Karanie dziecka: 3 błędy, które pogorszą sprawę

5 min.   0   0   Drukuj   Prześlij

karanie dziecka

Rzecz dotyczy dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym i nastoletnim. Postępowanie z nimi przypomina nieco mleko, które rozlało się na blacie – przy którym musisz się spieszyć, by nie zaczęło spływać na parkiet, ale jeśli pospieszysz się za bardzo, tylko pogorszysz sprawę. Albo, jeśli kuchenne porównanie nie przemawia do twojej wyobraźni, z takim dzieckiem postępujesz jak McGyver rozbrajając bombę: potrzebujesz wiedzy, który przewód przeciąć, i musisz zrobić to szybko.

Czy zdarzyło ci się poczucie bezradności, gdy próbujesz naprostować błądzące dziecko, ale ani przekupstwo, ani negocjacje, ani odwoływanie się do wyższej siły nie działają? Cóż: być może popełniasz jeden z podstawowych błędów. A wtedy karanie dziecka jest tak samo skuteczne, jak próba wygrania ustawionego przez przeciwnika meczu.

1. Nie alokujesz czasu dla siebie. Być może matki dają radę wychowywać przez dwadzieścia cztery godziny na dobę – w co wątpię, bo kilka znam i wiem, że składają się w 95% z wody, tak samo jak my. Nie potrzeba amerykańskich, rosyjskich ani nawet japońskich naukowców, by stwierdzić, że każdy rodzic potrzebuje trochę czasu spędzanego w samotności.

Syndrom superojca sprawia, że zaciskasz zęby w poczuciu, że dajesz radę – i faktycznie ją dajesz, ale ogromnym kosztem emocjonalnym. Nie da się długo funkcjonować na wszystkich etatach, w które się pakujesz: doba, choć to truizm, ma tylko 24 godziny. W tym czasie możesz naprawić ograniczoną liczbę cieknących kranów, wypowiedzieć ograniczoną liczbę zdań, musisz wybierać, między zrobieniem zakupów a wcześniejszym powrotem do domu.

Zestresowany i wykończony ojciec nie tylko nie potrafi skupić się na rozwiązywaniu problemów; nie tylko brakuje mu cierpliwości, ale także – a może przede wszystkim –  ryzykuje swoim zdrowiem. I choć to ostatnie jest najważniejsze, to dwa pierwsze wysuwają się zawsze na pierwszy plan. Dziecko, które nie dostaje wystarczająco wiele uwagi, będzie zachowywać się w taki sposób, żeby ją zdobyć. To najczęściej oznacza wszelkiego rodzaju „bunty”, pyskowanie, nieposłuszeństwo.

Stąd zresztą ADHD, którego – jak ci potwierdzą twoi rodzice – kiedyś po prostu nie było. Bo ludzie mieli czas dla siebie. Zresztą, w samej nazwie ukryta jest przyczyna: attention deficit. Ale to dygresja.

Pamiętaj, że możesz dać tylko to, co masz.

Dlatego musisz zacząć priorytetyzować. Co jest ważniejsze: nasmarowane zamki w drzwiach sypialni, czy twój emocjonalny spokój? Odmalowana na biało ściana w salonie, czy chwila, podczas której możesz zamknąć oczy i przemyśleć kilka spraw? Czasem to, co mierzalne – i z czego rozliczą cię inni, na przykład małżonka/partnerka – musi ustąpić temu, co niemierzalne, ale bardzo, bardzo istotne – choć lekceważone.

Nie ma powodu, dla którego powinieneś czuć się jak w więzieniu. Ojcostwo nie na tym polega. Zastanów się: skoro nie zanosi się na to, byś miał przestać być ojcem, musisz tak sobie to ułożyć, żeby czerpać z tego radość.

2. Używasz przestarzałych metod karania. Musisz poznać skuteczniejsze sposoby na to, by twoje zdanie było szanowane, a granice – respektowane. Inaczej czeka ciebie zgorzknienie, frustracja i – w ostateczności – ucieczka.

Każde pokolenie rodziców ma swoje metody. W średniowieczu, mogę to sobie wyobrazić, pozostawiano dzieci samopas lub delegowano do ich obsługi opłacany personel. W latach późniejszych pojawił się pas, lanie na goły tyłek, zastąpione później znacznie bardziej postępowymi klapsami. Do dziś popełnia się masę błędów (najpoważniejsze i najczęstsze z nich zebraliśmy tutaj), głównie jeśli chodzi o metodę, ale także – jej wdrożenie.

Dzisiejsi rodzice zachowują się tak, jakby wiedzę o wychowaniu wynieśli z prywatnego uniwersytetu – którą wyłożył im pracujący na czterech etatach stetryczały profesor. Najczęściej jest to wiedza wyniesiona z domu – z założenia poprawna, bo nie znają innej. Ale powtarzanie wzorców z własnego dzieciństwa to droga donikąd. Postęp, drogi ojcze, ma to do siebie, że trzeba śledzić trendy i odnajdywać w nich coś dla siebie. Również, gdy o karanie dziecka chodzi.

Ciąg dalszy artykułu na kolejnej stronie

Poprzedni1 / 2Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Wózek dla prawdziwego giganta, lub megalomaniaka

Cukier w diecie dziecka: co można, a czego zabronić? [WIDEO]

Dzień kobiet: 6 awaryjnych prezentów

Zamknij