E-palenie przy dzieciach szkodzi, bo e-papieros wcale nie jest zdrowy

8 min.   0   0   Drukuj   Prześlij

Palenie wielu z nas wciąż kojarzy się z beztroskim kowbojem na koniu, reklamującym czerwoną markę. Wielu z nas musiało (bądź chciało) się z tym nałogiem rozstać – ze względów higienicznych (smród), zdrowotnych (rak), finansowych (paczka ciągle drożeje) czy wizerunkowych (bo palenie jest niemodne). No i wielu z nas z radością przyjęło fakt, że można palić zdrowo – zaciągając się mgiełką z tak zwanych papierosów elektronicznych.

Obietnice producentów były niczym nałogowe Eldorado: będzie zdrowo, bezzapachowo, nowocześnie i ogólnie spoko. Uzależnieni od nikotyny (lub zajmowania czymś rąk) z całego świata mogą wreszcie przerzucić się na bezpieczną alternatywę – obiecywano. Przy okazji nie istnieje palenie bierne, a zatem można sobie puszczać dymka przy dzieciach i w aucie, co wcale nie jest takie rzadkie – podkreślano. Słowem – palić, nie umierać.

O tym, ze waporyzatory to nikotynowa terra incognita, się nie mówiło. Na brak badań nikt nie zwracał uwagi. Przecież ulotka i marketoidzi nie kłamią. Stąd jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać rodzime i zagraniczne marki, producenci zaczęli zarabiać gigantyczne pieniądze, a regulatorzy drapać się w głowy, jak do zagadnienia podejść. Ojcowie i matki tymczasem coraz chętniej sięgali po waporyzatory, które w Stanach zyskały już status kultowych. Vaping, czyli palenie e-papierosów, jest tam tak samo popularne, jak czapki z daszkiem.

A ponieważ uważa się e-papierosy za zdrowe, nic nie stoi na przeszkodzie, by puszczać dymka przy kołysce dziecka, odwożąc siedmiolatka do szkoły czy czekając w kolejce u lekarza… o publicznym transporcie nie wspominając. Sam wpływ smakowych e-papierosów o zapachu gumy do żucia, truskawki czy arbuza na wzorce zachowań młodego pokolenia jest bardzo istotny, ale to nie o nim donoszą dzisiejsze źródła.

Co w liquidzie piszczy?

Pod koniec sierpnia 2014 roku do czasopism naukowych zaczęły docierać pierwsze rezultaty badań liquidów, czyli płynów, które są zamieniane na parę w procesie e-palenia. I choć do analizy podchodzą z różnych stron, wynika z nich jasno, że e-papierosy są tak samo – choć w inny sposób – szkodliwe, jak te tradycyjne.

W niektórych przypadkach zawarte w liquidach substancje toksyczne znacznie przewyższają te z tytoniu.

Jest jasne, że wkłady do elektronicznych papierosów nie zawierają substancji smolistych. To ich ogromna zaleta, bo nie spowodują raka płuc. Jednak oprócz tej oczywistej zalety, są też wady: mgiełka, którą wdychamy (i wydychamy w kierunku dzieci) zawiera toksyny niespotykane w tradycyjnym dymie papierosowym. Należy do nich przede wszystkim chrom, czyli metal ciężki, a także czterokrotnie większa ilość niklu, niż w klasycznym szlugasie. Elektroniczne zamienniki zawierają także ołów, cynk i całą gamę innych metali toksycznych, choć w różnej objętości w stosunku do tradycyjnych papierosów.

Wyniki naszych badań sugerują, że choć w ogólności elektroniczne papierosy wydają się mniej szkodliwe niż te tradycyjne, to podwyższona zawartość metali toksycznych, jak nikiel i chrom tworzy podstawy do niepokoju,

ostrzega profesor Constantinos Sioutas z uniwersytetu Południowej Karoliny. Ale to nie jedyna zła wiadomość dla amatorów zdrowszego dymka: z Wielkiej Brytanii właśnie wycofano kilka płynów, w których wykryto diacetyl – związek chemiczny, który dodaje się, by odtworzyć aromat karmelu i kajmaku w liquidach o smaku cukierków mlecznych.

Współ-palenie, czyli waporowanie przy dzieciach

Substancja, którą można bez obaw jeść, stanowi ogromne niebezpieczeństwo gdy ją wdychać. Ten związek powoduje bardzo poważną chorobę płuc – zarostowe zapalenie oskrzelików, zwane potocznie „płucami popkornowymi”. Powodowane przez diacetyl zniszczenia płuc są nieodwracalne. Dotychczas dotyczyły głównie pracowników zakładów produkujących maślaną odmianę prażonej kukurydzy do podgrzania w mikrofalówce, narażonych na toksyczne wyziewy aromatu, oraz miłośników tego pokarmu, dziś mogą wystąpić także u osób (w tym dzieci) wdychających opary z elektronicznych papierosów.

Jedynym skutecznym sposobem na przywrócenie chorym możliwości oddychania jest transplantacja płuc.

Wydaje się, że elektroniczne papierosy w przyspieszonym tempie przechodzą taką samą ścieżkę zdrowotną, która była domeną tych tradycyjnych. Przecież kiedyś też skutki palenia nie były znane, a mentole określano nawet mianem „zdrowotnych”. Dopiero zmasowane działania naukowców, lekarzy i aktywistów, w połączeniu ze zmianami w prawie doprowadziły do sytuacji, której rezultatem są ostrzeżenia na paczkach, zakaz sprzedaży małoletnim i zanik kultury palenia przy każdej okazji (chyba, że pojedzie się do Arabii).

To samo czeka papierosy elektroniczne – nie ma co do tego wątpliwości. Być może „zdrowsze”, bo nie wydzielające substancji smolistych liquidy to puszka Pandory – konia z rzędem temu, kto wie, co do środka jest pakowane (i jaki ma wpływ na zdrowie inhalującego je użytkownika). Regulacje mają to do siebie, że następują dość późno, a do tego czasu każdy, kto z nowości korzysta, może uważać siebie za myszkę doświadczalną.

Plany zakazu palenia i e-palenia

Ze względu na zdrowie towarzyszy e-palaczy – i wykazane wcześniej niekorzystne aspekty zdrowotne wydychanej chmury – Światowa Organizacja Zdrowia zapowiedziała podjęcie starań mających zabronić palenie w pomieszczeniach.

Dodatkowo WHO zaleca, by zakazać wszelkich reklam e-papierosów, dopóki powstająca branża nie doprowadzi do powstania „zestawu przekonujących naukowych informacji oraz akceptacji prawodawców i regulatorów”. Te działania powinny sprawić, że elektroniczny dymek będzie mniej atrakcyjny dla dzieci, co jest istotnym problemem w USA – tam juz 15% 14-latków codziennie uprawia „vaping”, czyli korzystanie z e-szlugów.

Działania Organizacji wspierane są także przez europejskie rządy, m.in. Brytyjskie Towarzystwo Medyczne, którego szef rady naukowej – Ram Moorth – zapowiedział wprowadzenie

ostrzejszej kontroli, która jest potrzebna by używanie e-papierosów nie stało się powszechne wszędzie tam, gdzie zabronione jest palenie tradycyjnych papierosów,

mając także na myśli młodzież. I dodał, że jest niesłychanie konieczne, by prowadzić badania zmierzające do poznania efektów zdrowotnych zarówno dla użytkownika, jak i osób przebywających w jego otoczeniu.

Szczególnie istotne jest doprowadzenie do sytuacji, w której osobom niepełnoletnim będzie trudno kupić e-papierosy, a także nie będzie do nich docierać przekaz reklamowy producentów, jak miało to miejsce w przeszłości z tradycyjnymi papierosami.

Możemy się spodziewać, że już wkrótce wszelkie twierdzenia o „nieszkodliwości” palenia e-papierosów będą musiały być poparte dowodami z badań naukowych. Do tego czasu każdy, kto naciska przycisk w baterii, powinien mieć świadomość, że nie ma żadnej pewności, co wdycha i jaki to ma na niego wpływ.

Znacznie istotniejsze jest jednak, by wiedzieć, że e-palenie przy dzieciach jest tak samo niekorzystne dla zdrowia – i ich przyszłych zachowań związanych z używkami – jak palenie tradycyjnych papierosów.

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Kup Pan wózek… na Giełdzie Wózków

Dzwonić po lekarza? Działać? Sprawdź, czy panikujesz! [QUIZ]

Przedstawiamy Robodziecko – dzieło zaangażowanego ojca

Zamknij