Kariera, czy dziecko? Zamrażarka załatwia sprawę.

6 min.   0   0   Drukuj   Prześlij

oocyt1f.jpg

Coraz więcej kobiet w Stanach Zjednoczonych nie musi już wybierać między jednym i drugim. Z pomocą przychodzi zamrażanie komórek jajowych, donosi „Businessweek”. Gdy więc słyszą coraz częstsze pytania o status swojej macicy, mogą odpowiedzieć: mam jeszcze czas. Tykanie biologicznego zegara nie jest bowiem tak głośne, jak kiedyś.

Panie, które – zwykło się uważać – mają krótszy termin przydatności niż mężczyźni (co nie jest do końca prawdą) coraz częściej stać na oszukanie biologii. Ta dba o to, by dzieci mieć możliwie jak najwcześniej: szczyt płodności kobiet jest koło dwudziestki, a potem krzywa zmierza do zera (by w okolicach 40. roku życia znaleźć się niebezpiecznie blisko zera).

Postępujące z wiekiem pogarszanie się materiału genetycznego sprawia także, że nawet, gdy dochodzi do zapłodnienia, dziecko może nie być w pełni zdrowe. Potomstwo starszych mam statystycznie częściej cierpi na schorzenia genetyczne – istotnie wzrasta choćby ryzyko wystąpienia zespołu Downa (diagnozuje się go u dwóch promili dzieci matek dwudziestoletnich i czterech procent matek dwukrotnie starszych), ale i sam organizm ma większy kłopot z powrotem do stanu wyjściowego po ciąży donoszonej przez kobiety po czterdziestce. Na to drugie remedium nie ma, na to pierwsze – już tak.

Trzydziestoletnia kobieta, która już osiągnęła sukces, i wciąż ma apetyt na więcej, może za 900 złotych (to cena samej operacji plus rok trzymania w magazynie) zamrozić swoje oocyty, i sięgnąć po taki zapas, gdy znajdzie już tego jedynego – lub, gdy wraz z tym jedynym zdecyduje się na powiększenie rodziny. W Stanach Zjednoczonych, w których te usługi cieszą się szalonym powodzeniem, czynność uszczupli portfel o 10,000 dolarów – ale bez rocznych abonamentów za ich przechowanie.

oocyte2.jpg

Jedna z potencjalnych przyszłych mam, która zdecydowała się na „odmrożenie swojej kariery”, ginekolożka Suzanne LaJoie, miała dość desperackich prób znalezienia odpowiedniego kandydata na ojca. Jak wyznaje w Businessweeku,

Chodziłam na randki i ciągle zastanawiałam się, „czy on jest tym jedynym? A może ten? Albo ten?” To mnie wykańczało. Moi wszyscy znajomi z akademii medycznej mieli już dzieci.

Pani doktor w dniu swoich 35. urodzin zamroziła swoje oocyty – i od razu poczuła ulgę. Mogła w pełni oddać się pogoni za osiągnięciami na polu zawodowym, mając świadomość wykupienia swoistej polisy na dziecko. Niektórym kobietom jeden zabieg takiego spokoju nie daje – Sarah Elizabeth Richards wydała pięciokrotnie więcej na cały cykl pobrań i mrożeń, dzięki czemu może w stosownym dla siebie momencie założyć rodzinę wielodzietną. Część kosztów jej się już zwróciła: dzięki dodatkowym latom życia mogła napisać książkę „Macierzyństwo, przełożone: Nowe granice mrożenia jajeczek i kobiety, które to zrobiły”.

Dzięki tej decyzji czuję, że zabezpieczyłam się na przyszłość. Mogę chodzić bardziej wyprostowana i wyżej trzymać głowę. A to przekłada się na wymierne korzyści w pracy i życiu osobistym,

wyznaje autorka. Dziś ma 43 lata, spotyka się z kimś, z kim zaczyna wiązać nadzieje i poważnie rozważa odmrożenie pierwszej partii jajeczek w przyszłym roku. Do tego czasu planuje ukończyć drugą książkę. Takich kobiet jest więcej: od czasu opracowania pigułki antykoncepcyjnej żadna technologia nie miała tak ogromnego wpływu na jakość (i łatwość) planowania rodziny. Jeszcze do niedawna panie po czterdziestce miały 50% szansy na to, że nigdy nie uda im się zajść w ciążę. Dziś, dzięki udoskonalonym metodom, ten odsetek będzie malał.

Jeśli bowiem 25-latka zamrozi swoje komórki jajowe i rzuci się w wir obowiązków zawodowych, to 35-latka będzie już po większości budujących karierę awansów. Wtedy będzie mogła oddać się poszukiwaniom tego jedynego i powoli decydować się na sięgnięcie po zabezpieczony materiał genetyczny. Oczywiście, ta procedura też tania nie będzie, bo zapłodnienie in vitro jest kosztowne, ale im powszechniejsza stanie się taka procedura, tym ceny znajdą się na niższym poziomie. Amerykańscy lekarze zakładają, że w ciągu piętnastu lat taki model postępowania będzie niemalże rutynowy. Już dziś ponad 80% pacjentek, oddających oocyty na przechowanie, ma powyżej trzydziestu pięciu lat, nie jest w związku i nie ma zdiagnozowanych żadnych zaburzeń płodności.

A samo mrożenie komórek to wcale niełatwy proces. Komórki jajowe umieszcza się w specjalnych substancjach ochronnych (krioprotektantach) i stopniowo zamraża coraz bardziej, by ostatecznie przenieść je do ciekłego azotu. I choć rezultaty zarówno wolnego, jak i szybkiego mrożenia są więcej niż zadowalające, z medycznego punktu widzenia największe szanse na urodzenie zdrowych dzieci daje nie przez wszystkich rodziców akceptowane mrożenie zarodków. W przypadku korzystania z przechowywanych oocytów, szanse na urodzenie zdrowego dziecka wynoszą około 20% i znacznie spadają, gdy przyszła potencjalna matka w chwili pobrania ma ponad 40 lat: w tym wieku jedynie jedna na osiem komórek jest zdolna do przekształcenia się w zarodek po zapłodnieniu.

To, czego nie mówią lekarze, to coś, o czym wiedzą wszyscy obecni rodzice: czas na dziecko, tak naprawdę, nigdy nie jest odpowiedni.

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
[WIDEO] Jak uratować dziecko? Reanimacja niemowlęcia, noworodka, sztuczne oddychanie.

Jakieś nowe Lego® – znowu tematyczne

Opłaca się być ojcem. Tobie, Rodzinie i krajowi. [WIDEO]

Zamknij