„W miłości i wojnie nie obowiązują zasady”

6 min.   0   0   Drukuj   Prześlij

Jeszcze zanim dziecko przyjdzie na świat, zarzekasz się, że nie będzie spało z Tobą w łóżku. Że nie będziesz pozwalał jeść słodyczy przed obiadem, oglądać telewizji dłużej niż dziesięć minut dziennie. A potem, jak wiadomo, wszystko weryfikuje życie. Ze szkodą, czy z pożytkiem dla procesu wychowawczego?

Każdy z nas lubi święty spokój. Są chwile, gdy jesteśmy skłonni podpisać nawet pakt z diabłem, by tylko odzyskać chwilę dla siebie. Dlatego niezależnie od postanowień, jesteś w stanie przygarnąć niemowlaka pod swoje skrzydło, byle tylko przestał się drzeć od czwartej rano, bo jest gotów do zabawy. W ten sposób rezygnujesz ze swoich zasad, które, choć niekoniecznie skutecznie stosowane w pozostałych gałęziach życia, w przypadku dziecka chciałeś przestrzegać co do litery.

Zastanówmy się zatem, które z zasad są słuszne, i czy odstępstwo od nich to poważne przewinienie, czy też drobne ustępstwo, które się opłaca?

  • Telewizor. Synonim tak zwanego ‚lazy parentingu”, czyli przekazanie kompetencji wychowawczych obrazowi poruszającemu się 25 klatek na sekundę. Wiadomo, co mówią mainstreamowe opinie: że to zło wcielone, które z pewnością wypaczy osobowość i zrobi z dziecka mordercę, albo coś jeszcze gorszego.
    Tymczasem rozsądna oferta programowa to nie tylko okazja do tego, żeby dziecko się rozwijało bez twojego udziały, ale także szansa dla rodziców, by mieli chwilę na swoje sprawy. Już dwulatek posadzony przed telewizorem zamienia się w słup soli, i takim słupem pozostanie tak długo, jak długo będzie go karmił obraz. Oczywiście, przesada nie jest wskazana, ale przyznaj sam – czy ciebie też nie wychowywał telewizor? Mnie tak, od godzin rannych, po godziny wieczorne, plus kasety VHS z treściami niekoniecznie dopasowanymi do wieku. Czy coś złego się stało? Jeśli jesteś człowiekiem zadowolonym z życia, to pewnie nie.
  • Spanie w łóżku. Mało który mężczyzna jest zwolennikiem intruza na swoim terenie. Wiadomo, taki intruz nie tylko nie pomaga w umacnianiu więzi między rodzicami, ale jeszcze, w dodatku, spycha człowieka na sam brzeg materaca. Poza tym, każdy z nas boi się, że nadmierna ilość spędzanego z rodzicami czasu oduczy dziecko samodzielności. Tymczasem wrzask o czwartek, który zwiastuje porę karmienia, może się nie skończyć z chwilą opróżnienia butelki. Wsadzisz smoczek, położysz się, i nim zdążysz zasnąć – na co potrzebujesz w takiej sytuacji kilkunastu sekund – smoczek z dzioba wypada i znów zaczyna się ryk. Czy będziesz kursował jak przysłowiowy Maciej, czy zastosujesz skuteczną metodę usypiania – to nie ma znaczenia, bo chcesz spać, a nie liczyć czas, czy wkładać do krnąbrnej buzi smoczek. Bierzesz więc dziecko do łóżka i przynajmniej masz w zasięgu ręki.
    Czy to złe? Moim zdaniem, nie. Oczywiście, w idealnym świecie byłoby super, gdyby dziecko obsługiwało się samo. Tak przez długi czas jednak nie będzie, dlatego musisz zastosować scenariusz minimalizowania strat. Jeśli mleko się rozlewa, to je zetrzyj, bo nie możesz wykluczyć, że szklanka ci znów z ręki nie wypadnie. Nie nauczysz szybko dziecka odróżniania dnia od nocy, choć oczywiście jest to arcyważne, dlatego w trakcie okresu przejściowego dbaj o swoje samopoczucie. Niewyspanie jest silniejsze od ego.
  • Jedzenie poza porami karmienia. To oczywiście dotyczy dziecka, które wyrosło już z butelki i je poważniejsze pokarmy stałe. Wiadomo, że posiłki to rzecz ważna, zwłaszcza, jeśli ich pory są wpisane w plan dnia. Przekąska tuż przed obiadem może sprawić, że dziecko nie zje bardziej wartościowego i ciepłego posiłku – co nie jest obojętne dla zdrowia. Ale jeśli nie masz do czynienia z niejadkiem, to raczej nie powinieneś pozwalać, by twoje dziecko długo domagało się jedzenia. W końcu nikt nie lubi być głodny.
  • Chodzenie spać do dobranocce. Nie ma nic lepszego, niż rutyna, która sprawia, że dziecko wstaje wcześnie rano w sposób względnie bezproblemowy. To służy każdemu. Ale mogę sobie przypomnieć, z czasów mojego dzieciństwa, jak czułem się wyróżniony i zaszczycony, gdy mogłem obejrzeć „Policjantów z Miami”. Od czasu do czasu warto złamać tę zasadę, głównie po to, by pokazać wielkoduszność  i zaakcentować jej istnienie.

Wszystkich zasad, które można łamać (albo raczej, od których można czasem odstąpić) tu nie wypiszemy. To, co istotne, sprowadza się do jednego zdania: zasady związanie z wygodą rodziców (rodziny), czyli wychowaniem, można łamać. Są jednak takie, od których odstępstw nie może być – bezwarunkowo. To zasady dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa.

  • Słodycze. Jeśli, ze względu na zdrowie, zęby i stan tkanki tłuszczowej, wyznaczacie (i słusznie) limity słodyczy, chipsów i napojów gazowanych, warto się ich trzymać. Dzieci źle odżywiane żyją krócej i są mniej zadowolone, zwłaszcza z ocen równieśników
  • Nieznajomi. Tu nie ma żadnych wątpliwości: nie idzie się z nimi nigdzie, nie otwiera się im drzwi, nie rozmawia się.
  • Myce zębów. Dwa razy dziennie. Bezwarunkowo.

To ty jesteś rodzicem i to ty wyznaczasz granice. Właśnie dlatego musisz pamiętać, że – tak jak socjalizm może być z ludzką twarzą (think Francja), tak i wychowanie może uwzględniać potrzeby dziecka. Ale granice są niezbędne i należy przede wszystkim samemu je poznać.

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Z dużej chmury mały deszcz, czyli Karta Dużej Rodziny – lista zniżek

Na rower z ojcem: fotelik, czy przyczepka? [WIDEO]

Antybiotyki mogą powodować upośledzenie metabolizmu dziecka

Zamknij