 1. Dziecko należy nauczyć się wyczuwać – wcale nie należy kłaść dziecko kiedy jest śpiące bo bardzo często jest zbyt już zmęczone i zbyt płaczące i wtedy zaczyna się dwugodzinny cyrk usypiania. Ja kładłam moje maluchy po wykąpaniu, nakarmieniu w wywietrzonym, nieprzegrzanym czystym pokoju. Włączałam przyjemną dla ucha delikatną muzyczkę albo siadałam obok i czytałam. Puszczając muzyczkę spokojnemu, suchemu, najedzonemu dziecku powoli się oddalałam i … za 10 minut maluch spał. A jak nie – bo dziecko jak każdy miewa gorsze/chorobowe dni to nosiłam (najczęściej w chuście – ręce wtedy nie bolą nawet przy 10 kg), kładłam dziecko na łóźku dorosłym a ja obok dziecka – i w końcu spokojnie zasypiało.

    • Michał

      8 stycznia 2013 at 11:03

      VN:F [1.9.22_1171]
      -21

      Czasem trzeba zastosować działania specjalne, ale my z reguły stosujemy tę metodę. DZiecko jest szczęśliwe i nie narzeka, a my mamy więcej czasu dla siebie, by nadrobić zaległości w innych pilnych sprawach. To wynika stąd, że ja uważam, że niekoniecznie my jesteśmy dla dziecka, zawsze i bezwarunkowo, bo czasem dziecko musi poradzić sobie samo.

      W Sparcie było gorzej.

      • eM.

        9 stycznia 2013 at 19:45

        VA:F [1.9.22_1171]
        +41

        co to znaczy „niekoniecznie my jesteśmy dla dziecka zawsze i bezwarunkowo”? Skąd dziecko ma wiedzieć, kiedy jesteśmy a kiedy nie? Akurat, zwłaszcza w pierwszym okresie życia, powinniśmy być dla dziecka zawsze i bezwarunkowo. Chyba inaczej rozumiemy te definicje. „Poradzić sobie samo”…. hmmm nie, dziecko nie potrafi sobie w pierwszych miesiącach/latach życia poradzić sobie samo i wcale nie uważam, że powinno. Powinno czuć, że jesteśmy. SAME to dzieci radzą sobie w domach dziecka i nie najlepiej im to robi. Jestem dla mojego dziecka zawsze i bezwarunkowo tylko kilka pierwszych lat jego życia… to tylko chwila, mogę i chcę się poświęcić. Panu wydaje się na prawdę, że ten dwumiesięczny maluch płacząc ma w głowie „hehe wyroluję frajerów, jestem genialnym manipulantem, poryczę to przybiegną”? Najdelikatniej mówiąc – nie zgadzam się.

      • Gosia

        25 lutego 2013 at 01:23

        VA:F [1.9.22_1171]
        +33

        Do autora artykułu. A może „przesadzona” reakcja kobiety na płacz dziecka jest w tym przypadku bardziej adekwatna? Zastanowił się Pan nad tym? Pisze Pan o kortyzolu, który wydziela się u niemowlęcia podczas płaczu – jest to najświętsza prawda, proszę jeszcze w porządnym podręczniku psychologii (a nie w poradniku z kiosku) przeczytać jakie spustoszenie kortyzol powoduje w mózgu takiego niemowlęcia. I koniecznie zapoznać się z teorią przywiązania Bowlbiego. To jest NAUKA, a nie poradnictwo ala Ferber. Oczywiście, że dziecko „uczone” zasypiać metodą 3-5-7 prędzej czy później nauczy się samotnego zasypiania, a przy okazji tego, że jak woła o pomoc to rodzice maja go gdzieś…
        Drodzy Państwo, niemowlę nie potrafi manipulować, a instynkt słusznie podpowiada dorosłym, by reagować na płacz takiego maleństwa.
        I jeszcze pytanie retoryczne – jak pan jest najedzony, wykąpany, potrzeby fizjologiczne załatwione to zawsze się Pan super czuje? Niemowlę może mieć tysiąc innych powodów dla których płacze – nie tylko mokra pielucha i pusty brzuch.

      • lidia

        19 stycznia 2015 at 17:16

        VA:F [1.9.22_1171]
        +6

        I teraz już wiem czemu kobiety są mamami a nie mężczyźni. To jest jedynie wymówka dla kogoś ktoś chce się wywinac i mieć spokój. Jeśli ktoś mi udowodni ze od waszych metod jest dziecku lepiej to Uwierze, póki co to największa bzdura jaką czytałam

      • Weronika

        12 lipca 2015 at 09:31

        VA:F [1.9.22_1171]
        +3

        Panie Michale.

        Myli sie Pan myslac, ze wychowujac w milosci, cierpliwosci i czulym reagowaniu na kazde potrzeby dziecka czlowiek sie nameczy i bedzie nieszczesliwy..

        To, ze Panu nie chce sie pupska z kanapy poderwac, gdy dziecko placze (wola, cos potrzebuje, nie umie inaczej powiedziec ze cos mu jest niedobrze, a sam sobie nie dogodzi, sam sie nie przewinie, sam sobie smoczka nie wsadzi z powrotem do buzi, sam sobie jesc nie da, sam okna nie otworzy gdy za duszno w pokoju, sam siebie nie przytuli, gdy ma zly sen i sie smiertelnie czegos przestraszyl…itp…), to nie znaczy, ze to jest dobre…

        Po co Pan robil sobie dziecko, zeby teraz go ostentacyjnie olewac??

        Nigdy tego nie zrozumiem, po co wyrachowai egoisci, zyjacy swoim dotychczas wygodnym zyciem, plodza dzieci !

        Dziecko potrzebuje czulej bezwarunkowej troski, a Pan najwyrazniej splodzil syna i mysli, ze mozna go sobie podporzadkowac jak pieska, mozna go tresowac ze stoperem w reku, rzucac komendy itp. Jak w wojsku…Zapewne tak Pana traktowali Pana rodzice… Skoro tylko taki styl przywiazania Pan zna..

        Jak dla mnie, robi Pan wszystko tak, zeby to Panu bylo dobrze w zyciu, wiec niech Pan nie pisze, ze Pana dziecko „jest szczesliwe”, „nic mu nie brakuje”, itp.. Bo SKAD PAN TO WIE? Jaka metoda naukowa Pan to zbadal?? Synek powiedzial?? Jak dorosnie, wystawi Panu laurke, pt.”nie czulem sie przez Ciebie (wystarczajaco) kochany”….

      • Weronika

        12 lipca 2015 at 09:38

        VA:F [1.9.22_1171]
        0

        „czasem dziecko musi poradzić sobie samo”

        Zgadzam sie, ale na to ma jeszcze caly czas, cale zycie, na stopniowe, lagodne usamodzielnianie sie…Odpowiednie do wieku i indywidualnego rozwoju…

        Dziecinstwo jest od tego, zeby dziecko czulo sie kochane, zatroszczone, bezpieczne, ufne, i bezwarunkowo zaopiekowane…Za dnia i w nocy, w dobrych jak rowniez i trudnych chwilach…

        Tylko takie dzieci rosna na ufnych, szczesliwych, ludzi..
        A jak stawia im sie takie warunku jak Pan swojemu dziecku, to potem rosnie na takiego jak Pan: z pozoru, na zewnatrz ok, pewny siebie itp, a wewnatrz przerazone, kruche niezaspokojone wieczne dziecko, ktore potem nie umie przekazac zdrowej bezwarunkowej milosci swojemu wlasnego dziecku…

    • AiZ

      29 sierpnia 2015 at 14:30

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Zgadzam się w 100%. Metoda „na płacz” może i działa ale można usypianie załatwić w przyjemniejszy sposób. Myślę że każde dziecko można uspokoić, wystarczy tylko odłożyć do spania gdy jest senne, najedzone i wykąpane. Bardziej liczy się odpowiedni moment. Moja córcia też płakała gdy ją odkładaliśmy do łóżeczka – okazało się że wystarczy dać jej do przytulenia kocyk. Od kiedy ma 3 miesiące zasypia sama w 10 minut bez płaczu, a wcześniej była lulana godzinami – nie chciała leżeć w wózku, na kanapie, gdziekolwiek ją położyliśmy płakała. Teraz uwielbiam ją usypiać. Poznawajcie więc swoje dziecko, szukajcie tego co lubi – głaskania, przytulania, spokojnej muzyki. Dziecko nie musi płakać!

  7. Boomer

    8 stycznia 2013 at 01:38

    VN:F [1.9.22_1171]
    +6

    Każde dziecko jest inne, więc nie można twierdzić, że ta metoda jest zła lub dobra. Jeśli pomoże to jakiemuś maluchowi i rodzicom to super 🙂 My stosujemy stopniowe wyciszanie – kąpiel, przebranie, karmienie i spać. Czasem młody się budzi i wtedy wkraczam ja 🙂 Co nam pomaga? Najczęściej – 1. noszenie i przytulanie przy melodii z pozytywki 2. leży na plecach na mojej klatce – skuteczne w 95% 3. leży na brzuchu na mojej klatce. Najważniejsze to trzymanie moim zdaniem schematu – kąpiel o tej samej porze, pokój przewietrzony, cisza spokój. Nieraz sprzeczałem się z żoną o to ale tu miała rację 🙂

    • Michał

      8 stycznia 2013 at 10:57

      VN:F [1.9.22_1171]
      -6

      Co do tej ciszy i spokoju, mam duży znak zapytania. My od początku uczymy małego, że nie będziemy przy nim chodzić na palcach i potrafi spać nawet, gdy strzelają noworoczne fajerwerki. Co do reszty, to się zgadzam, kąpiel, przewietrzony pokój, ale zasypianie na klacie zemści się, jak będziesz chciał zrobić coś samemu, a będziesz uwiązany przez wymagającego pasażera… 🙂

      • eM.

        9 stycznia 2013 at 19:51

        VA:F [1.9.22_1171]
        +12

        uwiązany przez wymagającego pasażera… Panie Michale, bez urazy. Pomysł na tę stronę bardzo mi się podoba, faktycznie dla ojców jest mało miejsca w sieci. Jak zobaczyłam materiał w DD TVN zapaliłam się od razu aby tu wejść i poczytać… ale przeraża mnie jednoschematowość….Pan zakłada, że metody Pana są idealne i nie mają sobie równych, na dowód czego przytoczyć należy tytuł tego artykułu „metoda stuprocentowa”. Otóż nie stuprocentowa, bo znam mnóstwo OJCÓW (nie mam!!) którzy ją przetestowali i mówią jej NIE! Metodę przetrzymania malucha można stosować u 4-5 latka, któremu można jasno wytłumaczyć, że zasypiać ma w swoim łóżeczku a my jesteśmy obok. (Choć śmiem twierdzić, że po moich metodach mniej drastycznych, moje dzieci zasypiają pięknie, we własnych łóżeczkach bez żadnego tłumaczenia). Pan w ogóle nie zakłada, że można by w niektórych kwestiach pokazać różne metody, że można wypróbować wiele metod… nie tylko jedną, „stuprocentową”.

        • Michał

          11 stycznia 2013 at 01:40

          VN:F [1.9.22_1171]
          -8

          Nie napisałem, że jest to _jedyna_ stuprocentowa metoda, ale że działa. Bo działa. Jest bardzo skuteczna. Dziecko jest kochane, nie cierpi, wie po prostu, że w nocy rodzic nie będzie dmuchał z łóżka do jego pokoju wsadzić smoczek, bo raczył go wypchnąć.

          Tego rodzaju metody, nierzadko z drastyczniejszym przebiegiem, są polecane m.in. przez Karpa („Happiest Baby on the Block”), Spocka i Tracy Hogg. A więc reprezentanci każdej szkoły mówią, że dziecko powinno mieć możliwość wypłakania się, jeśli nie dzieje mu się krzywda.

          Możesz oczywiście stosować taką metodę, jaka jest dla Ciebie wygodna. Powtórze: ta działa, nie czyni szkody, jest polecana przez różne autorytety, a poza tym – co dla mnie bardzo ważne – daje rodzicom spokój. Nie jest sztuką podporządkowanie swojego życia „terrorowi” ryczącego dziecka, sztuką jest zapewnienie szczęścia i jemu, i sobie.

          Ta metoda to szczęście zapewnia. Ale nie polecam jej stosowania osobom, które nie są do niej przekonane. Jeśli chcą co chwilę się budzić w nocy, i przechodzić wielogodzinne cyrki z usypianiem – tym lepiej, bo zakładam, że będą się z tym dobrze czuli.

          • eM.

            11 stycznia 2013 at 15:08

            VA:F [1.9.22_1171]
            +10

            no i znów założenie kategoryczne: że jeżeli się nie stosuje tej metody to dziecko ryczy pół nocy i trzeba wstawać. A ja (czy możliwym jest statystycznie, aby mieć więcej niż jedno dziecko idealne?) nie miałam takich problemów. Spały maluchy od początku najczęściej od 21 do 6-7 rano leżąc obok nas najpierw były pobudki co 2-3 h na karmienie, ale śpiąc 20 cm od dziecka, bo miałam dostawkę do łóżka, i mając je na tej samej wysokości, tylko przysuwałam malucha do siebie, karmiłam praktycznie śpiąc i odkładałam. Niewiele wiem o nieprzespanych nocach bo moje dzieci nie przesypiały nocy tylko mając gorączkę, kolki albo ząbkując. Można nie stosować tej metody i się wysypiać. Tracy Hogg nie jest dla mnie autorytetem, mam swoje inne również książkowe. A czy nie czyni krzywdy.. kłóciłabym się. W moim mniemaniu robi. Ale ta dyskusja chyba jest bez sensu…

          • Parentnik.pl

            13 stycznia 2013 at 14:33

            VA:F [1.9.22_1171]
            +20

            Czy Pan na pewno czytał książkę dr Karpa??

            Muszę to napisać – szalenie współczuję Pana dziecku. Idea strony jest bardzo fajna, poglądy które Pan na niej prezentuje bardzo nie.

            „przetrwać zmagania z domorosłym terrorystą”, „niekoniecznie my jesteśmy dla dziecka, zawsze i bezwarunkowo, bo czasem dziecko musi poradzić sobie samo”, ‚W Sparcie było gorzej.”, „podporządkowanie swojego życia „terrorowi” ryczącego dziecka”, Z coraz większym przerażeniem czytam to, co Pan tu wypisuje.

            ” DZiecko jest szczęśliwe i nie narzeka” – na jakiej podstawie stwierdza Pan, że dziecko jest szczęśliwe? Bo przestało płakać, dało się złamać i poddało się, widząc że i tak nikt nie reaguje na jego rozpaczliwe wołanie o pomoc?? Rzeczywiście, pełnia szczęścia. Mimo wszystko mam nadzieję, że nigdy nie będzie Pan miał okazji doświadczyć tego samego ogromu radości, oczywiście adekwatnie do swojego dorosłego oglądu rzeczywistości i możliwości poznawczych.

            Z ciekawości – w jakim wieku jest Pana dziecko? Jak długo trzeba być rodzicem, aby zostać takim nieomylnym ekspertem od spraw wszelakich?

          • Gosia

            25 lutego 2013 at 01:28

            VA:F [1.9.22_1171]
            +4

            Polecam Karpa – ale on nic nie mówi o tym, że dziecko czasem musi się wypłakać. Cała jego metoda koncentruje się na szybkim uspokojeniu płaczącego niemowlaka.

          • Lena

            14 maja 2014 at 07:15

            VA:F [1.9.22_1171]
            +6

            Zdaje się, że niedokładnie Pan czytał Tracy Hogg…Ona potępia metodę wypłakiwania się niemowlęcia. Zaleca by w czasie nauki samodzielnego zasypiania być cały czas przy dziecku i trzymać na nim dłoń oraz podnosić i przytulać gdy płacze, ale tylko tak długo, aż maluch się uspokoji. Można do niego mówić czy śpiewać. Metoda jest trudniejsza u dzieci powyżej szóstego miesiąca, bo trzeba wytrzymać płacz podczas usypiania, ale po 3-4 dniach wszystko zaczyna się układać. Należy też pamiętać, że nie wprowadza sie jej nim dziecko nie skończy czwartego miesiąca życia. Ważne jest także odczytywanie sygnałów sennosci u dziecka i ułożenie mu odpowiedniego planu dnia. Uważam, że jest to dużo lepsze dla dziecka niż proponowane przez Pana 3-5-7.

      • Ann

        22 lutego 2014 at 21:51

        VA:F [1.9.22_1171]
        +20

        Drogi Panie…
        Polecam do przeczytania Jespera Juula, Searsów.
        Bliskość i bycie z dzieckiem – gdy płacze, gdy nie może zasnąć – choć czasem trudne, to coś najpiękniejszego, co możemy mu dać. Czy lubi Pan zasypiać przytulony do swojej partnerki?
        Proszę sobie wyobrazić, że niemowlę doskonale zna zapach, głos, dotyk, bicie serca mamy. Zna też dobrze swojego tatę, gdy ten również się nim zajmuje. I teraz proszę sobie wyobrazić, że zostaje pozbawione dotyku, przytulenia – tego, co zna najlepiej, czego po prostu POTRZEBUJE – jak pożywienia, snu, itp.
        Bliskość, dotyk to coś najbardziej normalnego, pierwotnego, podstawowego, najlepszego.
        Metoda, o której Pan napisał i którą stosują młodzi wykształceni ludzie, jest barbarzyńska.
        Pozbawia dziecko ciepła, bezpieczeństwa, zaufania, miłości, ale i zabija coś w rodzicach, na pewno znieczula.
        Jest wiele obiektywnych badań na ten temat. Warto się edukować.

  8. Kamila

    13 stycznia 2013 at 15:48

    VA:F [1.9.22_1171]
    +14

    Harvey Karp zdecydowanie NIE POLECA wypłakiwania się. Jest zwolennikiem koncepcji, że ludzkie niemowlęta rodzą się o 3 miesiące „za wcześnie” i zadaniem rodzica jest maksymalne przybliżenie warunków życia dziecka do tych w łonie – czyli przytulanie, ciasne spowijanie, kołysanie, szumienie, ssanie. Dziecko nie przyszło na świat po to, żeby nam zrobić na złość, tylko dlatego, że je na ten świat zaprosiliśmy. A skoro zaprosiliśmy – to potraktujmy jak przystało na oczekiwanego gościa. Nie serwujemy wszak schaboszczaka na obiad, kiedy zapraszamy wegetarianina.

    • Michał

      13 stycznia 2013 at 17:38

      VN:F [1.9.22_1171]
      -14

      Spock tę metodę zaleca. Zresztą każdy wie, że jak dziecko ma wszystkie parametry w normie i dalej płacze, to można mu pozwolić rozwiązać swoje problemy w samotności. Oprócz Spocka jest jeszcze Ferber, twórca tej metody. Trzymam osobiście z tą stroną podejścia do dziecka. Dziecko to nie lalka z porcelany, na którą trzeba chuchać i dmuchać i której trzeba oddać absolutnie wszystko. Trochę równowagi nie zaszkodzi.

      • Gosia

        25 lutego 2013 at 01:41

        VA:F [1.9.22_1171]
        +15

        Święta racja – równowaga to podstawa. Ale nie można traktować tak samo noworodka, dwulatka, czy dziecko w wieku szkolnym. Na niemowlę trzeba chuchać i dmuchać, bo to jest zupełnie inny etap rozwojowy, niż te następne.
        Proszę mi wierzyć – NIE DA SIĘ ROZPIEŚCIĆ NIEMOWLĘCIA – tuląc go, odpowiadając na jego płacz, starając się zaspokoić jego potrzeby można jedynie wychować ufnego, wierzącego we własne siły, szczęśliwego człowieka.
        Oczywiście wraz z rozwojem dziecka trzeba wprowadzić zasady, uczyć szanować potrzeby dorosłych ale to już inna historia…

      • kasiula8514

        13 października 2013 at 19:48

        VA:F [1.9.22_1171]
        +13

        Tak tak – nie przytulajmy dziecka za czesto i nie nos ciagle na rekach bo sie przyzwyczai i bedzie tak zawsze chcialo. to slyszalam miliony razy i czytalam o tym na forach. Tak mowia ludzie, ktorzy maja dziecko chyba z przypadku. Bo ja nie siedze na rekach u mojej mamy i nie spie z nia heh w koncu kazdy czlowiek sie usamodzielania, a dziecinstwo ma swoje prawa i zyskuje je w chwili zaplodnienia :)! Tak wiec jak mozna bronic milosci? Bo sie przyzwyczai??? I o to wlasnie chodzi. Swiat jest na tyle porypany i zly ze niech chociaz dom bedzie bezpiecznym wstepem do zycia i ostoja, schronieniem. Dziecko to nie lalak – fakt. Nie mozna po prostu odlozyc i zostawic. Dziecko to dar – a nie obowiazek. Moze czas pomyslec czy wszyscy powinni je miec. Bo ostanio ciagle slysze jak to dzieci ograniczaja, zabieraja zycie, pozbawiaja czasu i hobby… Hallo! Sami sie na to decydujemy :)Czy nie tak panie Michale? A równowaga w kwestii spania jest najmniej potrzebna. Bedą powazniejsze problemy, ktore zazwyczaj wynikaja z braku zainteresowania dzieckiem i nie poswiecaniem mu czasu. Na co dzien pracuje z dziecmi i serce boli jak widze maluchy ktore pragna milosci i jej nie maja. Bo? NIE MA CZASU!!! ZGROZA!!!

    • kasiula8514

      13 października 2013 at 19:39

      VA:F [1.9.22_1171]
      +11

      Bardzo podoba mi się sformułowanie o gościu. Chyba rzeczywiście zapominamy czasem ze to my chcielismy dziecko a nie ono nas. Wiec czemu ma radzic sobie samo? Jestem za teoria i praktyka usypiania nawet jak trzeba to na rekach. Uwazam ze w obecnych czasach poswiecenie 30 minut nawet na uspanie to nie jakies straszne wyrzeczenie. Ludzie – to sa nasze dzieci, one to zapamietaja 🙂 !!! I odwdziecza sie miloscia i spokojnym snem, radosnym i przy nas! Dzieci jescze maja cxzas wydoroslec i byc samodzielne, czeka je kilkanascie lat w szkole z dala od nas! Nie zalujmy im tego ciepla. Zwierzeta spia ze swymi dziecmi nawet i nie narzekaja. A jak pan chce niech tak usypia. Proponuje zeby pana tez ktos tak zawinal i po prostu sobie poszedl. Jestesmy istotami ktore kochaja, tesknia, mysla i przytulaja sie. Dzieci zaslugujana to najbardziej. Usypiam swoje dziecko juz tak 13 miesiecy i nie bola mnie przez to bardziej plecy czy rece. A widok zasypiajacego malucha jest BEZCENNY!!! Dlatego kochajmy a bedziemy kochani i szanowani!

  9. Kamila

    13 stycznia 2013 at 20:22

    VA:F [1.9.22_1171]
    +19

    Cóż, Michale, pozostaje mi tylko serdecznie życzyć ci, zebyś nigdy nie został stetryczałym dziadygą bez możliwości porozumiewania się z otoczeniem, bo cię dzieciak zostawi do wypłakania i tyle będzie ze szczęśliwej starości 😀

    Dzieci pozostawione same sobie oczywiscie mobilizują swoje siły obronne i „rozwiązują swoje potrzeby w samotności”. Potrzebę stymulacji np. – waleniem głową w szczebelki łóżeczka. Potrzebę kołysania – cóż, chyba „każdy wie” jak wygląda choroba sieroca.

    Skoro masz takie „naukowe” podejście – polecam Sunderland i Evelin Kirkilionis. Chyba że to dla ciebie takie tam bajdurzenie o kortyzolu i zmianach w mózgu.

    • Michał

      13 stycznia 2013 at 20:36

      VN:F [1.9.22_1171]
      -13

      Moj syn nie wali glowa w szczebelki lozka. I nie kiwa sie od choroby sierocej. Istota metody polega na tym, ze w koncu ktos do niego podchodzi, ale nie od razu. Powtorze raz jeszcze dwa nazwiska: Spock i Ferber.

      • Gosia

        25 lutego 2013 at 02:10

        VA:F [1.9.22_1171]
        +9

        Ech, a może jednak Erikson, Bowlby – autorytety w dziedzinie psychologii.
        Metoda Ferbera na pewno jest skuteczna, niestety negatywne konsekwencje widoczne są raczej w dalszej przyszłości i nie są tak spektakularne (choroba sieroca to skrajność), więc trudne do skojarzenia z „treningiem zasypiania” w okresie niemowlęctwa. Ludzie mają zróżnicowaną odporność psychiczną, niektórym zaszkodzi bardziej innym mniej. Wszak nie wszyscy palacze umierają na raka płuc albo zawał.

  10. Parentnik.pl

    13 stycznia 2013 at 20:54

    VA:F [1.9.22_1171]
    +9

    Ahahah, sorry, ale to tak smutne, że aż tragicznie śmieszne. „… w końcu ktoś do niego podchodzi” 😀
    Ferberyzowaniem trochę się pan kompromituje, bo o ile mi wiadomo pod koniec życia autor sam wycofał się ze swojej poglądów. Z moich informacji wynika też, że nawet słynna Tracy Hogg nie poleca ferberyzowanie dziecka, zresztą nie znam nikogo z obecnych znaczących autorytetów, kto polecałby tą metodę, więc…
    Możemy się przerzucać nazwiskami, może pan je powtórzyć tu jeszcze milion razy, tylko jaki to ma sens?? Zresztą, heheh, jeszcze chwilę wcześniej powoływał się pan również na Karpa jako zwolennika tej metody. Więc jak to jest – ma pan notesik z nazwiskami, którymi można się posiłkować w razie potrzeby i coś najwyraźniej się pomyliło, czy może to nie kobiety mają problem z czytaniem ze zrozumieniem?? :>

    eM., Kamila – dziękuję za głos rozsądku w tej dyskusji 🙂

    • Michał

      13 stycznia 2013 at 21:03

      VN:F [1.9.22_1171]
      -5

      „Ferber made some modifications in the 2006 edition of his book Solve Your Child’s Sleep Problems. He is now more open to co-sleeping and feels different approaches work for different families, children & situations.” to są te zmiany. Przeczytaj Wikipedię. Z niczego się nie wycofał.

      BTW znam bardzo wiele wykonczonych matek, ktore zostawiaja placzace dzieci samym sobie.
      Znam tez kilka rodzin, ktore z powodzeniem i bez szkody korzystaja z 3-5-7. Jesli nie masz ochoty, nie stosuj. Pozwol kazdemu podejmowac decyzje samodzielnie. Ja nikogo do niczego nie zmuszam i nie robi tego tatapad.

      • Viki

        20 sierpnia 2013 at 07:42

        VA:F [1.9.22_1171]
        +8

        „znam bardzo wiele wykonczonych matek, ktore zostawiaja placzace dzieci samym sobie.”

        Nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym nie wiedziała o co chodzi mojemu dziecku..Od tego jest instynkt, obserwacja, schematy, inteligencja, empatia, wyobrażnia. metody prob i bledow. Moje dziecko nigdy nie było i nie będzie zostawione same sobie, gdy płacze, od tego jest rodzic, żeby takiemu nieporadnemu szkrabowi pomóc, a nie załamać ręce i wyjść…Po to to my jesteśmy dorośli, żeby wspierać słabszych i młodszych..A nie po to, by w chwilach frustracji sięgać po bezduszne metody typu 3-5-7, bo wtedy owszem, pozbywamy się frustracji, ale przechodzi ona na dziecko! I to ono uczy się, że jego potrzeby sa nie ważne, kiedy placze a jest pozostawione ‚same sobie’ – cos strasznego!

        Dziecka trzeba się nauczyć i dużo z nim przebywać, żeby wiedzieć jakie jest, czego mu potrzeba i jaki ma rytm dnia – tego nie wyczyta się w zadnym podręczniku, bo kazde dziecko jest inne, truizm, wiem.

  11. Katarzyna

    14 stycznia 2013 at 21:20

    VA:F [1.9.22_1171]
    -4

    A ja w pelni rozumiem i popieram Pana Michala, sama jestem mama od jakiegos czasu i metode nauczenia dziecka samodzielnego zasypiania polecily mi kolezanki, u wszystkich sie sprawdzila. Poza tym jesli od samego poczatku bedziemy pilnowac, zeby dziecko ladowalo w swoim lozeczku zanim zasnie, nie bedzie trzeba niczego uczyc i zaden placz nie bedzie potrzbny. Korzysci dla dziecka sa ewidentne. Dziecko zasypia bardzo szybko, szczesliwe, ze moze odpoczac, a nie denerwuje sie i nie walczy ze zmeczeniem, bo wie co ma zrobic. Zasypianie i sen jest czynnoscia fizjologiczna jak oddychanie, czy robienie kupy – jakos w tym nie pomagamy naszym dzieciom, wiec czemu uzalezniac jej od nas przy zasypianiu. poza tym pomyslmy jak czyje sie taki maly czlowieczek, ktory obudzi sie w nocy i zorientuje ze nie ma cycksa, mamy itd. Jest przerazone i zacznie plakac, bo nie bedzie wiedzialo co sie z nim dzieje. Kiedy samo zasypia w lozeczku, nawet gdy sie obudzi zaraz zasnie bo otoczenie bedzie to samo co przy zasypianiu. Metoda jest trudna, bo ciezko jest sluchac placzu swojego dziecka, ale to trwa tylko kilka dni a pozniej na lata mamy spokoj. JESTEM PRZEKONANA ZE JEST TO NAJLEPSZE CO MOGLAM ZROBIC DLA MOJEGO DZIECKA. Zanim moje dziecko nauczylo sie samodzielnie zasypiac, doszlismy do momentu gdzie usypianie trwalo 2 godz, bo dziecko spalo bardzo czuje, spodziewajac sie ze je odloze wkoncu do lozeczka i chcac tego uniknac spowalnialo proces zasypiania, w porze drzemek w ciagu dnia budzilo sie po 45 min i dalej nie chcialo juz zasnac, mimo ze potrzebowalo, bo ok 8-12 tyg u dzieci pojawiaja sie fazy snu i podczas rem dzieci spia bardzo plytko lub calkowicie sie budza i tu znowu szok, gdzie moj cyc, gdzie mama itd. Moje dziecko ma 4 miesiace, samo zasypia, w ciagu dnia nie placze wcale. Dzieki stalemu rytmowi dnia jestem w kazdej chwili przewidziec czego potrzebuje. Samo zasypia i budzi sie ze smiechem, potrafi sie samo zajac soba i swoimi zabawkami i nie potrzebuje ciaglego noszenia czy asysty doroslych. JA polecam ta metode w 100%. Korzystalam z Wademukum szczesliwego dziecka Gina Ford. Ale podstawa w podejsciu do dzieci jest jedna prawda. Szczesliwa matka (rodzice) to szczesliwe dziecko. Kazdy rodzic czego innego potrzebuje do szczescia jedni beda sie spelniac mogac towarzyszyc dzieciom przy zasypianiu, dla innych bardzo wazna jest chwila oddechu wieczorem, kiedy ich dziecko samo zasypia u sebie w lozeczku. Nie ma jednego dobrego modelu postepowania.

    • Ewa

      21 lutego 2013 at 17:40

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Witam, stosowala Pani te metode, a ja wlasnie ja zaczynam i szukam wsparcia.od kogos kto przeszedl.przez nia z powodzeniem. Moze moglybysmy porozmawiac poza forum? 🙂

      • agata

        22 lutego 2013 at 09:13

        VN:F [1.9.22_1171]
        -1

        ja też stosowałam. Jakie masz pytania? 😉 może forum tatapad? 🙂 daj znać

        • Ewa

          22 lutego 2013 at 09:24

          VA:F [1.9.22_1171]
          0

          bardzo chętnie forum, albo jeszcze lepiej mail? jeśli byłabyś chętna udzielić kilku rad to napisz proszę na adres: ewag4@wp.pl

          z góry dzięki 🙂

    • Gosia

      25 lutego 2013 at 01:54

      VA:F [1.9.22_1171]
      +6

      Samopoczucie rodziców jest bardzo ważne. Też jestem zdania, że rodzice muszą dbać o siebie. Niestety 3-miesięczne dziecko nie rozumie, że rodzice są w pokoju obok i przeprowadzają trening samodzielnego zasypiania. Ono po prostu czuje się źle, osamotnione, chce się przytulić i znów poczuć bezpiecznie. Wszystkie ssaki jakoś potrafią zareagować na płacz swoich młodych, a niektórzy ludzie… szkoda gadać. Poczytajcie trochę naukowych książek psychologicznych, a nie tylko poradniki

      • Katarzyna

        25 lutego 2013 at 09:29

        VA:F [1.9.22_1171]
        -2

        Nie wiem skad przekonanie, ze rodzice, ktory nauczyli swoje dzieci samodzielnie, nie reaguja na ich placz. Jest to duze i bardzo krzywdzace uproszczenie. Poza tym te metody sa tylko malym wycinkiem calej filozofii opieki nad dzieckiem i nie mozna oceniac ich fragmentarycznie. (na 300 stron ksiazki tylko 2-3 mowia o tej metodzie) Ksiazki, o ktorych mysle najpierw szeroko i wyczerpujaco pisza Dlaczego, odwolujac sie do podstaw psychologiczno-naukowych, a potem pisza Jak. Sa logiczne i rzetelne. Inaczej nikt by ich nie zastosowal. I jeszcze raz napisze, nie jest to jedyne dobre rozwiazanie i zapewne nie wszystkie dzieci tego potrzebuja.

    • Ania

      26 marca 2013 at 18:57

      VA:F [1.9.22_1171]
      -5

      Zgadzam się! Bardzo mądra wypowiedź.

      Ja swoją córeczkę od pierwszych tygodni odkładałam po karmieniu do łózeczka taką jeszcze „kumającą”, głaskałam po buzi, nuciłam ale dziecko było w ŁÓŻECZKU. W wieku ośmiu tygodni zasypiała sama o 21 i spała do 6-7 rano. Cały czas taka jest, do tego radosna, uśmiechnięta, skarb! Ale wiem, że to dużo zależy od rodziców – jakie mają podejście bo jak ktoś lubi usypiać, śpiewać i lulać godzinami to tak będzie miał. Kiedyś nawet moja koleżanka strasznie mi płakała, że już ledwo żyje, dziecko ją budzi co chwile i ona musi karmić piersią to przyjechałam do niej, wzięłam dzieciaka, nakarmiłam z butli pożądnie odbijając co 15 ml. Zjadło jak trzeba (około 200 ml) – potem do mnie dzwoni następnego dnia, że dziecko super spało do rana. I co z tego jak na następny wieczór znów karmiła piersią – dziecko ledwo się najadło, nałykało powietrza nic dziwnego, że znów ją budziło przez całą noc. Ale to już była jej sprawa. I tak się męczyła aż odstawiła od piersi. Pół biedy że ona ale szkoda dzieciaka.

      Usłyszałam kiedyś, że je to nie wiem co to jest macieżyństwo od matki która dziecko 3 letnie usypia co noc przez dwie godziny. Powiedziałam jej, że ona za to ma takie macieżyństwo jakie sobie zażyczyła. Ja tam wole wieczorem poprzytulać się z mężem przez te dwie godziny albo wyjść z koleżankami a dziecko smacznie i zdorwo sobie śpi.

      • Mama dwójki

        3 czerwca 2014 at 16:44

        VA:F [1.9.22_1171]
        +12

        …. „na następny wieczór znów karmiła piersią” O żesz to dopiero wyrodna matka! A ja do tej pory myślałam, że karmienie piersią to najlepsze co można dać dziecku. Widać, myliłam się. Ciekawe czy szprycowanie dziecka butlą „pod korek” również wsparte jest jakąś naukową światłą teorią.

    • Ann

      22 lutego 2014 at 21:57

      VA:F [1.9.22_1171]
      +8

      Pani dziecko nie płacze, bo zrozumiało, że mama nie reaguje na jego wołanie.
      Są na ten temat badania.
      Niemowlęta potrzebują naszej pomocy, bo ich układ nerwowy jest bardzo niedojrzały.
      One uczą się zasypiania. Ale w swoim tempie.
      Od nas oczekują bliskości i miłości.
      Metoda 7-5-3 jest tego zaprzeczeniem.

  12. joasia

    11 lutego 2013 at 20:51

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    Konkretniej tu, na tatapadzie niż gdziekolwiek indziej. Macie fanów nie tylko wśród panów!

    • Michał

      12 lutego 2013 at 16:06

      VN:F [1.9.22_1171]
      -1

      Zapraszamy do częstszych odwiedzin! 🙂

  13. Ewa

    22 lutego 2013 at 07:57

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    A od jakiego wieku mozna stosowac te metode, czy uczyc Maluszka od samego poczatku?

    • agata

      22 lutego 2013 at 09:12

      VN:F [1.9.22_1171]
      -6

      cześć,
      ja gdybym miała zaczynać od początku to uczyłabym od pierwszych di. Wtedy właściwie nie ma potrzeby stosowania 3/5/7. Może czasem. Koleżanka, która mi ją poleciła nie spałą w ogóle z córką , mąż tylko przynosił jej dziecko do łżka na karmienie. Więc bez problemu od pierwszego dnia w domu spała samam u siebie w pokoju. Można… Ja musiałam stosować 3/5/7 bo mąż nauczył dziecko zasypiania na sobie… było potem ciężko….

  14. marta

    4 marca 2013 at 16:25

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Witam
    Metoda jest rzeczywiście dość drastyczna ale przekonuje mnie jako sposób na dzieci które mają już wyrobione złe nawyki zasypiania i są trochę starsze. Nie stosowałabym tego u maluchów mniejszych niż 5 miesięcy bo one zwyczajnie jeszcze bardzo mało kojarzą i potrzebują przede wszystkim bezpieczeństwa. Co innego ze starszymi które próbują już pewne rzeczy wymuszać. Ja na razie mam sprawdzone 2 ‚pokojowe’ metody usypiania i polecam poczytać na moim blogu http://omgdziecko.blogspot.com/
    Trzeba też wyczuć rodzaj płaczu – bo są takie dni gdy dziecko bardzo potrzebuje przytulenia bo się gorzej czuje choć nie widzimy innych objawów i wtedy bezwzględne stosowanie 3-5-7 zrobi krzywdę i nam i dziecku.

  15. żyrafa

    26 marca 2013 at 13:05

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Tata pad, jak masz pisać takie bzdury to juz lepiej nic nie pisz, bo tych wypocin czytac sie nie da, a i proponuje najpierw mieć trudny dzien, potem solidnie wyprowadzić sie z równowagi i spac samemu bez mamy dziecka, w osobnym pokoju, bo to normalne ze każdy spi sam i nie wolno w tym czasie sie przytulić i byc blisko drugiej osoby.

    dziecko potrzebuje kontaktu fizycznego, bliskości aby usnąć, wiec najlepiej pilizyc sie obok dziecka i oni sobie usnie

  16. Mama

    26 marca 2013 at 22:13

    VA:F [1.9.22_1171]
    +11

    Porównywanie dziecka do psa świadczy dobitnie, że autorowi wychowanie pomyliło się z tresurą. Gratuluję!
    A dziecku współczuję na przyszłość. Jakie jeszcze metody tatuś znajdzie w podręcznikach do zoologi? A może coś ze słynnych treserów cyrkowych?

    • benek

      27 marca 2013 at 00:27

      VA:F [1.9.22_1171]
      +4

      Pan Michał tak prowokuje…tanio trochę, jak dla mnie. „Pasożyt”, „ryk”, „terrorysta”, porównanie do psa, sztuczne kreowanie się na ‚drania’. To wszystko już było, ale widać Pan Michał jeszcze uznał to za dobry chwyt. Widać, że na niektórych działa, wzbudza sympatię, ociepla wizerunek, stwarza klimat luzu, złudzenie oryginalności.

      • Mama

        27 marca 2013 at 11:42

        VA:F [1.9.22_1171]
        -1

        Nie do końca się zgadzam. Zobacz ile mam traktuje tylko tutaj pod tym postem sprawę, jako NORMALNĄ tresurę zamiast wychowania.

        • benek

          27 marca 2013 at 13:11

          VA:F [1.9.22_1171]
          +7

          Widzę. Trochę mnie to smuci. Nie dlatego, że żal mi dzieci, choć też, ale ci ludzie nie zdają sobie sprawy jaką szkodę robią psychice dziecka. Owszem, metoda działa, każdy tłumaczy jakie ma wspaniałe pewne siebie, dobrze rozwinięte dzieci. Niestety, negatywnych skutków nie widać. A po latach nikt nie obarczy treningu samodzielności w niemowlęctwie winą za szkody w psychice, bo będzie miał mnóstwo innych wytłumaczeń.

        • Ann

          22 lutego 2014 at 22:03

          VA:F [1.9.22_1171]
          -1

          Ja również się pod Państwa postami podpiszę.
          To, jak wychowujemy i traktujemy nasze dzieci, pokazuje kim jesteśmy, więcej nawet – pokazuje jakim jesteśmy społeczeństwem.
          Wytresowanym narodem.

  17. benek

    26 marca 2013 at 23:49

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Może sprawi sobie Pan jeszcze jednego psiaka? Czy wgłębiając się w tajniki internetu pominął Pan gdzieś wyniki przeprowadzonych badań dające jednoznacznie stwierdzić, iż metoda z wypłakiwaniem się jest SZKODLIWA? kortyzol, bla…bla… takie tam bzdety. Na pewno Pan słyszał. Nie mówiąc o skutkach emocjonalnych, ale to też na pewno Pan wie, tylko nie wiedzieć czemu nie wierzy i tkwi (a taki nowoczesny) w takim archaizmie.

  18. Magda

    29 maja 2013 at 12:59

    VA:F [1.9.22_1171]
    -3

    Metoda jak najbardziej działa, stosowałam ją przy wszystkich dzieciach, ale należy zaznaczyć że to od mniej więcej dla dzieci od 8 miesiąca. To nie jest metoda na płaczącego noworodka! Noworodek zawsze gdy płacze ma powód i to NIGDY nie jest wymuszenie uwagi. Pozostawienie niemowlaka płaczącego sprawia że organizm produkuje hormon stresu, kortyzol który niszczy komórki mózgu. Ah bardzo ważne, nie wolno usypiać niemowlaka przy piersi, pierś jest do karmienia, a nie usypiania, tak samo jak nie wolno usypiać niemowlaka butelką. Jest to proste zwłaszcza gdy mama jest zmęczona, ale potem są same problemy. Magda z dlaczegoplacz.wordpress.com

  19. Lukasz

    26 lipca 2013 at 10:05

    VA:F [1.9.22_1171]
    +10

    Absolutnie nie kupuję tej metody. Wystarczy mi informacja, którą gdzieś wyczytałem, że mózg niemowlęcia w przypadku płaczu reaguje podobnie jak u dorosłego lub starszego dziecka w trakcie bicia i bólu fizycznego.
    Moja znajoma próbowała tej metody – efekt jest taki, że dziecko boi się już samego wkładania do łóżeczka.

  20. Marta

    27 sierpnia 2013 at 08:55

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    Tato, nie. Błąd.
    Ta metoda krzywdzi.
    Ale jest inna podobna, SPRAWDZONA przeze mnie na dwóch potworach.
    Działa.
    Faceci nie mają problemów z konsekwencją, dlatego napewno Wam spasuje. Mój mąż SAM ją znalazł i zastosował. Do dziś czuje się BOHATEREM.

    Proponuje Wam tatusiowie książkę Tracy Hogg, Zaklinaczka dzieci.
    Jak pisałam, metoda bardzo podobna, ale jednak nieco inna.
    Proszę, rozważcie a nie czyńcie dziecku krzywdy. Bo metoda 3-5-7 czyli wypłakiwania kontrolowanego ale jednak, czynicie mu krzywdę.

  21. Monix

    9 września 2013 at 15:46

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Boze ludzie mylicie pojecia!Nie da sie az czytac tych komentarzy!Autor artykulu nie kaze nam zostawiac dziecka w ciemnosci az zeby zaplakalo sie na smierc!Po prostu przeslaniem jest aby dziecka nie nosic bez przerwy i nie reagowac na kazde piskniecie!I oczywiscie rodzice POTRZEBUJA czsu dla siebie i w domu wszytsko samo sie nie zrobi nie mozna nosic dziecka na okraglo!Moj synek wazy 13 kg wiec nie mozliwe stalo sie usypianie go na rekach a inaczej nie chcial spac. Metoda jest bardzo dobra i sie sprawdza idealnie. Na naszego malucha zadzialalo z pierwszego dnia, dwa razy wstawal i wyrzucal smoczka wiec maz tylko wchodzil, kladl go z powrotem na poduszke, podawal smoczka i dobranoc. Mysle, ze w sumie nie wiecej niz 15 min i dziecko spalo.

  22. Marta

    1 grudnia 2013 at 22:57

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    niekoniecznie się zgodze, że taka metoda jest skuteczna, bo mój 1,5 roczny synek potrafi i od 22, gdy w końcu mam dość i go wsadzę do łóżka, do 24 codziennie wołać mnie, płakać, kręcić się, a ja siędzę cichutko jak myszka w 2 pokoju trzymając kciuki by w końcu usnął, i trwa to od dłuższego czasu…

    • wiki

      11 lipca 2015 at 18:58

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Kobieto, a nie rozumiesz, ze Twoje dziecko chce zasypiać przy Tobie? pokazuje Ci to i mowi o tym / krzyczy/placze….i mialabys spokoj dając mu cieplo i poczucie bezpieczeństwa… A tak to meczysz się i meczysz go ta tresurą…

  23. Marta

    1 grudnia 2013 at 22:58

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    aha no i zapomniałam dodać, wyskakuje jeszcze z łóżeczka :] wczoraj usunął po północy na dywanie pod drzwiami od pokoju, jakieś rady ?

  24. aneey

    7 grudnia 2013 at 01:59

    VA:F [1.9.22_1171]
    -2

    No własnie, trzeba sobie znaleźć złoty środek. Mnie pierwsze dziecko najbardziej przerażało, zwłaszcza jak się naczytałam o wszystkich niebezpieczeństwach, a jak usypiał, to najchętniej bym stała nad łóżkiem i słuchała czy równo oddycha. Teraz nasz drugi chłopak raczej śpi bez większych problemów, zostawiamy go z ciepłym misiem MR B, on go ściska, więc chyba wydaje mu sie, że ktoś ciągle przy nim jest. Ale bardzo chciałam o tej metodzie też poczytać, bo siostra mnie ostatnio pytała.

  25. Maniamamowania

    27 lutego 2014 at 14:12

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    A to moja metoda na uśpienie dziecka. http://maniamamowania.pl/czas-na-sen-o-sposobach-na-uspienie-dziecka/

  26. mama n

    20 marca 2014 at 23:43

    VA:F [1.9.22_1171]
    -4

    Do6 miesiaca zycia coreczki karmilam piersia spalam z nia ale pozniej juz swoje lozeczko kapiel (nie codziennie) butelka zamykam drzwi i dobranoc poczatki byly trudne ale po 2 tygodniach do teraz(1 rok) wygoda

  27. MAMAli

    23 kwietnia 2014 at 14:48

    VA:F [1.9.22_1171]
    -2

    Moja corcia skonczyła rok, przez cały ten okres nie spałam dłużej niż 3 godz. w ciągu. W nocy wstawałam do małej nawet 6 razy (a bo pić, a bo pogłasakć i tak w kółko), przyznam moj błąd-rozpieszczona noszeniem na rączkach i glaskaniem do spania oczekiwała za każdym razem gdy się w nocy wybudzała tej samej reakcji (butelki lub głaskania). Po roku zbuntowałam się, zacisnęłam zęby i zastosowałam ww metodę. Efekt już po 2 dniach (ale nerwy trzeba mieć ze stali bo serce pęka), teraz Alicja zasypia o 20 i budzi się o 5 na picie. Wszyscy domownicy konsekwentnie stosują ta samą metode i efekt jest (nawet w dzień zasypia sama w łóżeczku). W końcu jestem wypoczeta i mam siłe rano wstac do pracy:)polecam i pozdrawiam

  28. tanuki

    13 czerwca 2014 at 12:46

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Po dwójce dzieci mogę stwierdzić, że u nas najlepiej zadziałało spanie z rodzicami do roku i usypianie przy piersi. Proces usypiania trwał od pół godziny do godziny i nie wiązał się z noszeniem na rękach. Po roku robimy tak, że śpiące już dziecko przekładamy do łóżeczka. Jak się obudzi – tulimy i odkładamy do łóżeczka. Tulimy ile wlezie. Po tygodniu dziecko śpi w swoim łóżeczku, a my mamy przesrane, bo jak sie obudzi, to trzeba wstawać, a nie wystarczy przytulić do cyca. 😀

  29. Luni

    31 lipca 2014 at 22:09

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Drogi Panie Michale, próbowałam tej metody już dwa razy. Za pierwszym razem nie wytrzymałam i musiałam przytulić bobo, płacz był przerażający. Drugi raz spróbowałam wczoraj po przeczytaniu Pana artykułu, bo stwierdziłam, że za pierwszym razem „pękłam” zbyt szybko. Jednak w trakcie stosowania tej metody coś mnie olśniło – czułam jak całe moje ciało rwie się do pomocy płaczącemu potomstwu. Stwierdziłam więc, że tak jak Pan podejmę się wyjaśnienia swoich odczuć logicznie i naukowo, w końcu wszystko w przyrodzie ma swoje uzasadnienie.

    W gruncie rzeczy jesteśmy tylko nośnikami informacji genetycznej, a celem naszego życia biologicznego jest przekazanie tej informacji. Żeby to zrobić potrzebujemy silnego i zdrowego potomstwa – jak takie potomstwo wychować mówi nam nasz pierwotny, zwierzęcy instynkt. Stety niestety ludzie mają także rozum i często swoje instynkty tłumią, co prowadzi do różnych konsekwencji. W przypadku wychowywania dzieci staram się nie utrudniać i opierać na instynkcie, ponieważ nie ma w tej sprawie lepszego doradcy. Myślę, że gdyby przytulanie dziecka do snu było szkodliwe czy rozpieszczające, a zostawianie go samego w łóżeczku miałoby mu pomóc w samodzielności nasze ciała nie rwałyby się do pomocy. Oczywiście kobieta odczuwa to znacznie silniej, ponieważ pierwotnie to tylko jej zadaniem było wychowywanie potomstwa, myślę więc, że warto też jej instynktowi zaufać. Jestem pewna, że moja reakcja była czysto fizjologiczna, ponieważ musiałam rozumowaniem przekonywać się, by do dziecka nie podejść. Nasze ciała powstały po to, byśmy wychowali potomstwo zarówno zrównoważone psychicznie jak i sprawne fizycznie – to czysta biologia, natura. Zdecydowałam się więc zaufać instynktowi. Mam oczywiście szczerą nadzieję, że zarówna Pana dzieci jak i wszystkie inne ‚poddane’ metodzie 3-5-7 wyrosną na sprawne i zdrowe szkraby.

  30. Anka

    16 września 2014 at 08:57

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Stoper IMO należy zdecydowanie wyrzucić i słuchać dziecka – co ono ma do powiedzenia na ten temat. Niemowlak wcale nie płacze cały czas tak samo. Czasami płacze np. protestująco i właśnie przy takim płaczu najłatwiej przekonać dzieciaczka, że już czas na samodzielny pobyt w łóżeczku. Schemat działania (najpierw przy drzemce w ciągu dnia, żeby się oswoił z tą sytuacją) był następujący: Położenie malucha do łóżeczka, a jednocześnie spokojnym, cichym i kojącym głosem przekazywany komunikat: „Kochanie, jest 12:00, na pewno jesteś zmęczony. Teraz się trochę zdrzemniesz, ale możesz się jeszcze trochę pobawić. Którą zabawkę wybierasz. (w dwóch dłoniach opcje do wyboru, jak wybrał obydwie komentarz – aha, to weź obydwie). Buziak w czółko/policzek. Dobranoc kochanie, papa. Wychodzę z pokoju nie oglądając się. Mały jest zajęty. Po pewnym czasie następował kwik niezadowolenia, który ignorowałam. Dopiero kiedy płacz stał się żałosny (taki dłuższy, zawodzący), wchodzę i powtarzam jak mantrę to co wcześniej, ew. dodaję: „rozumiem, że jesteś zły, bo jeszcze chciałbyś się ze mną pobawić, ale zobaczysz, bo drzemce będziesz miał jeszcze więcej sił na zabawę”. Podaję inne dwie zabaweczki na życzenie. I tak do skutku. Na początku nawet z 10 cykli. Najważniejsze to samemu być pewnym, że to jest dobre rozwiązanie. Dziecku nic się przecież w tym łóżeczku nie dzieje, a my rodzice też mamy prawo do odpoczynku. Wg mnie warto jednak od samego początku uczyć dziecko, że owszem jest ważne, ale czasami jest coś ważniejszego (np. otwarcie drzwi listonoszowi, wyłączenie kipiących ziemniaków, spokojny prysznic rodzica lub wizyta w toalecie). Ponoć dzieci rozumieją o wiele więcej niż nam się wydaje. Kiedy tłumaczyłam mojemu kilkumiesięczniakowi, że idę teraz wziąć prysznic/po coś na górę, kiedy on był bezpieczny w łóżeczku/kojcu, nie wył jak opętany (a był płaczliwym dzieckiem), tylko spokojnie na mnie czekał.

  31. Niko

    6 listopada 2014 at 18:03

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Zawsze można się wspomóc techniką http://youtu.be/–P8y97LYks

  32. paula

    25 lutego 2015 at 12:17

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Głowa mnie boli od tych głupot które ktoś uznaje za metody ;/

  33. Iwona

    25 lutego 2015 at 12:34

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Większej GŁUPOTY dawno nie czytałam. Mity wielkości HIMALAJÓW. WYPŁAKIWANIE JEST SZKODLIWE DLA DZIECKA!!!!

  34. Karo

    25 lutego 2015 at 12:39

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Możliwe że to metoda oparta o naukowe dowody i skuteczna. Jednak to nie jest wychowanie drogi tato a tresura. Behawiorystyka jest owszem skuteczna i szybka ale pozostawia po sobie skutki negatywne dla relacji rodzic-dziecko. Pisze to jako psycholog i przede wszystkim mama dziecka które się wysypia i da się wyspać też rodzicom.

  35. Aleksandra K.

    25 lutego 2015 at 12:44

    VA:F [1.9.22_1171]
    +4

    Treser. Inaczej nie da się pana określić. Jeśli zdarzy się tak, że będzie już pan stary i chory, nie będzie mógł wyrazić tego, co czuje i czego potrzebuje, pana dzieci powinny zmieniać panu pieluchy i karmić sondą. Nie zasługuje pan na czułość i troskę. Zamiast na samym wstępie tworzyć z dzieckiem więź, traci pan wszelkie podstawy do głębokich relacji, jakie można zbudować. Dzieci na świat się nie proszą, skoro zostały już sprowadzone, to rodzice są dla nich, a nie dzieci dla rodziców. Wstyd mi za pana.

  36. Ania

    25 lutego 2015 at 21:17

    VA:F [1.9.22_1171]
    +6

    Zgadzam się z Panią Gosią, chce tylko dopisać – kortyzol uszkadza hormony odpowiedzialne za radzenie sobie ze stresem (wobec tego takie dziecko – uczone zasypiania metodą 3-5-7 oprócz tego, że uczy się, że rodzice mają go gdzieś, dodatkowo przestaje radzić sobie ze stresem – już przez całe życie. Drodzy rodzice – stosujący metodę 3-5-7 nie dziwcie się, że w przyszłości Wasze dziecko, gdy wpadnie w tarapaty nie sądzcie, że przyjdzie do Was, przecież już pokazaliście, że macie je gdzieś… Nie dziwcie się również jeżeli naturalne sterogenne sytuacje zaczną je przerastać! Uwalniany do mózgu kortyzol sieje tam spustoszenie… Można porównać do samochodu włączonego na noc – w końcu się wyłączy, ale kosztem rozładowanego akumulatora…
    Dziecko nie wymusza jak Pani Gosia wspomniała, bo w mózgu dziecka do lat 3 nie wytwarza się kwas glutaminowy (odpowiedzialny za świadome myślenie), a żeby manipulować/wymuszać myślenie świadome jest niezbędne. Wobec wcześniejszego, jeżeli dziecko płacze to jest to jego autentyczna potrzeba – być może chce się przytulić.
    Kolejne – dziecko kołysane przez całą ciąże już jest „przyzwyczajone” do kołysania nie trzeba tego robić po poorodzie. Radzę poczytać o pozytywnym wpływie kołysania dzieci.
    Nie sądzę, by ktoś mógł pozwolić, aby dziecko weszło mu na głowę okazując mu miłość i szacunek… To buduje raczej więź i siłę. To pokazuje dziecku, że ono jest ważne! Skutek – jest ważne i przez całe życie przejdzie czując się ważny, osiąga sukcesy, nie walczy wewnęcznie ze samym sobą.
    Poza tym płacz dziecka i jednocześnie wstrzymywanie reakcji rodzica na ten płacz oprócz tego, że pokazuje dziecku, że rodzic ma go gdzieś, oprocz tego, że sieje poprzez kortyzol spustoszenie w mózgu dziecka to pokazuje mu, że nie warto się złościć, nie warto płakać – skutek – gromadzi złe emocje w sobie, nie potrafi rozmawiać o tym co go boli, udaje zadowolenego w każdej sytuacji i pozwala innym wchodzić sobie na głowę i koło się zamyka (frustracja, bo nie okazał swojego zadowolenia np. przy nałożeniu na siebie przez przełożonego kolejnego zadania) itd..
    Więc Drodzy Rodzice, zanim zastosujecie metodę 3-5-7 polecam rozpatrzeć procesy biologiczne zachodzące w organiźmie pod wpływem tak wielkiego stresu dziecka.
    Przykro mi Panie Michale – mimo, iż behawiorystyka faktycznie nauką jest – to jak dla mnie powinno się ją stosować jedynie w stosunku do zwięrząt. I niestety – rodzicielstwo to ciężka praca, często, inne rzeczy na które nie znaleźliśmy czasu za dnia muszą poczekać. Czasem poprosić też kogoś o pomoc, bo kto inny zrozumie ciężkie dole dorosłego rodzica, jak nie inny dorosły rodzic (nie taki, który trenuje swoje dziecko, by mógł mieć święty spokój, bo taki, albo nie jest dorosły, albo nie powinien być rodzicem).
    Czasem warto zastanowić się na jakiego dorosłego chcemy wychować swoje dziecko – uległego, stłamszonego przez silniejszego, czy takiego, który broni swoich racji i empatycznie patrzy w kierunku innych…
    Dużo by pisać..
    Na teraz jednak już zakończę… Chciałabym jednak by mój post przeczytany był przez rodziców, którzy zagłuszają swój instynkt przez tego typu artykuły/wpisy.

  37. MB

    26 lutego 2015 at 00:26

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    To jak z biciem: „nikt nie mówi, że masz tluc dziecko przez godzinę, ale nie zaszkodzi mu, jak się nauczy, kto tu rządzi”.

    Niektórzy powinni mieć sądowy zakaz rozmnażania się i publikowania tekstów w internecie. Serio.

  38. Aaa

    26 lutego 2015 at 05:36

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Metoda miże u działa ale nie na wszystkie dzieciaki to pewne dla mnie jest to znecanie sie nad dzieckiem – zaznaczam jest to moja opinia i nikogo nie mam zamiaru przekonywać. Sugerowała bym tylko przyjrzeć sie dzieciom w późniejszym wieku. Moje pomimo deklaracji sprzed ciazy ze bedą spać we własnym łóżeczku / pokoiku nie będę ulegać napadów złości itp spaly z nami lub na nas, były noszone w chuscie, przytulane, calowane itp wszyscy mówili nam ze hodujemy mameje – dwóch chłopców. Cóż porównując moich chłopaków z innymi przedszkolakami wyprzedzają ich o dwa lata co najmniej w rozwoju. Wymagało to bardzo dużo czasu i poświęcenia przez pierwsze dwa -trzy lata – dłużej było z pierwszym, drugi kopiije zachowania starszego więc idzie szybciej, ale cóż to jest w porównaniu z całym życiem ? Daliśmy solidne fundamenty a teraz ” spijamy śmietankę” bo latwiej nam wpajac niowe zachowania i sa one lepiej akceptowane, nie tylko na zasadzie tata jet to go slucham – tata wychodzi to juz nie musze. Nie patrzymy na dzieci jak na dorosłych nie kierujemy sie logika bo na początku jej nie ma w zachowaniu zwłaszcza niemowlęcia ono niczego nie wymusza. Patrząc na wychowanie dziecka przez pryzmat psa ok zdobędz pozycje samca alfa ale niestety inna metoda miłością cierpliwoscia i szacunkiem – jesteś ustwiony do końca życia 🙂 jezeli stosując taka metodę nie postawisz sie w pozycji pan i władca dziecko odwdzięczyć sie tym samym i nie będzie buntu nastolatków i innych problemów wychowawczych w późniejszym wieku.

  39. Kate

    26 listopada 2015 at 16:38

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Ja mam odwieczny problem z usypianiem córki. Godzina płaczu i 10 minut spania na rękach a w łóżeczku płacz jakby ją ze skóry odzierali…

  40. Zaskoczona

    25 stycznia 2016 at 19:14

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Panie Michale,
    Ktoś, kto podchodzi do dziecka w sposób naukowy nie usypia dziecks schematem 3-5-7. Stosując metodę kontrolowanego palaczu udowadnia Pan jedynie, że wykazuje się totalną nieznajomością psychologii małego człowieka. Nie wiem czy jest Pan wygodnickim egoista (być może) ale z pewnością nie dojrzał Pan do roli ojca. Dziecko nie potrafi manipulować dorosłym, nie jest psem i ma więcej potrzeb niż tylko sucha pielucha i pełny żołądek.

  41. kasia

    19 czerwca 2016 at 07:48

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    „1. Wyobraźmy sobie, jak czuje się dorosły, który jest smutny, samotny, rozpaczliwie potrzebuje bliskości i poczucia bezpieczeństwa, a ci, którym chciał ufać, mówią mu: radź sobie sam, twoje potrzeby nas nie obchodzą? Taki dorosły czuje się fatalnie. Ale opanował sztukę szukania wsparcia, potrafi, lepiej lub gorzej, zadbać o swoje samopoczucie. Małe dziecko nie umie się pocieszyć. Rozpacz samotnego płaczu, nadzieja i rozczarowanie w jego wołaniu o bliskość mamy to coś, co warto sobie wyobrazić i uświadomić, zanim zdecydujemy się nie wchodzić do pokoju szlochającego dziecka.

    2. Wieczorne zasypianie to moment, w którym dziecko szczególnie potrzebuje naszej bliskości i obecności. Zasypianie to takie małe rozstanie, a sposób, w jaki maluch je przeżywa, może stać się modelem reagowania na późniejsze rozstania. Malutkie dziecko, które traci mamę z pola widzenia, nie wie, że ona wróci. Dorosłemu trudno to sobie wyobrazić, że za każdym razem odchodzimy od malucha „na zawsze”. Zostawiając go płaczącego w pokoju, narażamy dziecko na samotne przeżywanie rozpaczy, której głębi nie potrafimy sobie wyobrazić.

    3 Metoda Ferbera i metody podobne są skuteczne – szybko przynoszą wymierny efekt w postaci świętego spokoju rodziców. Pamiętajmy jednak, że dziecko, które nie chce spać, ma jakiś ważny powód. Skuteczna metoda wychowawcza pomogłaby ten powód dostrzec i rozwiązać problem w sposób respektujący potrzeby i wrażliwość dziecka. Metoda Ferbera nie rozwiązuje problemu, tylko tłumi objawy. Jest skuteczna, jak każda tresura. Mamy, które cieszą się, że maluch „nauczył się” zasypiać, każdego dnia płacząc krócej, tak naprawdę powinny być poważnie zaniepokojone. Dziecko poddało się – nie płacze, bo i tak nikt nie przyjdzie. Czy to jest wychowawczy sukces?

    4. Warto przyjrzeć się językowi, którym operuje metoda Ferbera. Choćby tytułowemu sloganowi, czyli „nauce zasypiania”. Te metody nie są „nauką”. Nie uczą zasypiać, bo zasypianie nie wymaga uczenia, jest naturalnym stanem przejściowym miedzy czuwaniem a snem. Nie uczą też dlatego, że nauka zakłada współpracę i świadome nabywanie pewnych umiejętności, o czym w tym wypadku nie ma mowy. Jeśli metoda ta czegoś „uczy”, to tego, że potrzeby dziecka są nieważne, że nie zasługuje na zainteresowanie i szacunek, że bliscy rozczarowują i nie można im ufać.

    5 Inne sformułowanie, charakterystyczne dla całej idei „zimnego wychowu”, to zwrot: „pozwolić się wypłakać”, który poprawia samopoczucie rodzicom odliczającym 5, 10 i 15 minut po drugiej stronie zamkniętych drzwi. „Pozwolić się wypłakać” – to jednak na coś pozwolić. Ten zwrot sugeruje, że maluch o niczym innym nie marzy, tylko o płaczu, w którym nikt nie będzie mu przeszkadzał. Warto nazwać rzecz po imieniu: nie reagując na płacz dziecka, pozwalamy s o b i e – na pozorny spokój.”

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Mechanik samochodowy wynalazł urządzenie ułatwiające poród!

Kiedy seks po porodzie – i jaki? [WIDEO]

14. rok w życiu córki? „To jest jakaś masakra!” [WIDEO]

Zamknij