Co stracę, decydując się na dziecko?

7 min.   2   0   Drukuj   Prześlij

 

Krzyczy ten noworodek bez żadnego powodu. Na domiar złego zabrał Ci wszystko to, co sobie przez lata wywalczyłeś: kobietę, łóżko, wolny czas, nierzadko – Twój pokój, w którym z radością oddawałeś się grze na konsoli czy komputerze. Pochłania sporą część dochodu, pozbawił Cię znajomych i, prawdę powiedziawszy, jakiegokolwiek wpływu na Twoje życie.

W ciąży nie zdawałeś sobie z tego sprawy. Albo nie docierało do Ciebie. Pierwsza noc, gdy po szpitalu wróciłeś do pustego domu, jeszcze sam, była tak naprawdę requiem dla spokoju. Mogłeś po raz ostatni, nie oglądając się na nic i nikogo, obejrzeć swoje ulubione seriale, dokończyć długo odkładaną grę czy spuścić komuś manto w Cywilizacji. To koniec.

Od chwili wspólnego przyjazdu Twoje życie, jakim je znałeś dotychczas, przestanie istnieć. Czy straci sens – na to możesz tylko Ty sam sobie odpowiedzieć, i nie stanie się to od razu. Od rana do nocy będziesz żył chwilami, kiedy dziecko śpi, lub kiedy je.

Koniec historii

Wstajesz rano dużo wcześniej, niż zwykle, bo najmłodszy domownik nie ma zamiaru szanować Twojego pełnego poświęcenia wychodzenia do pracy. Ciągłe płacze wprowadzą napięcie do domu, do którego dawniej tak lubiłeś wracać. Mój ojciec, podobno, zaczął dużo więcej pracować, gdy pojawiłem się na świecie. Być może Twój też.

Kumple, z którymi wspólnie przechodziłeś Call of Duty, zostaną skreśleni. Nie znajdziesz czasu, żeby obejrzeć z nimi mecz. Prawdę mówiąc, sam tego meczu też nie obejrzysz. Trawiony wyrzutami sumienia nie będziesz mógł w nocy zasnąć, gdy matka dziecka będzie po raz kolejny wstawać, by sprawdzić, dlaczego płacze. Mity, którymi karmili Cię rzekomo szczęśliwi rodzice, włożysz między bajki. Jeśli czytałeś jakieś książki, żeby się przygotować do trudnej roli rodzica, szybko o nich zapomnisz. Tyranizowany krzykiem i płaczem wykonasz odwrót na z góry upatrzone pozycje, by zająć się czymkolwiek: gotowaniem, zarabianiem, naprawianiem samochodu.

Mówili Ci pewnie, że jak dziecko płacze, to albo chce jeść, albo zmienić mu pieluchę, albo się przytulić. Nic bardziej mylnego. Dziecko chce, żebyś rzucił palenie, bo mu śmierdzi; sześć razy w ciągu nocy zmieniał pieluchę, bo znowu się obsrał. Gotował co innego, bo po tym, co jedliście do tej pory, boli go brzuch – mimo, że przyjmuje to w postaci przetrawionej, czyli mleka.

Lista wyrzeczeń

Wiesz już, że swoją konsolę możesz odłożyć na półkę. Tam też trafi seks. Jeśli jeszcze masz w miarę wyrozumiałą partnerkę, możesz od czasu do czasu liczyć na jakieś upominki z litości, ale i to nie jest pewne. Z kolegami się nie spotkasz, za to docenisz spokój, ciszę i dłuższe spacery z psem. Nie bez powodu, zrozumiałem po fakcie, koledzy, którzy zmajstrowali sobie dzieci, zaczęli biegać, uprawiać sporty czy po prostu spacerować. Choć jesteś pełen rycerskości i chcesz pomóc, jak możesz, szybko zauważysz, że wiele rzeczy wprowadza nerwową atmosferę do Twojej do tej pory dobrze funkcjonującej komórki społecznej.

Dziecko nie cementuje związków. Dziecko wystawia je na próbę. Dla jego matki stanie się najważniejszą istotą na świecie, która zabierze Ci dostęp do piersi i innych przywilejów dorosłości. Dla Ciebie stanie się źródłem lęku o przyszłość i paralizatorem wszelkich planów. Zeby gdzieś wyjść, będziesz musiał ogarniać babcie, dziadków lub opiekunki. Nawet proste zakupy stają się skomplikowane, gdy padasz po nocy, w trakcie której więcej czasu spędziłeś na nogach niż na plecach.

Wyjazd w Alpy, a nawet do kina – to zadania niemalże niemożliwe. Myślałeś, że pies komplikuje życie? Dziecko czyni je niemal niemożliwym. Musisz uwzględniać je w każdym ze swoich planów. A gdy już się z tym pogodzisz, i trafi się akurat chwila kiedy nie marudzi, nie krzyczy, jest względny spokój – będziesz drżał, gdy tylko usłyszysz pojedyncze stęknięcie dobiegające z kołyski. To działa jak huk dla kogoś, kto był na wojnie: po tygodniu spędzonym w skrajnie wycieńczających warunkach, jakimi są bezsprzecznie dnie i noce spędzone z pięknym na pierwszy rzut oka dziedzicem czy długo wyczekiwaną królewną, będziesz dostawał palpitacji serca, gdy dziecko ciężej westchnie. Czy to preludium do godzinnego płaczu? A może zaraz się uspokoi?

Operacja: przeczekanie

Mówią, że małe dziecko, to mały problem – duże zaczynają się, gdy trochę podrośnie. Jest w tym dużo prawdy. Bo nawet, gdy już wyrośnie z kolki (określanej jako sto dni płaczu), nieuleczalnej ale nieśmiertelnej choroby na którą nie ma żadnego środka zaradczego, zacznie pyskować. Zaczną się też wydatki: szczepienia, większe pieluchy, ubrania, jedzenie, prąd – bo trzeba nagrzać łazienkę do kąpieli i ciągle odpalać suszarkę do ubrań.

Benjamin Spock, kontrowersyjny dziś, choć do niedawna uznawany za genialnego pediatra, podchodził do dziecka w sposób naukowy – by nie rzec, nieco rzeczowy. Był zwolennikiem zimnego wychowu („Dziś podawałbym mleko zimne, bo dla dziecka to bez różnicy, byle temperatura za każdym razem była taka sama) i pozostawiania rzeczy samym sobie („Jeśli płacze, a jadło i ma sucho, musisz pozwolić mu się wypłakać”). Słyszałem ostatnio ciekawą tezę, z którą dziś mógłbym się zgodzić: Beethoven źle brzmi, gdy w tle słychać wrzaski, ale same wrzaski brzmią jeszcze gorzej.

W końcu zaakceptujesz konsekwencje swojej decyzji i oddasz mu to wszystko, czym jeszcze kilka tygodni czy miesięcy wcześniej byś się nie podzielił: swoją partnerkę, która nie będzie miała dla Ciebie czasu, swoje pieniądze, które wydałbyś na rzeczy zdecydowanie bardziej przyjemne, swoje łóżko, do którego – zarzekałeś się – nigdy nie będzie mieć wstępu.

Wszystko to jednak powoli mija. Bo istota okazuje się momentami naprawdę urocza. Ten zupełnie autonomiczny byt, który w połowie składa się z Ciebie, nie przyniósł Ci jednak aż tylu strat, co Twojej partnerce. No a potem, kiedy zaczniesz jego lub ją uczyć życia, i będziesz krynicą mądrości (aż do wieku nastoletniego, zapewne), sprawi, że całe to wspomnienie stanie się zupełnie nieistotne.

Pomyśl tylko, że w ten sposób gwarantujesz sobie jakąś przynajmniej emeryturę. A gdy już sobie zdasz z tego sprawę, zastanów się, jak zmajstrować sobie jeszcze ze dwa dodatkowe źródła pomocy na starość.

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Komentarzy: 2

  1. Gość

    17 listopada 2012 at 19:24

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    O rany… nigdy nie sądziłam, że to aż tak traumatyczne przeżycia. Niestety, wszystko dopiero przede mną i mężem…

  2. Pingback: Depresja poporodowa: częściej dotyka młodych ojców - badanie [WIDEO] | tatapad - tatapad

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Dzień Ojca w Teatrze Kamienica

TataSpot: Kura Domowa, klubokawiarnia i restauracja, Warszawa

20 pomysłów, które usprawnią bycie rodzicem

Zamknij