„Niewiele dobrego daje ojciec na porodówce”

2 min.   109   0   Drukuj   Prześlij

Wypowiedź Michaela Odenta, czołowego brytyjskiego ginekologa-położnika, gościa, który przez pokolenia wpływał na jakość porodów w Wielkiej Brytanii i Francji (i odebrał ich 15,000) rozdrażni wiele osób. Wielu natomiast wyda się bardzo sensowna.

Poniżej publikujemy nasze tłumaczenie felietonu, który opublikowano 15. kwietnia 2008 roku w brytyjskim „The Daily Mail”

Przez wiele lat nie mogłem otwarcie wyrażać się na temat mojego zdania, że obecność ojca na sali porodowej jest nie tylko zbędna, ale także przeszkadza w procesie porodowym.

Gdybym wyraził takie przekonanie w ciągu ostatnich dwóch dekad, zostałbym ogłoszony heretykiem.

Ale prowadzenie porodów przez 50 lat, i odebranie 15,000 noworodków uprawnia mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Zarówno ja, jak i wiele położnych oraz kolegów po fachu prywatnie uważamy to, co jest oczywistością.

Niewiele dobrego dla którejkolwiek ze stron wynika z obecności ojca podczas narodzin jego dziecka.

Dla rodzącej, jego obecność jest przeszkodą i znaczącym czynnikiem wpływającym na przedłużenie procesu. To też zwiększa jego bolesność i sprawia, że częściej niż dotychczas wymagana jest interwencja lekarza.

Jeśli zaś chodzi o efekt, który wywołuje to na mężczyźnie – cóż, czy byłem naprawdę zdziwiony, gdy przyjaciel oświadczył, iż jego obecność podczas porodu uruchomiła łańcuch zdarzeń, które ostatecznie doprowadziły do rozwodu?

Albo historią innej kobiety, która opowiedziała mi, że w dniu, w którym jej mąż widział jak ich dziecko opuszcza jej ciało, spakował walizki i uciekł do swojego rodzinnego Rzymu, by nigdy nie powrócić?

Na wielu mężczyznach oglądanie tego procesu odciska tak znaczące piętno, że nie będą mogli sobie z tym poradzić do końca życia.

Poprzedni1 / 5Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Komentarzy: 109

  1. Aga

    14 stycznia 2013 at 13:06

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Jak najbardziej się zgadzam. Tylko czy idąc tym tropem, że to co kiedys było lepsze, nie dojdziemy do takich rozwiązań, że dziecko będzie odbierane matce, by zajęły się nim położne, że kontakt ojca z dzieckiem będzie dopiero jak ono troche podrośnie etc. A to takze udowoniono naukowo, ze kontakt matki z dzieckiem zaraz po porodzie ma dla nich obydwojga niewyobrażalny wpływ, że kontakt z ojcem jest ważny

  2. Hono

    14 stycznia 2013 at 13:11

    VA:F [1.9.22_1171]
    +8

    sa dwie szkoły – Oden (którego bardzo cenie) i Ina May Gaskin – która cenie jeszcze bardziej – grunt to zeby rodzaca czuła sie konfortowo, bo od tego w duzej mierze zalezy jak bedzie wspominac poród – dla mnie osobiscie – facet musi byc

  3. Katrina

    14 stycznia 2013 at 13:16

    VA:F [1.9.22_1171]
    +7

    A mnie się wydaje, że mężczyźni, którzy w pełni świadomości podejmują decyzję o uczestnictwie przy porodzie są często bardziej dojrzali i odporni psychicznie niż ci, którzy się boją bądź zostają zmuszeni przez partnerki. Okazują się też dobrymi partnerami i ojcami. Mój partner był przy porodzie i bardzo mnie wspierał. Nie żałuję.

    • Tomek

      14 stycznia 2013 at 13:46

      VA:F [1.9.22_1171]
      -8

      Pytanie brzmi: Czy on tego teraz nie żałuje? Czy jesteś pewna, że chce Ci się do tego przyznać, żeby nie wyjść na mięczaka. Ja podziękuję – postoję za drzwiami i nikt mnie nie zmusi do tego widoku, po którym nie spojrzę na zonę jak na obiekt seksualny.

      • xsqr

        14 stycznia 2013 at 17:53

        VA:F [1.9.22_1171]
        +35

        Nie spojrzysz na nią bo jesteś słaby, nie ma w tobie mężczyzny. Jest „kruchy chłopiec”. Byłem przy swojej żonie przez cały poród, robiłem rzeczy jakich brzydziłbym się na codzień (daruję sobie szczegóły), obserwowałem jak rodzi się główka, słyszałem jak położna nacina krocze, widziałem kałuże krwi na posadzce.
        Dziś, już 8 miesięcy po tym wydarzeniu wspominam to pięknie i wiem, że tak jak za pierwszym razem tak i za każdym kolejnym chcę być dla mojej żony ostoją spokoju w trakcie porodu, podawać jej swoje ramię i niemal dosłownie przeć razem z nią. Nigdy widok mojej rodzącej żony nie wpłynął na mnie negatywnie i nie spowodował problemów w łóżku. Jeśli ktoś mówi, że „poród żony odciska na nim piętno”, to widać jest słabszy nawet od swojej żony. Jest zwykłą „ciotą”.

        • Weronika

          14 stycznia 2013 at 21:02

          VA:F [1.9.22_1171]
          +2

          Więcej takich męskich wypowiedzi !!! 🙂 Uważam, że schizofrenię (która pojawiła się u jednego pana rzekomo po wspólnym porodzie) musiał mieć już wcześniej a objawy pojawiły się akurat po tym wydarzeniu. Czasy się zmieniły, kobiety nie rozmawiały kiedyś z mężczyznami o wielu sprawach dotyczących ich obojga i odwrotnie – mężczyźni też nie traktowali kobiet jak partnerki. Kiedyś seks uprawiało się wyłącznie w pozycji misjonarskiej i przy zgaszonym świetle, więc faktycznie widok rodzącej kobiety mógł być strasznie krępujący dla obojga. Na pewno są mężczyźni, którzy nie pozbierają się psychicznie to wspólnym porodzie, najprawdopodobniej są słabsi psychicznie. Być może są dobrzy w czymś innym a z tym nie potrafią sobie poradzić i ok, mają do tego prawo. Sądzę jednak, że jeśli para jest naprawdę dobrana, kocha się, traktują się partnersko, oboje są dojrzałymi emocjonalnie ludźmi to wspólny poród nie zniszczy ich związku.

          „Znałem wielu perfekcyjne zrównoważonych mężczyzn, którzy trzymali rękę żony podczas porodu, i którzy następnego dnia znikali z jej życia.”
          Czy aby na pewno byli perfekcyjnie zrównoważeni? Może do tej pory kryli się pod maską macho??

          • Tomek

            17 stycznia 2013 at 14:46

            VA:F [1.9.22_1171]
            +11

            Jeżeli uważasz, że obrażanie ludzi o odmiennych poglądach przez internet i nazywanie ich ciotami, to męska wypowiedź, to serdecznie Ci współczuję. Oznacza to jedynie, że nie spotkałaś się jeszcze z męskimi zachowaniami, a tylko ze zwykłym prostactwem 🙂

        • evelina

          15 stycznia 2013 at 07:48

          VA:F [1.9.22_1171]
          -5

          ewwwwwwww !!!!!!!!!

          jestes OBRZYDLIWY.

        • Marek

          15 stycznia 2013 at 08:48

          VA:F [1.9.22_1171]
          -21

          Jeśli oznaką „dojrzałości” i „męskości” jest dla Ciebie to, że obserwowałeś „jak rodzi się główka”, słyszałeś „jak położna nacina krocze”, widziałeś „kałuże krwi na posadzce”, to znaczy że to Ty jesteś – posłużę się Twoim językiem – zakompleksioną „ciotą”, która szuka potwierdzenia swojej męskości w takiej prymitywnej formie. Podejrzewam, że całe życie nie czułeś się dość męski i uznałeś, że takie wydarzenie będzie dla Ciebie „chrztem bojowym” na zasadzie: „jak pokażę, że nie boję się krwi i całej reszty, to wyjdę na prawdziwego, twardego faceta!”. Brzmisz jak nastolatek i szukasz potwierdzenia swojej wartości jak nastolatek w „wartościach”, które tylko osobom niedojrzałym mogą imponować, a arogancja z jaką piszesz tylko potwierdza to, że masz ze sobą problem.

          • Xsqr

            15 stycznia 2013 at 10:20

            VA:F [1.9.22_1171]
            +18

            I tu się mylisz @Marek. Ja mam na myśli to, że poród nie jest straszny, jeśli celem jest pomoc żonie, wsparcie jej a potem wspólna radość. Ona dziś wie, że nawet w tak trudnych chwilach ma we mnie wsparcie, a seks – nie pogorszył się, nie zmienił się też stosunek do niej na gorsze. Jest lepiej, bardziej ją szanuję, za trudy ciąży i porodu, jesteśmy ze sobą bliżej po (razem tego chcieliśmy) wspólnych trudach. Nie każdy musi brać w tym udział, ale gadanie, że poród źle wpływa na mężczyznę to bzdura.

          • eM.

            15 stycznia 2013 at 13:51

            VA:F [1.9.22_1171]
            +15

            co za typ z ciebie. „wartości,które tylko osobom niedojrzałym mogą imponować”?? ciekawe jakie imponują tobie – cycate blondyny prężące się na ekranie telewizora i błyszczące samochody na „czterech osiemnastkach” ? obrzydliwe.
            jeśli poród jest dla ciebie „prymitywną formą” która nie zasługuje na szacunek i wsparcie ze strony mężczyzny, to bardzo współczuję twojej kobiecie. ba, mam nadzieję, że nigdy nie znajdziesz kobiety, której pozwolisz zmarnować życie przez bycie z osobą o takich poglądach jak ty.

          • adi_kaminski

            19 stycznia 2013 at 12:44

            VA:F [1.9.22_1171]
            +15

            Tak Marku, cokolwiek nie napiszesz to właśnie jest oznaka dojrzałości faceta. Nie tylko facet powinien być dojrzały przy poczęciu, ale przede wszystkim przy rozwiązaniu. Nastolatek nigdy by pewnie nie dał rady to wytrzymać, choć zapewne są wyjątki. Facet, mąż, przyszły ojciec, uciekający od porodu bo wychodzi z założenia że jak się napatrzy to go zemdli do swojej kobiety, nie kieruje się do swojej żony żadnym uczuciem, a przyszłość takiego związku jest mglista. Nie pytam co się stanie i jak się facet zachowa gdyby żonę trafiło nieszczęście wypadku, poważnego poparzenia w wyniku których pozostały by blizny. Zapewne by ją zostawił, bo by się brzydził. Prawdziwy facet to taki który w każdej sytuacji jest przy swojej kobiecie i nic tego nie zmieni. Tłumaczą się tylko przysłowiowe „wieszaki na krawaty”. Uczestniczyłem przy oby dwóch porodach mojej żony i również nie przeraziło mnie wychodzenie główki. Czuję że taki poród nas przybliżył i to bardzo. A na moje maleństwa spoglądam z podziwem, jak one dały radę się urodzić.

        • kosov

          15 stycznia 2013 at 10:33

          VA:F [1.9.22_1171]
          -14

          Kiedy byłem na misji w Kosovie nasz patrol wszedł na minę, dwóch moich kumpli zostało dosłownie rozerwanych na strzępy, fala uderzeniowa była tak silna, że kawałek dłoni jednego z nich utkwił mi w ustach. Śnieg wokół zrobił się czerwony w mgnieniu oka, momentalnie zleciały się ptaki i zwierzyna na darmowy posiłek. Oszołomiony adrenaliną czołgałem się ponad 2 godziny, dopiero po takim czasie odkryłem dlaczego nie mogę wstać, po prostu nie miałem lewej nogi od kolana w dół. Radio roztrzaskane, zamek w kałaszu uszkodzony, został tylko nóż przeszywające zimno i las pełen nieprzyjaciela. Błąkałem się w ten sposób 7 tygodni, zrobiłem sobie protezę z kija, musiałem wetknąć sobie go na siłę bezpośrednio w miejsce po urwanej nodze. Aby przeżyć musiałem zabić niedźwiedzia, nóż nie wystarczył, przegryzłem mu tentnicę. Kiedy nie było zwierzyny do upolowania jadłem robaki i odchody. Uratowało mnie stado dzikich psów, dały mi ciepło swoich ciał i mleko ciężarnej suki. Dla mnie facet, który nie był na wojnie to zwykła „ciota”.

        • TakieTam

          15 stycznia 2013 at 10:48

          VA:F [1.9.22_1171]
          +7

          Prawdziwe męstwo to zapieprzać 20 lat do pracy dzień w dzień i karmić dziecko, pomóc mu się podnieść gdy wdepnie w wielkie śmiedzące gówno a wszyscy wokół spisali je na straty, chwycić je i trząść nim dopóki ma jakiekolwiek szanse na wyjście z bagna; a prawdziwym męstwem jest wychować je tak aby nie dopuścić do ww. sytuacji.
          Jeśli męstwem dla ciebie jest przełamać się w trudnej chwili, to nie masz pojęcia o tym słowie, bo to potrafi 99% płci brzydkiej jeśli zostanie odpowiednio pobudzona.

        • Tomek

          17 stycznia 2013 at 14:11

          VA:F [1.9.22_1171]
          -1

          Panie Anonimowy, który nie potrafi się nawet przedstawić.
          Jeżeli oznaką męskości jest dla Ciebie patrzeć na nacinane krocze Twojej zony, to naprawdę Ci współczuję. Nie będę Cię wyzywał od ciot, mięczaków, chłopców, ani używał innych słów, bo mężczyzną jesteś tylko i wyłącznie w momencie pisania postów na forum. Nawet nie jest mi Ciebie żal, że musisz podbudować swoje ego wypisywaniem „TWOICH” osiągnięć podczas porodu 😀 Jesteś po prostu śmieszny.

          Nie przeraża mnie krew, rozcięta skóra, wystające kości, bo takie widoki mam na każdych zawodach. Nie uważam tego ani za piękne, ani tym bardziej za fascynujące, więc zastanawia mnie co Cię tak wzruszyło w momencie rozdzierania krocza Twojej kobiecie. Pierwsza córka urodziła się bez mojej asysty, mam z nią rewelacyjny kontakt, a ma już prawie 5 lat. Za 2 miesiące przychodzi na świat drugie i również będę oczekiwał na wiadomość, pod drzwiami porodówki.

          Nie ucierpiał na tym nasz związek. Nie ucierpiała na tym moja duma. Co więcej, nie czuję się ani odrobiny gorszy od tych ojców, którzy biegali dookoła łóżka, żeby przeciąć pępowinę. Szanuję tych, którzy chcą oglądać takie wydarzenia, a nawet tych, którzy chcą to udokumentować na kamerze.

          • Seba

            27 maja 2013 at 11:52

            VA:F [1.9.22_1171]
            +3

            „Szanuję tych, którzy chcą oglądać takie wydarzenia,(…)”

            Najważniejsze jest to aby ojcowie się szanowali. 🙂 Nie musisz lubić innego ojca, możesz mieć inne zdanie, to ludzkie, ale żeby „zwyzywać”?
            Rozumiem emocje ale nie zachowujmy się jak dzieci.

            Co by się nie działo: żonę należy szanować, dzieci kochać innych ludzi starać się zrozumieć.

            Pozdrawiam

        • Piotr

          27 kwietnia 2013 at 21:17

          VA:F [1.9.22_1171]
          +5

          Całkowicie się z tobą zgadzam! Byłem przy swojej żonie 7 h aż do rozwiązania , wszystko widziałem , dbałem żeby miała najlepszą opiekę i aby lekarz i pielęgniarki były zaraz na zawołanie,razem oddychaliśmy, byłem kiedy moje dziecko przyszło na świat…Jest to najpiękniejsza chwila w życiu faceta i jak dla mnie mężczyzna nabiera szacunku widząc ile musi się nacierpieć kobieta żeby dać nam małego szkraba!

      • Katrina

        14 stycznia 2013 at 23:51

        VA:F [1.9.22_1171]
        +5

        Nie żałuje, nie uciekł, był cały poród przy mnie, wspierał mnie, ocierał mi twarz i robił wszystko, by ulżyć mi w cierpieniu, a jak narodził się nasz synek był najszczęśliwszy na świecie. Powiedział mi, że było to dla niego niesamowite przeżycie i nie żałuje, tak więc myślę, że to kwestia odporności psychicznej. Na szczęscie ja na mojego partnera mogę liczyć.

        • Tomek

          17 stycznia 2013 at 14:21

          VA:F [1.9.22_1171]
          -3

          Czyli uważasz, że jak nie ma mnie przy porodzie, to jestem partnerem na którego nie można liczyć. Kiedyś było tak stwierdzenie, mówienie wszystkich bzdur, jakie ślina na język przyniesie. W dobie klawiatury, nie ma alternatywy, ale właśnie takie czyny zrobiłaś.
          Nie znasz ani mnie, ani mojej żony, ani dziecka które od tylu lat jest z nami, a strzelasz osadami, wyssanymi z palca …

          • adi_kaminski

            19 stycznia 2013 at 12:47

            VA:F [1.9.22_1171]
            +4

            Tak, Tomku i się z tym pogódź. Skoro mówisz partnerce nie w chwilach najbardziej istotnych i najważniejszych, to nie można na ciebie liczyć w najbardziej traumatycznych przeżyciach.

        • Małgosia

          23 stycznia 2013 at 17:38

          VA:F [1.9.22_1171]
          +6

          Witam,
          ja i mój mąż jesteśmy przed naszym pierwszym porodem. Zanim poznalam mojego męża, zanim zaszłam w ciążę i słyszałam o obecności ojca na sali porodowej bylam nastawiona na to negatywne. Teraz mija 6 m-c ciąży. Mój mąż bardzo chce być przy porodzie, gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać doszłam do wniosku, że doceniam jego chęci. Ja też nie wiem jak będzie, też się boję tak samo jak on zapewne. Ale wiem, że oboje jesteśmy rodzicami był przy poczeciu, jest przy całej ciąży… Wspiera mnie na każdym kroku. Nie wiem jak zareaguje na poród zarówno on jak i ja. Myślę, że tak samo jak kobieta tak i mężczyzna może doświadczyć szoku poporodowego. Jednakże poród to jak najbardziej naturalna sprawa i nie widzę powodu by odbierać ojcom mozliwość doświadczenia cudu narodzin. Ważne by oboje mocno tego pragneli, nie mieli wątpliwości i rozmawiali ze sobą o obawach itp. Też się cieszę, że mogę liczyc na mojego partnera, że bedzie ze mną. W końcu to nasze dziecko. Nasze wspólne. Gdyby jednak wcześniej czy nawet w trakcie mąż by zrezygnował to też to uszanuję… Nie jest łatwo obserwować czyjeś zmagania z bólem, cierpieniem nawet jeżeli towazyszy temu wspaniały cud narodzin. WIem, że bez wzgledu na wszytsko mój mąż mnie wspiera. Za drzwiami czy trzymając za rękę. I to chyba jest ważne… Rozumieć się i wspierać w najlepszy z możliwych sposobów, a ten jest sprawa indywidualną każdego znas.

        • Nik@

          21 listopada 2013 at 23:34

          VA:F [1.9.22_1171]
          +3

          Mój mąż także rodził razem ze mną – prawie dosłownie. Do tego stopnia, że położne stwierdziły że nadawałby się na położną. Bez niego nie dałabym rady… Sam spytał czy może być przy porodzie. Myślałam wcześniej o tej kwestii i postanowiłam, że jeśli nie będzie chciał to jak najbardziej to zrozumiem i absolutnie do niczego nie będę go zmuszać.

      • marek

        15 stycznia 2013 at 01:16

        VA:F [1.9.22_1171]
        -15

        Popieram pana w tej kwestii. Nasze panie naogladaly sie glupich amerykanskich filmidel w ktorych to dumny jak paw facet pomaga rodzic swojej kobiecie,ba nawet na koncu przegryza pempowine! A potem zyli dlugo i szczesliwie zeby po roku sie rozwiesc bo facet zaczal swirowac i robic rzeczy ktorych do tej pory nie robil. Daje sobie glowe uciac ze po takim widoku zaden facet nie spojrzy na swoja kobiete tak jak wczesniej. Dla faceta juz same zmiany w ciele kobiety zwiazane z ciaza sa ogromnym szokiem (bo chyba zadna kobieta przez ciaze nie wypiekniala),a co dopiero porod.

        • Ola

          15 stycznia 2013 at 09:10

          VA:F [1.9.22_1171]
          +7

          Ja bym nie dawała tak łatwo głowy na ucięcie 🙂 bo można ją szybko stracić. Wszystko zależy od osoby, są ludzie bojący się krwi i tacy, na których nie robi wrażenia. Mój mąż był, działał aktywnie i do dziś sam namawia kolegów. Każdy powinien decydować sam,a przekonywanie że trzeba albo nie powinno się jest pozbawione sensu. Co dla jednego dobre, drugiemu zaszkodzi.

          • Maciej

            15 stycznia 2013 at 13:07

            VA:F [1.9.22_1171]
            +5

            Jak miło, że jest tu ktoś przytomny.

            Różnorodność – to takie słowo, które nienajgorzej opisuje wielką zbieraninę ludzi.

        • Małgosia

          23 stycznia 2013 at 17:49

          VA:F [1.9.22_1171]
          +2

          Hm… szokiem??? Przecież kobiety rodzą od wieków… od wiekow zachodzą w nich zmiany. Chyba zalezy jak facet się ustosunkowuje do tych zmian. Ubrałeś swoje myśli w takie słowa, że brzmi to jakby kobiety w ciąży czy po porodzie traciły wdzięk seksualność pięko… Mój mąż uwielbia moje ciało, pomimo „szokujacych zmian”. Jestem w ciąży…normalne ze się zmieniam… ale nie oznacza to, że staję się brzydka, nieatrakcyjna…

        • ania

          15 lutego 2013 at 10:58

          VA:F [1.9.22_1171]
          +14

          Przykre, ze ocenia Pan kobiety i jej wyglad w ciazy tylko przez pryzmat wagi i dodatkowych kiligramow.. Jak mozna powiedziec kobiecie w ciazy „bo chyba zadna kobieta przez ciaze nie wypiekniala”..? Jestem w 9 mcu ciazy i od samego poczatku maz mi mowi ze jestem piekna, piekniejsza! Zdaje sobie sprawe, ze on moze nie byc do konca obiektywny ;), ale nie dalej jak wczoraj spotkalam sie z gronem znajomych z pracy i co chwile slyszalam ze wygladam kwitnaco, ze slicznie, ze z ciaza mi do twarzy 🙂 a najmilszy byl komentarz kolegi, ktory stwierdzil, ze nie moze sie doczekac az jego zona bedzie miala taki „sexi brzuszek” 🙂
          Wniosek jest jeden.. Zarowno do ojcostwa, powaznego zwiazku opartego nie tylko na sexie, partnerstwa w zwiazku, odpowiedzialnosci i bycia nie tylko przy poczeciu malenstwa – trzeba dorosnac 🙂
          Powodzenia!

      • Magda

        17 stycznia 2013 at 11:13

        VA:F [1.9.22_1171]
        0

        Tomek, ale rola mężczyzny przy porodzie to nie jest stanie i gapienie się jej w tyłek… Ja sobie nie wyobrażam, żeby mój partner miał czekać za drzwiami… Pewnie kazałabym mu poczekać przy poczęciu kolejnego dziecka ;p

        Mój partner był ze mną przy porodzie i był dla mnie oparciem, a nasze życie seksualne ani odrobinkę na tym nie ucierpiało. I na pewno mój partner nie żałuje, nie potrafiłby udawać 😉

        Co nie oznacza, że na siłę bym wszystkich facetów do obecności przy porodzie zmuszała.

        • Tomek

          17 stycznia 2013 at 14:32

          VA:F [1.9.22_1171]
          -9

          Nawet nie chciałbym w te krocze zaglądać. Ale wystarczyło mi, że po porodzie wszedłem a akurat położna oglądała łożysko … naprawdę wolę sobie oszczędzić momentów, w których jest ono z mojej żony wyciągane… i to miejscem nie dość, że intymnym , to jeszcze takim którego nie chcielibyśmy wspominać jako, przepraszam za wyrażenie, ale nawiąże do mało kulturalnego kolegi powyżej, pociętej dziury …
          Jesteście nie na darmo nazywane płcią piękną i szczerze mówiąc wolałbym podczas różnych sytuacji nie przywracać sobie obrazu, jak położna wyciąga z Was kawał mięcha zwany łożyskiem, przez ponacinane i krwawiące krocze …
          Jeżeli ktoś jest takim spektaklem zafascynowany, to ja mu nie bronię i napisałem to wyżej, dla mnie może nawet uwiecznić to na kamerze.
          Czy przy nacinaniu hemoroidów Waszym mężom też chciałybyście uczestniczyć? Sorry za porównanie, ale jak słysze te głosy oburzenia w swoim kierunku, to dochodze do wniosku, że dzisiejszych ludzi ogarnęła paranoja. Nie trzymasz żony za głowe przy porodzie, to jesteś nieudacznikiem życiowym … żenujące (i nie pisze tu akurat o Tobie, bo Twoje ostatnie zdanie mnie trochę uspokoiło 🙂 )

          • adi_kaminski

            19 stycznia 2013 at 12:53

            VA:F [1.9.22_1171]
            +10

            Nie brzydzi ciebie widok części intymnych kobiety przy poczęciu? Kiedy jest ładnie i pięknie ale brzydzi ciebie widok tych samych, u tej samej kobiety ? A jak zacznie chorować, czego absolutnie nie życzę, na poważne choroby ginekologiczne, to odstawisz ją od siebie? I to się właśnie nazywa niedojrzałość emocjonalna do związku. Niestety.

          • morfina

            13 czerwca 2014 at 16:26

            VA:F [1.9.22_1171]
            +1

            No to z twoimi poglądami, jeśli poważnie zachorujesz, pozostaje tylko eutanazja… Bo wiesz – choroby generalnie są obrzydliwe. Różne świństwa wychodzą z różnych jam ciała.

      • wer

        7 marca 2013 at 16:40

        VA:F [1.9.22_1171]
        +14

        Nie spojrzysz na żonę jak na „obiekt seksualny”? To może dobrze, przynajmniej dla niej, skoro jest dla Ciebie pod względem seksualnym jedynie „obiektem”.. polecam lepiej dobierać określenia, a jeżeli użyte zostało z premedytacją- współczuję żonie.

  4. Agata

    14 stycznia 2013 at 14:01

    VA:F [1.9.22_1171]
    +5

    Ja całkowicie się zgadam. Przed umyciem dziecko położyli go na mnie. Później pojechał prosto do ojca, bo ja cała się trzęsłam. Generalnie poród naturalny,był totalnym hardcorem i traumą. Dziecko było z ojcem do zakończenia czynności poporodowych. Nie brał go na ręce , ale był nad nim. W ciągu godziny przystawiłam dziecko do piersi (tak gdzieś przeczytałam, że trzeba) i przy tym był już ojciec. Do czego zmierzam, czasem mam wrażenie, że przy ojcu jest spokojniejszy. Nie wiem czy ma to związek z tym , że był z nim ok godziny po porodzie czy po prostu tak mają. Więź między ojcem a dzieckiem jest cudowna! A przy porodzie go nie było. Dla mnie mąż był ostatnią osobą, której potrzebowałam.

  5. Agnieszkaa

    14 stycznia 2013 at 14:26

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    A ja powiem tak : nie ma regol! Na pewno mezczyzna nie moze byc zmuszony do porodu. Rodzilam 4 razy. A maz byl przy najmlodszej corce tylko-w sumie to sytuacja nas zmusila bo byl to porod przedwczesny w 35 tyg ogolnie to tydzien szybciej lezalam w szpitalu na podtrzymaniu bo cos sie dzialo i nagle odeszly mi wody. Pech chcial ze w tamten weekend bylo duzo porodow i na porodowke trafilam po 5 h. Gdy jednak bylo zagrozenie- zadzwonilam do meza aby byl choc nna. Korytarzu- bo jak cos sie stanie to mi na pewno nie powiedza.( pierwszego syna rodzilam sama i niestety trafilam na zla polozna-ktora parsknela ze kto taka pierwiastke juz przyslal ze do wieczora nie urodze- w efekcie poddusila mi Kube i urodzil sie z zamartwicy- efekt zaburzenia mowy i zachowania). Suma sumarum maz byl przy porodzie i bardzo pomogl, a personel medyczny stwierdzil ze takich tatusiow to zapraszaja!

  6. Weronika

    14 stycznia 2013 at 16:33

    VA:F [1.9.22_1171]
    +4

    Mój mąż był ze mną przy porodzie naszej córeczki,ja go bardzo potrzebowałam a dziś kiedy minęło 5 miesięcy możemy otwarcie porozmawiać jak to wydarzenie wpłynęło na każde z nas. Powiedział mi, że czuł się zbędny personelowi, ale jeśli tylko mi jego obecność pomagała to się cieszy. Nie spaczyło to jego spojrzenia na mnie, nie zmieniło się z żaden sposób jego podejście do mojej osoby, nadal cieszymy się sobą wzajemnie także pod względem fizycznym. Nie była to dla niego trauma, po prostu martwił się, żeby wszystko było w porządku ze mną i dzieckiem. Dodał, że siedząc na korytarzu nie martwiłby się mniej i stres przeżywałby tak samo. Zgadzam się z Katriną, że w dużej mierze to jak mężczyzna będzie odnosił się po porodzie wobec swojej kobiety zależy od jego dojrzałości. Mąż mojej siostry był przy porodzie każdego z ich pięciorga dzieci i nadal ją kocha i szanuje. Musi to być po prostu jego świadoma decyzja a nie wymuszenie partnerki, ale to odnosi się do każdej dziedziny życia nie tylko wspólnego porodu. Pozdrawiam wszystkich dzielnych i dojrzałych mężczyzn 🙂

    • Agata

      14 stycznia 2013 at 17:26

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Racja Weronika. Pozdrawiam:)

    • Janek

      15 stycznia 2013 at 19:24

      VA:F [1.9.22_1171]
      -3

      A co miał Ci powiedzieć? Naiwna jesteś jeśli sądzisz, że Twój facet – czasami dla świętego spokoju – nie kłamie.

      • Weronika

        15 stycznia 2013 at 23:15

        VA:F [1.9.22_1171]
        +5

        A nie sądzisz, że czasem ludzie potrafią być ze sobą naprawdę szczerzy??? Szczególnie jeśli się wzajemnie szanują…. ????????????

      • adi_kaminski

        19 stycznia 2013 at 12:55

        VA:F [1.9.22_1171]
        +4

        Rozumiem że ty okłamujesz swoją żonę/partnerkę w każdej sytuacji dla Twojej wygody? Gratuluję związku. Po pierwsze, to idzie zauważyć jak facet podchodzi do miejsc intymnych kobiety. Jak by miał obrzydzenie, odrzucało by go, to kobieta to zauważy. Nie każdy facet to „miękka rura”, ale ktoś kto wie, że facetem trzeba być w każdej sytuacji.

  7. Emi

    14 stycznia 2013 at 20:05

    VN:F [1.9.22_1171]
    0

    mój mąż był przy porodzie i uważam, że była to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Bardzo mnie wspierał, był bardzo dzielny no i to on spędził pierwsze 30 min z dzieckiem bo ja musiałam zostać na pewne zabiegi. Widział wychodzącą główkę, a to wszystko jeszcze bardziej umocniło nasz związek, a on docenił ile musi znieść kobieta:)

  8. Barbara Ratajska

    14 stycznia 2013 at 21:39

    VA:F [1.9.22_1171]
    +4

    Mężczyzna jak czuje lęk działa na dwa sposoby: atakuje lub ucieka. Tak działa adrenalina, sama natura. Jeśli dostanie zadanie do wykonania to może rodzącej pomoc. Odent mówi, że jak kobieta ma koło siebie mężczyznę z adrenaliną to i ona zacznie ją wytwarzać, a to zatrzymuje wytwarzanie oksytocyzny stąd dłuższy poród.
    Znam mężczyzn, którzy bardzo pomogli swojej partnerce, ale jest ich niewielu.
    Nie ma jak Doula. 🙂

  9. Magda

    14 stycznia 2013 at 21:41

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Mój mężuś sam podjął decyzję o swoim udziale podczas porodu. Ani on, ani tym bardziej ja tej decyzji nie żałujemy. Jego obecność sprawiła, że czułam się pewniejsza i spokojniejsza. Nie żebym zarzucała coś personelowi – najzwyczajniej w świecie i po ludzku nie byłam sama wśród obcych ludzi. Na widok córci popłakał się. Pierwszy raz widziałam mojego Misia płaczącego:). Nie czuł się zbędny, bo był tam – jak sam mówi – dla mnie, a nie dla lekarza czy pielęgniarek. oznajmił mi niedawno, że już się szykuje na następny raz:-)

  10. marek

    15 stycznia 2013 at 01:06

    VA:F [1.9.22_1171]
    -4

    Nie wiem drogie panie,czy za pare mies/lat nie bedziecie tego zalowac,kiedy wasze relacje z mezem sie popsuja. ZADEN FACET NA SWIECIE po wspolnym porodzie wam nie powie ze w jego oczach stracilyscie. Nie powie wam tego z szacunku,bo to oznaczaloby koniec zwiazku. Porod jest jednak bardzo indywidualna czynnoscia i skoro przez tysiace lat porod odbieraly kobiety to niech tak zostanie. Rola mezczyzny jest zapewnienie bytu rodzinie,a nie wtykanie mu kolejnych smiem powiedziec ”babskich” czynnosci typu lazenie na zakupy,asystowanie przy porodzie itd. Ja osobiscie nigdy nie chcialbym widziec mojej kobiety podczas porodu,chyba zebym byl na jakims odludziu i bylbym jedyna osoba ktora moze ten porod odebrac. Skoro kobieta woli widziec swojego faceta wyperfumowanego,zadbanego,to tez dziala tak samo w druga strone. Krotko mowiac nie stawiajmy swiata na glowie.pewne rzeczy powinny byc zarezerwowane tylko dla kobiet a inne dla mezczyzn.

    • Ola

      15 stycznia 2013 at 09:15

      VA:F [1.9.22_1171]
      +6

      Jeśli ktoś decyduje się na kolejne dzieci i kolejne wspólne porody to raczej chyba nie żałuje… poza tym po paru latach to ciężko łączyć sytuację z porodem, bo równie dobrze popsuć się może przez wiele innych czynników jak np samo wychowanie dziecka, nieprzespane noce. Nie nadawałabym porodowi aż takiego znaczenia, idąc tym samym tropem to najlepiej niech ojcowie nie przewijają bo się zniechęcą do dziecka, a odczują to dopiero po 5 latach 🙂 Każdy niech robi co chce i ocenia czy chce czy też nie chce uczestniczyć 🙂 Sam Odon stwierdził, że oczywiście nie dotyczy jego wywód wszystkich mężczyzn, tak więc każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie 😉

    • adi_kaminski

      19 stycznia 2013 at 12:59

      VA:F [1.9.22_1171]
      +7

      Jedna prośba – pisząc w ten sposób użyj słowa „JA”. W naszym małżeństwie nie ma tematów Tabu i opieramy się na szczerości. Jakoś minęły lata a nie miesiące i są za nami dwa porody i nic się nie zmieniło w relacjach intymnych. Dzisiaj jest nawet bardziej ogniście niż kiedyś. Skąd wy bierzecie takie bzdury, A co gorsza, co nosicie pomiędzy nogami, bo na pewno nie jaja.

  11. przebudzator528

    15 stycznia 2013 at 01:35

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    Gość ma za sobą udział przy narodzinach małego miasta (50.000 porodów) wie co mówi.
    Niestety dzisiejsze kobiety NIE MAJĄ ŻADNEGO wsparcia, ze strony ciotek, babek i matek.
    Dzisiaj kobiety są bardzo osamotnione i skazane na swoich parterów daleko bardziej niż było to w czasach kiedy tworzyły swój „babski gang” 😉 do którego mężczyznom wstęp był zabroniony.
    Dzisiaj mówi się o „partnerstwie” a to tak naprawdę wykręt. Nowomowa.
    Żyjemy w świecie pseudonaukowego zabobonu, który każe nam podchodzić do niezmiennych praw natury.
    To jak zawracanie biegu rzek przez „radzieckich hydroinżynierów”. Na dłuższą metę nie sprawdzi się.
    Nie zmieni tego żaden bełkot teoretyków z bajkolandii jaką jest psychologia.
    Kobieta jest kobietą. Mężczyzna mężczyzną. Marks Engels i Lenin wtłoczyli połowie świata całą mitologię, która miałą wytworzyć NOWEGO CZŁOWIEKA, któremu rodzinę zastąpi system: matkę-żłobek/przedszkole/szkoła, ojca-wychowawca/drużynowy/nauczyciel, a rodzinę jako całokształt praca do wyeksplowtowania, po którym nadchodzi „zapłata” za tę niby beztroskę całego życia: starość. Zinstytucjonalizowana, zależna od systemu starość.

    Tym sposobem staliśmy się… niewolnikami uzależnionymi od systemu od chwili opuszczenia matczynego łona.
    Nie twierdzę, że 40 lat temu było lepiej, ale 60-80 na pewno było bardziej „ludzko”. Naturalnie.
    Generalnie jest to temat rzeka…

    • anna

      17 stycznia 2013 at 17:11

      VA:F [1.9.22_1171]
      -2

      dokładnie. kobiety nie mają wsparcia kobiet. Natura przegrywa z kulturą. Mężczyźni są przeciągani na „nie swoją stronę” poprzez kobiety, które szukają w nich wsparcia, jakiego nie otrzymują od innych kobiet. (Mało tego- mądrych kobiet!)
      Większość „zachwytów” nad udziałem mężczyzn przy porodzie w komentarzach jest napisane przez kobiety!!! Mężczyźni- nie dajcie się w to wciągać!! To słabe kobiety potrzebują mieć przy porodzie mężczyznę, a nie- mężczyźni, którzy nie chcą w tym uczestniczyć (w sposób określony przez kobiety i normy kultury, która wyparła naturę na sali porodowej) są słabi!!
      Może to mocno brzmi, ale są sprawy, które należą tylko do kobiet i sprawy tylko mężczyzn. I niech tak pozostanie (a właściwie wróci raczej). W tym cały urok i przyciąganie. Czyż nie?drodzy panowie i drogie panie

  12. Bartek

    15 stycznia 2013 at 05:30

    VA:F [1.9.22_1171]
    +4

    Nie wyobrażam sobie, żebym miał nie towarzyszyć mojej partnerce przy porodzie, ale tylko dlatego, że mnie o to poprosiła. To ona najlepiej wiec co czuje i jak mogę jej pomóc.Moim obowiązkiem i chęcią jest jej pomóc w każdy możliwy sposób.
    Zgadzam się z opinią, że pojawienie się facetów na porodówce jest nieuchronnym następstwem faktu, że coraz rzadziej kobiety pomagają sobie nawzajem przy porodach więc ktoś musi wypełnić powstałą lukę..

  13. Mama

    15 stycznia 2013 at 07:34

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Mój mąż był obecny przy porodzie. Z reguły porody „pierwiastek” trwają znacznie dłużej, mój poród również był długi.
    Czy mąż mnie rozpraszał? Nie, nie zwracałam uwagi na jego reakcje, byłam skupiona na tym co się ze mną dzieje, na tym co mówią położne, słuchałam swojego ciała.
    Mąż był ogromnym wsparciem i w żadnym wypadku nie stresowałam się jego ewentualnymi reakcjami, mówiąc brzydko, miałam je gdzieś.
    Wierzcie mi, podczas porodu dla rodzącej nie ma znaczenia to czy jej facet na nią patrzy, co o niej myśli, ile osób jest dookoła. A mąż ani nie mdlał, ani nie krzyczał z przerażenia. Trzymał za rękę i nie przeszkadzał, dał działać położnej, lekarzom i przede wszystkim mi. Przecinał nawet pępowinę, gdy jeszcze przed narodzinami dziecka zapierał się, że tego nie zrobi.
    Po wszystkim, gdy już byliśmy w domu i spytałam się jakie było jego wrażenia, stwierdził że nie było niczego obrzydliwego w całej tej fizjologii, było natomiast niesamowicie.
    I nie brzydzi się mnie w sprawach łóżkowych 😉

  14. zek

    15 stycznia 2013 at 10:43

    VA:F [1.9.22_1171]
    +8

    Uważam (rodziłam z moim mężczyzną), że to jest rewelacyjny sprawdzian. Tylko dojrzali, mądrzy ludzie, między którymi jest autentyczna więź, którzy są otwarci i mądrzy mogą zdecydować się na wspólne rodzenie. Jeśli razem się dogadają w czasie porodu, dogadają się też później.
    A personelowi szpitalnemu najczęściej wszystko przeszkadza, nawet rodząca. Nie mogłam rodzić na leżąco, w ogóle nie mogłam leżeć na plecach w czasie ciąży, więc urodziłam na czworakach, bo tak mi było wygodniej. Miałam to szczęście, że mogłam. Ale kogo to obchodzi? To oni muszą mieć wygodę, nie rodząca.
    Rodzące, moim zdaniem, są źle traktowane w szpitalach przez personel medyczny, rzadko zdarzają się mądrzy dobrzy ludzie umiejący stworzyć poczucie bezpieczeństwa. A to jest przy porodzie najważniejsze. Obojętne czy jest mąż, czy nie. Najczęściej rodzące i ciężarne się ubezwłasnowolnia. Niestety do dzisiaj tak jest, obserwuję doświadczenia znajomej mateczki w ciąży. Po ostatniej wizycie w szpitalu (jest zagrożenie) przyszła wykończona psychicznie, usiadła w przedpokoju i popłakała się. Nie jest pierwiastką. Po prostu wykończyli ją i nastraszyli, kompletnie niepotrzebnie.
    Personel medyczny jest tak zapatrzony w swoje procedury, że w ogóle nie bierze pod uwagę komfortu psychicznego rodzącej, a on jest najważniejszy. Rodzenie jest w pewnym sensie czymś podobnym do poczęcia dziecka, to jest nasze życie seksualne, w każdym razie jego ważna część, a seksualność potrzebuje intymności i spokoju, poszanowanie potrzeb kobiety jest podstawową sprawą (miej orgazm z tłumem studentów albo z chamskim towarzystwem naokoło, przecież to niemożliwe).
    Kiedy jest spokój i ciepło psychiczne, wtedy wszystko przebiega sprawniej, (co wie każdy szanujący swoje pieniądze hodowca rasowych psów, a nie wiedzą lekarze i pielęgniarki).

  15. Paweł Pruszkowski

    15 stycznia 2013 at 12:23

    VA:F [1.9.22_1171]
    +8

    Jeśli facet ma się zmuszać, to oczywiście nie ma sensu, bo będzie przeszkadzał, zamiast pomagać. Najważniejsze to nie chojrakować, tylko uczciwie przyznać się samemu sobie – „nie dam rady”. I to też jest oznaką dojrzałości. Ja osobiście nie wyobrażałem sobie, żeby mogło mnie przy tym nie być – no halo, moje dziecko się rodzi, nie mogłem być TOTALNIE nigdzie indziej! Moment, kiedy córeczka w końcu wyszła w całości, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, był jednym z najsilniejszych wzruszeń w moim życiu. Nie oddałbym tej chwili za żadną inną. Naturalnie robiłem to też dla mojej żony – moja pomoc była jej potrzebna, nie mogłem jej zostawić samej w tak trudnej chwili; a ona również chciała tej pomocy ode mnie.

  16. RAfał

    15 stycznia 2013 at 12:25

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    Byłem przy narodzinach moich obu córeczek. Traumy nie było. Po pierwsze dlatego, że w sumie to NIC NIE WIDAĆ. Za każdym razem ‚dół’ zasłaniała taka chusta-parawan. Jeśli ktoś ma więc obawy, to uspokajam.

  17. Ann79

    15 stycznia 2013 at 12:30

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    A mi mój mąż bardzo pomógł przy porodzie. Wiedział,że w każdej chwili może wyjść z sali.
    Generalnie nie należy nikogo zmuszać,ale dobrze kiedyś ktoś jest na sali z rodzącą- lepiej traktują pacjentkę- zdanie koleżanki,położnej.

  18. tatarazy2

    15 stycznia 2013 at 12:31

    VA:F [1.9.22_1171]
    +4

    Zgadzam się, że wielu mężczyzn nie powinno zbliżać się do sali porodowej i nawet obserwować tego procesu z daleka, ale nie należy generalizować. Ja i moja żona zdecydowaliśmy się na poród rodzinny dwukrotnie i uważam, że gdybym tego nie zrobił, wiele bym stracił, a nerwy i wyobraźnia w czasie oczekiwania na finał doprowadziłyby mnie do szaleństwa. Opinia mojej żony na temat mojego udziału w obu porodach jest także pozytywna, twierdzi, że ułatwiło jej to poród i dzięki temu czuła się lepiej. Nie miało to także negatywnego wpływu na nasz związek, lecz odwrotnie – wzmocniło go. Podobnie z poczuciem ojcostwa. Od samego początku troskliwie zajmowałem się dzieckiem wspólnie z żoną i po jakimś czasie nabrałem wprawy i pewności, że robię to dobrze.
    Na podstawie moich obserwacji uważam, że najbardziej niechętny porodom rodzinnym jest sam personel szpitala, który musi się skupić na swojej pracy aby wykonać ją zgodnie z procedurami (choć często są one naruszane i omijane), a tu ktoś im ciągle patrzy na ręce i w razie czego może stać się niewygodnym świadkiem. Musi też uważać co i jakim tonem mówi do kobiety rodzącej, bo w razie czego jej mąż szybko i sprawnie sprowadzi zadufaną salową, położną lub ginekologa na ziemię.

  19. Grzes

    15 stycznia 2013 at 15:09

    VA:F [1.9.22_1171]
    +8

    Hmm, jakie założenia takie wnioski. Proponuję autorowi rozprawki przeprowadzić badania jaki wpływ na akcję porodową ma zachowanie się wobec rodzącej personelu medycznego, a kto wie czy wnioski nie okażą bardziej ciekawe niż te dotyczące obecności ojca. Każdy człowiek jest inny: jedną kobietę uspokaja obecność przy porodzie ojca dziecka, a inna będzie z tego tytułu zestresowana. Wrzucenie wszystkich pań rodzących do jednego kotła rodzaju zachowań to wg mnie nie jest dobry kierunek.

    • emenems

      24 stycznia 2013 at 20:40

      VA:F [1.9.22_1171]
      +5

      Jak wyżej. Nie wiem czy jedynym, ale na pewno GŁÓWNYM powodem tego, że w przyszłości będę chciała (bardziej potrzebowała) mieć ojca dziecka przy porodzie jest właśnie personel medyczny. Rodzące są zwodzone, że: na znieczulenie jest za wcześnie, później jest na nie za późno, lepiej leżeć, bo tak wygodniej (personelowi), ale jak już Pani leży to trzeba naciąć krocze (po co kobieta ma rodzić w pozycji, w której w sumie nie potrzeba nacinać?), itd, itp. Do czego potrzebny będzie mi mój mężczyzna? No właśnie do tego, żeby wyegzekwować moje prawa w chwili, kiedy ja owładnięta instynktem rodzenia (jak autor artykułu napisał: z wyłączonym myśleniem) pewnie nie będę miała do tego głowy. Nie będę miała do tego głowy nie dlatego, że jestem pipką nie potrafiącą powiedzieć czego potrzebuje i uargumentować tego, bo to potrafię (pracuje na budowie „poganiając” koparki i wykłócając się o warunki umowy). Znam siebie i wiem, że w chwili związanej z moim zdrowiem, przed zabiegami itp. potrzebuję wsparcia i ogarnięcia drugiej połówki. Wiem, bo tego już doświadczyłam idąc na inny zabieg operacyjny. Świadomość tego, że obcy ludzie mają „grzebać” przy moim ciele, kiedy ja mam niewiele do powiedzenia, przeraża mnie. Podejście służby zdrowia w Pl jest powszechnie znane. Dlatego w takiej chwili potrzebuję przy sobie mężczyzny.

  20. Bartek

    15 stycznia 2013 at 18:04

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    Grześ – popieram wniosek. Mnie się wydaje,że równie ważny jak wspieranie rodzącej obowiązkiem ojca na sali porodowej jest „pilnowanie” personelu medycznego. Z opowieści wiem, że często potrafią się zachowywać bezdusznie względem rodzącej.

  21. myślnik

    15 stycznia 2013 at 19:18

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Jestem zdania że to indywidualna kwestia każdej pary, jeśli mężczyzna jest w stanie swoją obecnością dać poczucie bezpieczeństwa rodzącej, a przy okazji mieć wpływ na odpowiednie zachowanie personelu 🙂 , to jego obecność pomoże. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć że byłem przy narodzinach synka, córeczki i przy stracie naszego ośmiotygodniowego dziecka… Na pewno przeżywanie tych sytuacji razem wzmocniło nasze małżeństwo i nie wpłynęło negatywnie na naszą intymność. Cóż, pan doktor ma prawo nie wiedzieć o pewnych sprawach – wychował się w innych czasach, w innej niż my tutaj kulturze i jak sam powiedział nie był przy porodzie żadnego ze swoich dzieci… Jestem zdania że nie wolno tworzyć tu zasad i uogólniać, wszystko zależy od dojrzałości faceta i wzajemnego zaufania w związku.

    • Fader

      16 stycznia 2013 at 11:27

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Dokładnie tak! Podpisuje się obiema rękami.

  22. karolina

    15 stycznia 2013 at 21:30

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Witam,
    Jestem studentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i przeprowadzam badania na temat wpływu porodu rodzinnego na seksualność mężczyzn. Interesuje mnie Wasza opinia Panowie, a konkretnie tych z Was, którzy uczestniczyli w porodzie rodzinnym. Proszę o rzetelne i uczciwe wypełnienie zamieszczonej poniżej ankiety ( jedynie 21 pytań zamkniętych). Jest ona w pełni anonimowa a wyniki posłużą mi do badań.Będę bardzo wdzięczna za wypełnienie jej i jednoczesną pomoc w prowadzeniu badań;)
    oto link: http://moje-ankiety.pl/respond-34670.html

  23. Mama

    15 stycznia 2013 at 21:36

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    tylko slackware, tylko emacs

    • Michał

      15 stycznia 2013 at 23:26

      VN:F [1.9.22_1171]
      +2

      Szanowna Pani, cala redakcja Unixowców bije brawo. Ale wolimy vima. Natomiast Slackware rządzi.

  24. Michał

    15 stycznia 2013 at 23:26

    VN:F [1.9.22_1171]
    +1

    Szanowna Pani, cala redakcja Unixowców bije brawo. Ale wolimy vima. Natomiast Slackware rządzi.

  25. Kraul

    16 stycznia 2013 at 16:04

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Moja narzeczona jest w ciąży (planowanej) i wspólnie postanowiliśmy, że nie będzie mnie przy porodzie. Ona tego nie chce i ja też. Narzeczona była przy porodzie koleżanki i powiedziała, że to było tak krwawe i mało estetyczne, że ona nie chce abym ją widział w takiej sytuacji. Sam też nie chcę być przy tym.

    Ciesze się, ze nie poddaliśmy się temu terrorowi wykreowanemu przez pisma kobiece (gdzie notabene tego typu rzeczy piszą stazystki albo młode psycholożki).

    Założę się, że większość tych par postępuje według schematu: facet przy porodzie ma być, a potem ma mówić jak wspaniałe to było doświadczenie. Ale drogie Panie FACET CZĘSTO MÓWI COŚ ABY NIE SPRAWIĆ PRZYKROŚCI.

    Poród rodzinny to rzeczywiście dla mnie moda sztucznie wykreowana. Gdybym był na pustyni ze swoją kobietą to bym poród odbierał, ale jak na sali jest lekarz i położna to po co tam ja? I wątpie, żeby dla kobiety fakt, że facet trzyma ją za rękę dawał więcej niz poczucie, że jest za dzwiami i wyczekuje właściwego momentu. Kobieta chce pewnie urodzić i sam fakt trzymania za rękę nie ma dla niej tak dużego znaczenia. Ale wiadomo kobiety oglądają seriale i komedie romantyczne – i po prostu pewne rzeczy wypada powiedzieć bo taki jest wzorzec. Tak więc mówi się te wszystkie farmazony, że to zbliżyło, że to niezapomniane przeżycie, że umocniło.

    To tak jak ten wzorzec faceta asystującego w zakupach i eskapadach po sklepach – to też niby umacnia związek. Nic, że facet się męczy, że nie może doradzić bo się nie zna – ale to „umacnia” i „spaja”.

    Najgorsze, zę to teraz stał się wzorzec i wielu facetów jest terroryzowanych aby być przy porodzie. Pod presją się zgadzają aby nie wyjść na mięczaków. Tymczasem nie ma jedno z drugim nic wspólnego.

    Nie cierpie takiego wzorca męskości „nie boję się krwii” i jak tu jeden z Panów relacjonował „nacięcia rozkrocza”. Facet z jednej strony musi chodzić z kobietą aby pomóc jej wybrać sukienkę z drugiej jak go teść poprosi o pomoc w świniobiciu – nie może odmówić aby nie wyjść na słabeusza.

    Gratuluje Panom co potwierdzili swoją męskość na sali porodowej. Dla mnie to leczenie kompleksów. Męskość to samodzielność, niezależność, niezłomność. I też dojrzałe podejmowanie decyzji w oparciu o własne odczucia. Stąd nie czuję się gorszym mężczyzną z tego powodu, że nie uległem presji „Pani Domu”, „Poradnika Domowego” czy „Tiny”. Podejmuję decyzje samodzielnie i autorytety z tych gazet nie są dla mnie drogowskazem. Cieszę się, że dla mojej narzeczonej tez nie. Oboje podjeliśmy racjonalną decyzję

    • Weronika

      16 stycznia 2013 at 23:55

      VA:F [1.9.22_1171]
      +2

      I chwała Wam za to, ale nie uważam, żeby czyjakolwiek decyzja w tę czy drugą stronę była powodem do obrażania innych ludzi i twierdzenia, że leczą w ten sposób swoje kompleksy!! „dojrzałe podejmowanie decyzji w oparciu o własne odczucia.” Wy nie chcecie być wtedy razem a my chcieliśmy i bądź co bądź nie podjęliśmy tej decyzji po lekturze żadnej z wymienionych czytadeł lecz tak jak zacytowałam w oparciu o własne odczucia. Szanujmy się wzajemnie i to, że jesteśmy wszyscy odmienni i nie wszyscy lubimy/robimy to samo i chcemy tego samego dla szczęścia swojego i partnera. Jak bardzo dziś brakuje nam właśnie tego wzajemnego poszanowania odmienności !!!!

    • Ann79

      17 stycznia 2013 at 14:36

      VA:F [1.9.22_1171]
      +1

      A mój mąż był przy KTG,masował mi plecy,bez niego bym umarła. Siedział ze mną na sali,podawał picie. Rozmawialiśmy kiedy chodziłam po sali,czy kiedy siedziałam w wannie. Leciała muzyczka,rozmawialiśmy z położną i panią dr i wiedział,że W KAŻDEJ CHWILI MOŻE WYJŚĆ.
      Mąż stał przy głowie kiedy rodziłam,nie miał później żadnej traumy.
      Myślę też,że to kwestia dojrzałości emocjonalnej.

    • adi_kaminski

      19 stycznia 2013 at 13:12

      VA:F [1.9.22_1171]
      +4

      Biorąc udział w porodach rodzinnych nie musiałem i nie muszę sobie nic udowadniać. Wiedziałem czego oczekuję od życia i czego ode mnie oczekuje moja żona. Niestety, to co piszesz w brew pozorom świadczy o twojej niedojrzałości emocjonalnej. Jak czytasz świadectwa kobiet, obecność Ojca dziecka przy porodzie w zdecydowanej większości umacnia relacje i związek. To jest właśnie okazanie że jesteśmy ze sobą na dobre i na złe a nie tylko na przyjemne. Jak sam zaznaczyłeś w pierwszym zdaniu – nie chciałeś. Bo lepiej jest tylko ciupciać niż być facetem. A ciupciać potrafi każdy, być odpowiedzialnym już nie. Tekst o zakupach mnie powalił. A na czym to facet się ma nie znać? Jak będzie chciał to się pozna. Sorry, ale takie wpisy pokazują tylko jak nie być wsparciem dla Żony/partnerki a jedynie korzystać z przyjemności. Jednak nie obawiaj się, taki esn szybko przemija a ona zapragnie w końcu faceta a nie kalesony.

      • Tomek

        21 stycznia 2013 at 10:51

        VA:F [1.9.22_1171]
        +3

        Odpowiem Ci tutaj, inne Twoje posty nie pozwalają na odpowiedź.
        Napisze krótko i na temat, bo uśmiałem się do łez … raczej z żalu do Ciebie, ale o tym za chwilę.
        1. Piszesz, że facet nie będący przy porodzie nie ma jaj, jest kalesonami, marginesem itp itd. A teraz przejdź się do swojego ojca, dziadka, pradziadka i powiedz im to w oczy, bo zapewne większość z nich, nawet nie widziała jak się rodzisz Ty, czy Twoi przodkowie. Pytanie tylko nachodzi mnie jedno, jak nie mają jaj, to skąd wziąłeś się Ty??
        2. Podnieś sobie trochę poprzeczkę, bo o Twoja się potknąłem. 2 czy 3 godziny w życiu kobiety, w których uczestniczysz, nie robi z Ciebie faceta na którego można liczyć. Na to się pracuje dłużej. Jeżeli (czego oczywiście Ci nie życzę) przeżyjesz stratę dziecka, i będziesz miesiącami podnosił żonę z depresji, jeżeli będziesz podnosił się z dna, po powodziach, będziesz wspierał partnerkę przy decyzjach chorobowych wtedy wróć i przeproś. Poród, jak to nazwałeś, jest małym piwem przy prawdziwych problemach jakie się w życiu pojawiają. Ale jak widać, na razie był dla Ciebie jedynym wyznacznikiem, więc nie feruj wyroków, bo jest takie powiedzenie, gdzie byłeś i co widziałeś.
        3. Zacznij myśleć zanim coś napiszesz, bo Twoje wypowiedzi są ukierunkowane na fanatyzm – albo ktoś robi tak jak ja, albo nie jest facetem i zlinczujmy go. W każdej swojej wypowiedzi piszę, że szanuję tych co myślą inaczej i chcą nawet swoje porody dokumentować na filmach. Więc prośba do Ciebie, nie obrażaj innych, bo świadczy to tylko o Tobie tyle, że jesteś zakompleksiony, a w internecie możesz dać upust swoim nagromadzonym emocjom.
        4. Cieszę się, że moja zona i dziecko jest wyznacznikiem jakim jestem ojcem, a nie internet. Najważniejszy jest dystans, a widać niektórym go tutaj zabrakło.

        • adi_kaminski

          21 stycznia 2013 at 15:15

          VA:F [1.9.22_1171]
          +1

          śmieszne to są odpowiedzi „wieszaków na bieliznę” jak to określa moja żona takich pseudopanów. Ale odpowiem bo śmiech pusty na sali po odpowiedzi faceta, przepraszam imitacji faceta.
          1. nie muszę przechodzić do mojego ojca pradziada i wielu innych. To proste z moich informacji wynika jasno że uczestniczyli w porodach swoich dzieci, byli pomocni. Tak się zdarzyło że żaden z moich zacnych przodków nie przybył na świat w szpitalu. Jeden rodził się w lesie, w oddziale partyzanckim. Gdzie dla Twojej informacji nie byli tylko bojownicy ale również i całe zaplecze. Z moich przodków mogę być dumny. Nie chciałbyś usłyszeć co ma do powiedzenia Tobie mój ojciec, bo mój język jednak jest delikatny.
          2. Nie uczestniczę w życiu żony przez 2-3 godziny ale przez całe jej życie będąc w dla niej najtrudniejszych chwilach. Jak nie potrafisz tego ogarnąć to nic dziwnego że jednak jesteś „wieszakiem na bieliznę”. no chyba że prawdziwy „Tomasz” za uczestniczenie w życiu zony ma na myśli zmywanie, lub sprzątnie mieszkania. Boję się pomyśleć co dla ciebie jeszcze to oznacza. Trafiłeś w sedno ! Tal przeżyliśmy utratę dziecka ale co jedno do drugiego? Nic. Nie przeszkodziło to nam w przystąpieniu do porodu rodzinnego w dwa lata po poronieniu.Moja partnerka może liczyć na KAŻDE wsparcie z mojej strony a nie tylko wybrane. Nie porównuj mnie do siebie bo nawet na tym forum są głosy które świadczą że o porodach rodzinnych tylko teoretyzujesz. Nie masz pojęcia a rozpisujesz się jakbyś co najmniej był tym położnym” którego bzdury tutaj zostały obalone. Niestety, pogódź się z tym Twoja kobieta nie może liczyć na ciebie w skrajnych sytuacjach i nic tego nie zmieni, żadne forum żadna dyskusja. Facet powinien umieć pokonywać sam siebie nie wtedy kiedy mu wygodnie ale wtedy kiedy jest to u niego trudne. Ty jak w wielu miejscach napisałeś, nie masz jaj. Trudno, nic na to nie poradzę.
          3. Nie piszę nigdzie takiej definicji. Nawet kobiety zaznaczają jak istotne jest dla niej być z ojcem dziecka razem. Nie jest to żaden fanatyzm ale właśnie obecność. Ty nie masz o tym pojęcia więc jak o tym dyskutować? Ja nie mam pojęcia o lotach kosmicznych więc nie będę dyskutował o szczegółach pilotażu promu kosmicznego z astronautą. Skończ wyjeżdżać do każdego kto Tobie pisze prosto z mostu co myśli o takich leszczach jak ty, „zakompleksienie” buahahaha Jak ktoś jest miękkim dytkiem robiony to musi się jakoś bronić i usprawiedliwiać. nie muszę dawać sobie upustu w internecie, bo wiem na co mnie stać i wiem że potrafię pokonać w sobie wiele słabości. Nie ma dla mnie słowa Nie, jeżeli zależy na tym mojej żonie i rodzinie. Kompleksy musi leczyć przeważnie słaby, z małymi jajami, nie ten co o porodzie rodzinnym może podyskutować z doświadczenia. Ty gówno wiesz a wmawiasz wszystkim dookoła o jakiś obrzydzeniach, fobiach, ciemnych wizjach…. Dupa jesteś i tyle.
          4. Cieszysz się czym? Jak ciebie dziecko zapyta tato moi koledzy opowiadali mi że ich ojcowie byli przy moich narodzinach, a ty? nie wiesz, ja nie byłem bo się bałem obrzydzenia do krocza mamusi, wiesz jak się dziecko rodzi to tylko horrory można kręcić. Nie miałem odwagi i jestem za słaby aby to przeżyć razem… itp itd. Cieszę się razem z Tobą. A dziecko co nato ? Tato ale z ciebie miękka faja.
          Ode mnie tobie powiem że ta dyskusja jest dla praktyków nie dla teoretyków. Bo jak widzisz ci którzy przeżyli taki poród, nie potwierdzają ani jednej twojej fanaberii, bzdur czy debilizmów jakimi się tutaj dzielisz z innymi.

          • Tomek

            21 stycznia 2013 at 15:41

            VA:F [1.9.22_1171]
            -2

            I właśnie tym swoim językiem utwierdziłeś mnie w przekonaniu, ze jesteś zwykłym prostakiem leczącym kompleksy. Mogłeś się dla mnie „tarzanie” nawet w dżungli urodzić, nie zmieni to jednak faktu, że jedyne co potrafisz to pyszczyć i ubliżać przez internet. Nieudacznicy tak mają.
            W każdym Twoim punkcie, musiałeś rzucić epitetami. Rozumiem, że to są pieszczotliwe słowa jakie wyniosłeś ze swojego domu rodzinnego. Ale jak się małpy z lasu wyciąga między ludzi, to czego więcej się spodziewać.

            Następnym razem zanim się zaczniesz sadzić to rozepnij kołnierzyk, bo na zawał zejdziesz.

            Jak widać idiotów nie sieją, sami się rodzą. Sprowadziłeś wypowiedzi do poziomu zerowego i próbujesz pokonać doświadczeniem, więc możesz zacząć pisać na Berdyczów, bo nie mam zamiaru brać łopaty i dokopać się do twojego poziomu.

          • Małgosia

            5 grudnia 2013 at 09:56

            VA:F [1.9.22_1171]
            -1

            Zgadzam się w pełni z Twoją wypowiedzią…

    • Przyszła Mama

      12 grudnia 2013 at 11:23

      VA:F [1.9.22_1171]
      +2

      Ja niedługo rodzę i razem z mężem zastanawialiśmy się nad porodem rodzinnym. Mąż jest raczej osobą odporną psychicznie i stwierdził, że jeżeli tylko sobie tego życzę, będzie przy porodzie. Z drugiej strony ja miałam obiekcje właśnie na zasadzie: „po co on tam jeszcze, chyba żeby przeszkadzać – co może pomóc skoro się na tym nie zna”, natomiast rzeczywiście dochodzi kwestia „pilnowania personalu” i jeśli zdecydowalibyśmy się na jego obecność na sali porodowej, to chyba tylko z tego względu. Odnośnie samego artykułu – może autor ma trochę racji. Po przeczytaniu tekstu, w pamięci „przejrzałam” pary z mojej rodziny i znajomych i być może to zbieg okoliczności, ale te pary, w których mąż nie uczestniczył w porodzie są bardziej szczęśliwe (przynajmniej z zewnątrz) i mężczyźni więcej czasu poświęcają rodzinie, pomagają żonom. I naprawdę – w rodzinach, w których ojciec uczestniczył przy porodzie pojawiły się problemy z alkoholem (u mężczyzny właśnie), pracoholizm (do tego stopnia, że mąż pędzi z jednej pracy etatowej do dwóch dorywczych i wygląda to tak, że robi wszystko byle nie siedzieć w domu), z kolei jeszcze w innej tatuś jak dziecko się urodziło nagle stał się bardzo aktywny fizycznie – siłownia, basen, kilkanaście kilometrów biegiem dziennie (byle tylko w domu być jak najrzadziej). Może rosnąca liczba rozwodów też jest wynikiem tej od kilkunastu lat panującej u nas mody? Oczywiście gdybam sobie i nie zamierzam uogólniać, ale na przykładzie tych powiedzmy niecałych 10 par, które znam, mogę taką prawidłowość zauważyć (że w związkach, w których ojcowie byli przy porodzie, pojawiają się większe problemy).

  26. karolina

    16 stycznia 2013 at 18:35

    VA:F [1.9.22_1171]
    -2

    To fakt ,że nastała teraz pewnego rodzaju moda na porody rodzinne i nawet jak mężczyzna nie chce to jest zmuszany przez swoją partnerkę, co zazwyczaj wcale dobrze się nie kończy. Dlatego bardzo prosiłabym o pomoc w przeprowadzeniu badań na ten temat, co Wy Panowie na ten temat sądzicie, Ci którzy przeżyli taki poród rodzinny. Bo nie wierzę, że są tylko pozytywne odczucia, zwłaszcza tych którzy zostali „przymuszeni”. A w wiekszości wypowiadają się tylko Ci, którzy uważają to za wspaniałe przeżycie. Dlatego proszę wszystkich, którzy mają jakieś doświadczenie w tym temacie i chcieliby aby ich przypadek wpłynął na wyniki badań o uzupełnienie tej ANKIETY http://moje-ankiety.pl/respond-34670.html

  27. wiki

    17 stycznia 2013 at 10:32

    VA:F [1.9.22_1171]
    +6

    Ja chciałabym przeczytać opinie mężczyzn którzy brali udział w porodzie, ale takie szczere. Czy naprawdę ich żona nie straciła w ich oczach na atrakcyjności, czy nie mieli ochotę wyjść w trakcie porodu, czy nadal ich żony pociągają, jaki to miało wpływ, o ile miało na ich życie intymne …..

    Jeśli oboje partnerzy chcą tego samego czemu nie, ale trzeba się zastanowić nad tym poważnie. Ja osobiście nie chcę abym mój mąż widział mnie w trakcie porodu, nie chcę aby widział jak cierpię, jak krzyczę …. bo nie mam pewności jak to później na nim się odbije. A jego obecność przy mnie na pewno mi nie pomoże, bo w jaki sposób …. To ja rodzę, to ja mam skurcze, a jego Kochanie będzie dobrze, w tej chwili nie będzie działać, wręcz przeciwnie. Drugą sprawą jest to, że jeśli mamy wrażliwych mężów, to będziemy udawać, że wszystko jest w porządku, że boli ale to nic, że to da się wytrzymać, żeby on się nie martwił, nie miał smutnej miny. Ale to tylko moje zdanie i nikt nie musi się z tym zgadzać.

    • Tomek

      17 stycznia 2013 at 14:53

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Ja sie zgadzam! Problem jest tylko taki, że każdy kto był przy porodzie, nie przyzna się, że teraz przy każdym zbliżeniu, będzie miał widok rozdartego krocza swojej partnerki …
      Wsparcie jak najbardziej, do momentu samego aktu porodu. Tak tez robiłem, poród jak to wspomniała koleżanka powyżej, z opłaconą położną, która ma się zajmować tylko i wyłącznie moją partnerką.
      Przeżyłem też stratę dziecka w 3 miesiącu i co podobnie jak przy porodzie powinienem trzymać żonę za rekę jak usuwali martwy płód? Czytam te oskarżenia w stosunku do „niedojrzałych” facetów, którzy nie chcą być przy porodach i przerażenie mnie ogarnia. Za kilka lat, każdy ojciec nieobecny na sali porodowej, będzie dostawał społeczną chłostę …

      • Ann79

        17 stycznia 2013 at 16:28

        VA:F [1.9.22_1171]
        +2

        Jakiego rozdartego krocza? Nie ma możliwości stania w czasie porodu przy kroczu!!!

        • Qwerty

          17 stycznia 2013 at 16:39

          VA:F [1.9.22_1171]
          -1

          Co Ty opowiadasz? Przecież ja widziałem cały poród z okolic krocza. Przecztaj wyżej posty kolegi, który też widział jak się główka rodzi. Jak jesteś przy porodzie,to Twoja sprawa co będziesz widzieć!
          Byłem przy pierwszym porodzie. Jak żona będzie chciała to pójdę i na drugi, ale tych niebiańskich uniesień czy wielkiej fascynacji, o któych opowiadają tutaj żony facetów którzy byli z nimi, jakoś nie zauważyłem. Biologia w czystej postaci i to chyba najgorsza z możliwych. Ciekaw jestem czy towarzyszycie swoim partnerom przy oddawaniu stolca, czy jak to Tomek wcześniej napisał przy nacinaniu hemoroidów. Bo podczas porodu to 3 w jednym. Rozerwane krocze i pełno krwi, kupa i do tego kawał flaków w postaci łożyska. Rewelacja po prostu!

          • Ann79

            17 stycznia 2013 at 20:38

            VA:F [1.9.22_1171]
            0

            To tylko współczuć.
            Zawsze będę powtarzała,że dobry lekarz i dobry szpital to podstawa!!! Rodziłam w Pucku i ciesze się,że tam. Przez lata to był najlepszy szpital w Polsce.
            Nawet do cc czasami dopuszczają ojców,ale wtedy nie ma prawa patrzeć w pole rodzenia,tzn.tam zaglądać.

          • mama W.

            25 stycznia 2013 at 17:33

            VA:F [1.9.22_1171]
            -3

            porownywanie porodu do oddawania stolca!!!!!!!!!!! no gratuluje!!!!!!

      • adi_kaminski

        19 stycznia 2013 at 13:14

        VA:F [1.9.22_1171]
        -6

        Skomentuję to jednym słowem – IDIOTA. :D:D:D:D:D:D:D:DD

    • adi_kaminski

      19 stycznia 2013 at 13:31

      VA:F [1.9.22_1171]
      -2

      Moja żona nic nie straciła w moich oczach. Dojrzałem na tyle aby rozumieć że fazy życia kobiety to również poród. Takie marginesy jak Tomek, zdarzają się bardzo rzadko, szczególnie że jak sam to napisał nie bał udziału w takim porodzie a się wymądrza jak nie wiadomo co. Ale czego oczekiwać od teoretyka. Jeżeli miłość pomiędzy rodzicami jest prawdziwa a nie sztuczna tylko na dobre, to nic jej nie zmieni. Nawet morze krwi i nie wiadomo czego jeszcze.

  28. Pingback: Luty 2013 - Strona 971

  29. Magda

    18 stycznia 2013 at 13:53

    VA:F [1.9.22_1171]
    -2

    Witam! Jestem studentką położnictwa i prowadzę właśnie badanie do pracy magisterskiej po części związane z tematem artykułu. Kierowane jest do mężczyzn, którym w okresie od 3 do 12 miesięcy temu urodziło się dziecko. Zarówno tych, którzy uczestniczyli w porodzie rodzinnym, jak i do Panów, którzy nie chcieli brać udziału.Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc i wypełnienie ankiety
    http://tnij.org/t3xo
    pozdrawiam 🙂

  30. kasia

    18 stycznia 2013 at 21:13

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Mój mąż mi powiedział, że w życiu nie czół się tak bezradny, jak podczas porodu. Był przerażony moim bólem i tym, ze w żaden sposób nie może mi pomóc. Chodził ze mną pod prysznic, trzymał, gdy skakałam na piłce… Ale nie uciekł, choć go wyganiałam 🙂 bo zaczął mi na nerwy działać, jak mnie ciągle gładził po rękach, plecach, to wcale nie pomagało 🙂 Ostatecznie po 12h porodu, skończyło się cesarką, przy cesarce nie wolno mu było zostać.
    Pytałam mojego męża ze 100 razy, czy chce być przy porodzie. Za każdym razem mówił, że jak był przy wejściu syna, to i przy wyjściu będzie. Teraz z perspektywy czasu, cieszę się, że był, choć z początku miałam wątpliwości co do tego, bo właśnie czytałam o facetach, którzy chcą a potem mają traumę z tego powodu. Mój mąż żyje i ma się dobrze 🙂

  31. Dorota

    24 stycznia 2013 at 22:44

    VA:F [1.9.22_1171]
    +9

    Czytam, czytam i czytam Wasze wypowiedzi i zastanawiam się, o co tak właściwie część z Was się spiera? O wyższość porodu rodzinnego nad tradycyjnym porodem rodząca-położna? Ilu jest ludzi tyle jest opinii! Chcesz rodzić z żoną? Proszę bardzo! Nie chcesz? To nie! Nad czym ten spór? Po co wytykać sobie, kto jest bardziej męski, a kto ciotowaty czy jakiś inny? Jesteśmy dorośli, każdy podejmuje decyzję za siebie, a zadaniem drugiej strony jest to zaakceptować (to jest dojrzałość).
    Mój mąż był przy porodzie, przecinał pępowinę, pomagał kiedy o to prosiłam i wspierał wtedy kiedy potrzebowałam. Stanął przy mojej głowie, a nie przy tyłku i patrzył na moją twarz, a nie tam gdzie nie było potrzeba. Nie byłam sama i za to ogromnie go cenię.
    Nie rozmawialiśmy o tym, czy poród będzie rodzinny czy, czy tradycyjny. Nie naciskałam na niego, a on na mnie. Chodziliśmy razem do szkoły rodzenia. Znosiliśmy wspólnie gorsze dni i cieszyliśmy się z tych dobrych. Po porodzie w ogóle o nim nie rozmawialiśmy, bo nie było takiej potrzeby. Cieszyliśmy się, że nasz syn jest zdrowy, bo to było najważniejsze. Teraz ma 4,5 roku, jesteśmy szczęśliwi, spełnieni seksualnie, małżeńsko i spełniamy się rodzicielsko. W czerwcu przyjdzie na świat nasze drugie dziecko 🙂

    Drogie Panie, bez ciśnienia, bez namawiania, nakłaniania i szantażu. Poród w momencie jego trwania, to nie jest ani nic pięknego, ani nic przyjemnego! Z jego końcem dopiero uwalniają się piękne, niebotyczne uczucia i obrazy. Nie zmuszajcie swoich partnerów, nie dlatego, że stracą oni obraz pięknej i seksownej kobiety, bo zyskują matkę swoich dzieci. Ale dlatego, że każdy ma prawo do tego, żeby wybrać. Jeśli się nie naciska, ciągle o tym nie mówi, mężczyzna jest nastawiony dużo bardziej pozytywnie 🙂 Więcej wyrozumiałości.
    Drodzy Panowie, bez ciśnienia. Chcecie być przy swoich partnerkach? Bądźcie. Nie chcecie, nie bądźcie, ale na rany, nie plećcie głupot o zniekształconym obrazie swoich kobiet! Każdy ma swoją wytrzymałość, ale mimo wszystko warto spróbować. Poród to nie jest tylko końcowa faza, skurczów partych i rozwiązania. Są to również wielogodzinne skurcze prowadzące, do tej fazy ostatniej,. Tu można/ trzeba np., pomóc wstać, podać wodę, ręcznik, czy wziąć kobietę pod ramię i przejść się z nią po sali. Jak się zacznie parcie po prostu można wyjść z pokoju i zaczekać! Zamiast generalizować wszystko do nacinania krocza, rozlewu krwi i wyciągania łożyska, pomyślcie o tym co dzieje się przed wymienionymi czynnościami- polecam jakąś lekturę! Albo od razu powiedzcie, że tak Wam jest wygodniej. Więcej wyobraźni Panowie. 🙂
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    • Agata

      22 marca 2013 at 10:56

      VA:F [1.9.22_1171]
      +1

      Jaka mądra, wyważona wypowiedź! Dziękuję, bo już straciłam nadzieję.

      Zastanawiałam się, czy to my jesteśmy inni, skoro u nas poród rodzinny się sprawdził, czy po prostu coś źle zrobiliśmy? I dochodzę do wniosku, że o ile nie neguję doświadczenia pana położnika i jego obserwacji, o tyle wyciągnięte wnioski są nieco błędne.

      Chciałam, aby mąż był przy porodzie, bałam się bólu, bałam się komplikacji i tego, że personel będzie nieuprzejmy i niepomocny. Mąż jest najbliższą mi osobą, więc chciałam, żeby był obok. On również chciał być, powiedział, że swojej ukochanej kobiety nie zostawi w tak trudnym momencie. Rozumiał, na czym polega poród, przez cały (króciutki) okres na sali porodowej był przy mnie, podawał wodę, podtrzymywał, masował. Nawet jeśli coś zobaczył, nie miało to na niego negatywnego wpływu. Po porodzie powtarzał mi tylko, jak mnie podziwia, że byłam taka dzielna, jak mnie szanuje za ten ogromny wysiłek, dzięki któremu ma córkę, żałował, że nie mógł więcej zrobić, żeby mi ulżyć, bo widział jak cierpiałam (nie zdążyłam dostać znieczulenia).

      Teraz, kilka miesięcy po porodzie, nasze sexlife jest lepsze niż kiedykolwiek, jesteśmy sobie bliżsi niż kiedykolwiek, nasza relacja jest pełniejsza, wiemy, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji, „w zdrowiu i w chorobie”.

      Aczkolwiek rozumiem, że nie wszyscy mężczyźni tak to będą odbierać, nie wszyscy chcą patrzeć na to, jak cierpi ich kobieta. Nie wszystkie kobiety będą czuły się komfortowo w towarzystwie mężów, niektóre wolałyby właśnie z doświadczoną kobietą – mamą, doulą, siostrą. I nie ma w tym nic złego, po prostu każdy odbiera to inaczej. Istotne jest, aby partnerzy byli szczerzy w stosunku do siebie w tym temacie, bez zmuszania jednej czy drugiej strony do swojej wizji. Kombinacji uczestnictwa ojca w porodzie jest naprawdę wiele (tylko I faza, już po urodzeniu, całość) i warto, aby to on po rozmowie z partnerką podjął decyzję. Bo inaczej na pewno nie będzie to miłe doświadczenie.

      Pozdrawiam!

  32. ewa

    26 stycznia 2013 at 17:55

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    W tym tygodniu po raz pierwszy na porodowce w Bristolu w UK pozwolono zostac psu-suczce. Porod przebiegl idealnie.
    Zero stresu.
    Pies okazal sie byc najlepszym przyjacielem czlowieka…

  33. Pingback: Pies na porodówce, pies podczas porodu - labrador Barney wpierał panią

  34. Jacek

    31 stycznia 2013 at 14:36

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    Byłem przy porodach obojga moich dzieci i muszę powiedzieć, że bardzo pomocne przy przetrwaniu tego były zajęcia szkoły rodzenia. Zwyczajnie, wiedziałem, czego się spodziewać, co robić i jak ewentualnie mogę pomóc żonie. Oraz kiedy pomóc nie mogę, więc nie mam się co przejmować tym, że nie pomogę. Ważne, żeby w tym czasie zajmować się rodzącą, a nie np. biegać po sali z kamerą i przeszkadzać personelowi w pracy.
    Czy to jakoś wpłynęło na mój stosunek do żony, czy dzieci? Nie sądzę. Natomiast podejrzewam, że jest to kwestia mocno indywidualna. Jest w tym bowiem sporo czystej, niczym nie ukrywanej biologi, fizjologi a nie każdy dobrze to znosi. No i z drugiej strony, pewnie nie każda kobieta chce swojego chłopa przy porodzie, a w tej sytuacji najważniejsze jest, czego ona chce 🙂

  35. marta

    29 marca 2013 at 16:27

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    Mój mąż był ze mną w trakcie porodu. Sam tego chciał, nie wiem natomiast czy chciał by to powtórzyć. Z pewnością dało mu to dużo wzruszenia, ale też dużo stresu – szczególnie kiedy widział jak się męczę, ale nie mógł mi w żaden sposób pomóc. Ja za to byłam dość zdziwiona, że jego obecność dała mi tyle komfortu psychicznego – bo, zaryzykuje stwierdzenie, w standardowych polskich porodówkach, czynnikiem który najbardziej stresuje rodzącą i wydłuża akcję porodową jest nie obecność partnera, ale personel medyczny i położne. Rutynowe traktowanie każdej rodzącej, brak poszanowania dla indywidualnych potrzeb, działania dążące w większości tylko do tego, żeby najwygodniej było odbierającym poród, a nie rodzącej, zabieranie dziecka do ważenia zaraz po urodzeniu, pomijając kontakt z matką to chyba niestety coś normalnego, więc moment w którym to ojciec/partner będzie jedynym czynnikiem powodującym stres i brak skupienia rodzącej na samym porodzie będzie można odtrąbić jako spektakularny sukces akcji „Rodzić Po Ludzku”.
    Jak na razie wydaje mi się, że często partner jest jedynym adwokatem rodzącej i jedyną osobą przypominającą personelowi medycznemu, że mają do czynienia z żywą istotą, a nie kolejnym przypadkiem z którym trzeba sobie jak najszybciej poradzić. Z własnego doświadczenia widzę, że rodząca często postrzegana jest jako obłąkana, wymęczona osoba, która majaczy ze zmęczenia i bólu, więc jej życzeń i żądań nie należy traktować poważnie, ponieważ ona sama nie wie czego chce, a chce prawdopodobnie tego, co akurat mają chęć zrobić jej położne czy lekarze („bo tak się robi”, „tak będzie szybciej”, „wszystkie w końcu o to proszą”), a to że jeszcze o tym nie wie, to akurat szczegół do pominięcia. W takim momencie przydaje się ktoś wspierający rodzącą, który poprze jej prośby i który da jej ten komfort psychiczny, że dzięki niemu zostanie potraktowana jak człowiek.

  36. Magda

    29 września 2013 at 22:13

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Po komentarzach wnioskuję, że w wyobrażeniach wielu osób panuje przekonanie, że mężczyzna będzie wspierał partnerkę patrząc się na rozrywane krocze i litry krwi. A to rzeczywiście straszna perspektywa. Tylko wcale tak być nie musi. Obecnym można być przecież na wiele sposobów – odwieźć partnerkę do szpitala i koczować na korytarzu, pilnować czy personel odpowiednio traktuje rodzącą (i w razie czego interweniować z awanturą), masować w skurczach, podawać wody, czy nawet obserwować rodzącą się główkę. Tak czy inaczej, można być ogromnym wsparciem 🙂

  37. Rafal

    17 listopada 2013 at 05:08

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Ten artykuł jest naprawdę słaby. Pan ma doświadczenia, a przywołuje też dziwne skrajne sytuacje, które ocenia na podstawie domysłów. Dla mnie bełkot starszej daty doktora, któremu najlepiej nie wchodzić w drogę o nic nie pytać, zejść z oczu.

    Szanuje tych co byli przy porodzie i tych co nie byli. Sam byłem i zrobiłbym to jeszcze raz bez wahania, to piękny dla mnie moment co prawda okraszony bólem przyszłej mamy ale dla niej byłem najlepszym wsparciem. Moment narodzin wspaniały, czysta miłość w oczach matki gdy dziecko zostaje położone na jej brzuchu to „magiczna” chwila.

    Zobaczyć własne dziecko w pierwszych sekundach na świecie to też niezapomniane. Łzy poleciały ze szczęścia. Nabrałem dużo szacunku do każdej rodzącej kobiety! Za urodzenie powinno im sie spełniać przynajmniej trzy życzenia.
    Jeśli ktoś ma jakikolwiek wątpliwości co do uczestnictwa to powinin odpuścić.

    Tak jak rożne są gusta i rożne poglądy tak każdy powinien szanować decyzje innych i robić to co uważa za słuszne.
    Pozdrawiam, Rafał

  38. Małgosia

    5 grudnia 2013 at 09:44

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Mój mąż był ze mną podczas porodu. Poród był chyba normalny, bez komplikacji(to nasze pierwsze dziecko). Nie mniej jednak nie wyobrażam sobie być tam bez niego. Jego obecność sprawiła, że nie marudziłam, nie poddawałam się. Teraz natomiast wspominamy bardzo często, gdy po porodzie na sali porodowej spędziliśmy 2 godziny z naszym synkiem, obserwując, jak po raz pierwszy próbuje przyssać się do piersi, jak nieporadnie porusza kończynami… Wiele razy na tej sali dziękowałam mojemu mężowi, że był tam ze mną. Za to, że razem byliśmy przy porodzie naszego dziecka.
    Mąż ma trudny zawód – jest oficerem marynarki handlowej – większość ciąży spędziłam sama, radząc sobie z codziennymi trudami (noszeniem zakupów, pracą zawodową – ponieważ pracowałam do ostatnich dni ciąży, sprzątaniem, reprezentowaniem męża w urzędach itp.) jednak porodu nie wyobrażam sobie bez niego. To było najwspanialsze wydarzenie w naszym życiu. I bzdurą jest, że takie przeżycie rodzi w mężczyźnie niechęć do seksu. Mąż bardzo szybko namawiał mnie na seks (nawet prędzej niż było nam wolno :)). Cały czas mówi o kolejnym potomku 🙂 i także przy kolejnym porodzie chce uczestniczyć.
    Aby uczestniczyć w tym porodzie musiał przedłużyć rejs z 4 do 6 miesięcy (aby móc pobyć 8 miesięcy w domu), ale wg niego to wyrzeczenie było tego warte…

  39. Małgosia

    5 grudnia 2013 at 09:49

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Dodam jeszcze, że śmieszne wydaje mi się wydawanie opinii przez pana doktora 😀 ponieważ (przynajmniej w naszym kraju) lekarz przy porodzie jest ok 10-15 minut (przy samym ‚wychodzeniu dziecka’ i zszywaniu krocza) i wcale nie ma go przez te kilka godzin, gdy nic krwawego się nie dzieje, ale kobieta cierpi z powodu bólu.
    Pewnie takiemu doktorkowi i położnej obecność taty przeszkadza, bo nie mogą robić co chcą, nie mogą być niemili dla rodzącej. Muszą słuchać, co mówi rodząca i jej mąż… a gdy męża nie ma? to można zawsze powiedzieć, że rodząca nie wie, co mówi… że wyciskanie dziecka z brzucha było konieczne (przecież zmiana się kończyła a położna chciała iść do domu jak najszybciej)… Obecność mężczyzny jest niezbędna także z takich ‚pragmatycznych’ przyczyn – by później przez wiele lat nie hodować w domu dziecka-roślinki, by żona nie miała urazu do seksu z powodu koszmarnego porodu…

  40. Miasto Kobiet

    18 grudnia 2013 at 13:31

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Redakcja Miasta Kobiet poszukuje kobiet i mężczyzn, którzy zechcą wciąć udział w dyskusji na temat tego, czy MĘŻCZYZNA POWINIEN BYĆ PRZY PORODZIE CZY TEŻ NIE.
    Jeśli mocno opowiadasz się po którejś ze stron, proszę napisz do nas na miastokobiet@tvn.pl lub zadzwoń pod numer 502-555-156. Czekamy na Twoje zgłoszenie!!

  41. mama z zaliczonym porodem

    22 grudnia 2013 at 23:23

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    Panowie
    Ja mam juz poród ‚rodzinny’ za sobą zakończony cesarka w nerwowej atmosferze bo dziecku tętno zaczęło spadać.
    Ta cała akcja z potrzebą kobiet zebyście byli na porodówce jest zwiazana z tym, że gdy jesteśmy takie grube, ledwo chodzimy i jeszcze nas boli tak że nie umiemy prosic o pomoc, a do tego jesteśmy w obcym miejscu wśród obcych ludzi decydujacych o nas – potrzebujemy wtedy przy nas faceta który zapewni nam takie małe poczucie bezpieczeństwa. Takie przeświadczenie ze w razie czego zrobi awanturę i nie pozwoli zostawić nas na pastwę tego co sie dzieje. To na prawdę nie istotne żebyscie brali udział w przecinaniu pepowiny czy oglądali jak pojawia sie główka. Macie tam być żeby dać swojej rodzinie bezpieczeństwo, a jeśli cos pójdzie nie tak to zebyscie poszli za dzieckiem i przypilnowali co sie dzieje. No bo kto inny ma to zrobić? I jeszcze taka rada – jeśli nie chcecie żeby kobieta sie na was wyładowała emocjonalnie w czasie rodzenia to lepiej nie grajcie na telefonach i ipadach na sali 😉

  42. Pingback: ExpectingBaby, czyli czego się spodziwać, gdy się spodziewacie - aplikacja | tatapad - tatapad

  43. Gabi

    12 czerwca 2014 at 15:19

    VA:F [1.9.22_1171]
    +5

    Popieram zdanie położnika. Trzeci mój poród był najmniej bolesny, najszybszy – rodziłam sama, spokojnie, bez stresu, mimo, iż córka była największym dzieckiem. Dwa poprzednie porody z asystą męża – pierwszy raz bałam się sama, drugi raz On chciał mi towarzyszyć. I te dwa porody były dużo gorsze. Byłam rozproszona, zagubiona, skrepowana (tak, tak!). Położne mocniej skupiały się na mężu niż na mnie.
    jestem przerażona, gdy czytam o doulach itp wynalazkach. Dajmy spokojnie pracować lekarzom i położnym. Niedługo nie będzie dla nich miejsca na porodówce!!!

  44. Marianka

    12 czerwca 2014 at 21:05

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Mój mąż miał nie być przy porodzie jednak stało się troszkę inaczej. W ciąży wykryto u mnie cukrzycę ciążową niestety musiałam brać insulinę 4 razy dziennie. Przed porodem wziełam insulinę zjadłam śniadanie i pojechałam z mężem na porodówkę. Zapytano mnie na przyjęciu o poziom glukozy wynosił wtedy jakoś 113. Dostałam kroplowkę na przyspieszenie i wraz z mężem byliśmy na sali porodowej. Kiedy rozpoczęły się mocniejsze skurcze słabo się poczułam poprosiłam męża o podanie glukometru, męża bo nie było przy mnie w tym momencie położnej. Cukier był na poziomie 50. Mąż szybko wezwał położną i wtedy dostałam dożylnie glukozę. Gdyby nie mąż i jego obecność nie wiadomo co by się stało. Jestem jak najbardziej za tym aby ojcowie byli na porodówce!

  45. Herbaciana

    16 czerwca 2014 at 07:51

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Takie uogólnienia i wnioskowanie na wątłej podstawie naprawdę są zadziwiająco bezsensowne – dziwię się, że komukolwiek chce się to badać, definiować i formułować.

    Po co?
    Przecież co człowiek, to inne potrzeby.

    Rozumiałabym, gdybyśmy żyli w świecie, w którym obecność ojca na porodówce byłaby obligatoryjna. Ale skoro jest dobrowolna, to co tu roztrząsać? Że są mężczyźni, którzy nie są na to gotowi? Ano są, pewnie wielu. Że bywają niewłaściwie przygotowani? Zapewne też wielu. Ale Ci, którzy świadomie podejmują decyzję, przygotowują się do tego, słuchają mądrych porad na szkole rodzenia (np. te, że w II fazie mają stać za głową kobiety, a nie z drugiej strony ;)) – nie mają się czego bać. Ani ich kobiety.

    Nie wyobrażam sobie jak przeżyłabym poród bez męża – choć jego udział by zupełnie dobrowolny, nie naciskałam ani nie oczekiwałam. Co więcej, nie wiem jak kształtowałaby się nasza relacja, gdyby go wtedy nie było. Bo zbliżyło nas to ogromnie, bo bardzo mi pomógł, bo pierwsze słowa jakie powiedział gdy nasza córka przyszła na świat, to „dziękuję, kocham cię”. Nasz związek nie tylko nic nie stracił, ale bardzo wiele zyskał.

    Jest jeszcze inna sprawa – jeśli kobieta rodzi w państwowym szpitalu, wtedy obecność ojca dziecka/douli jest ogromnie ważna, ze względów bezpieczeństwa i spokoju. Bo opieka jest słabiutka, a kobieta jest zostawiona przez większość czasu sama sobie. Wtedy ojciec ma pilnować sytuacji, zwłaszcza jeśli poród się przedłuża. Znam takie przypadki, w których reakcja ojca uratowała kobietę…

    Ale fakt, że taki ojciec musi być dojrzały, odporny i wiedzieć po co przyszedł.
    Nota bene, życzyć można tylko światu, by każdy taki był 😉

    • Cyganeria

      18 lipca 2014 at 13:42

      VA:F [1.9.22_1171]
      +2

      I taka postawa mi się podoba 🙂 grunt to nie zmuszać, bo faktycznie – co człowiek, to inna konstrukcja i czasem może tego nie wytrzymać. Osobiście wygoniłam mojego męża dwukrotnie z sali kiedy zaczynała się II faza, wiem że ma kruchą psychikę, po co zmuszać go do oglądania czegoś tak okrutnego? Czasem sobie myślę że kobieta ma drogi rodne „od spodu” żeby sama nie była zmuszona oglądać tego, co tam się podczas porodu dzieje 😀 ;)W moim przypadku – faktycznie, obecność męża tylko rozprasza, wychodzi ze mnie słabość, jęczę że chcę do domu zamiast się skupić.

  46. Luni

    30 lipca 2014 at 20:15

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Myślę, że mężczyźni odchodzili od swoich kobiet po porodzie nie dlatego, że mieli ‚uraz psychiczny'(troszkę mi to brzmi jak egoistyczna wymówka) tylko dlatego, że związek nie był wystarczająco bliski. Spójrzmy prawdzie w oczy – 90% związków opiera się na przyzwyczajeniu i wymienianiu się pustymi przyjemnostkami, a nie prawdziwej bliskości. Kiedyś mężczyźni własnymi rękoma zabijali i patroszyli zwierzęta, rozłupywali czaszki swoim wrogom(nie żebym popierała) i żadnego urazu nie mieli. Poród to przy tym pikuś.

    A tak z własnego doświadczenia – mój partner był przy mnie cały czas, poród przebiegł cudownie, bez jednego krzyku. To kwestia bliskości i zrozumienia partnera – on wiedział, że chcę żeby był blisko, ale żeby po prostu był, nie mówił do mnie, nie rozpraszał. On wyczuwał czego ja potrzebuję i był moim pośrednikiem ze światem zewnętrznym, bo ja kompletnie „odleciałam”. Miałam jednak z nim umowę przed porodem – że nie będzie patrzył na krew, łożysko i tego typu rzeczy. Ale nie dlatego, że on by nie wytrzymał psychicznie, tylko dlatego, że ja chciałam nadal czuć się atrakcyjna. Po prostu mam swoje granice intymności. Gdy on był obok czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że jest obok ktoś kto mnie zna i rozumie, kto się zajmie naszym synkiem.

    Kobitki jeśli jesteście w stanie całkowicie się rozluźnić przy swoim partnerze, jeśli rozumiecie się bez słów to warto mieć kogoś takiego przy sobie(chociażby po to żeby był obok głos rozsądku). A jeśli nie, to zastanówcie się, czy to naprawdę jest miłość i bliskość, a nie tylko wymiana dóbr i pompowanie nawzajem swojego ego.

    Mężczyźni – mój partner wspaniale wspomina poród. Mógł zobaczyć swojego pierworodnego syna po raz pierwszy i mógł poczuć się prawdziwym mężczyzną i partnerem wspierając mnie. Zastanówcie się, czy jesteście z tą kobietą dlatego, że ją kochacie i cenicie, czy tylko dlatego, że jest piękna, dobrze gotuje i możecie uprawiać seks z nią na zawołanie.

    Wybaczcie moją wylewność 🙂

    • Luni

      30 lipca 2014 at 20:22

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Ah! I jeszcze tak na ostatek. Życie seksualne po porodzie pogarsza się nie dlatego, że mężczyznę nie pociąga już kobieta, tylko dlatego, że 1. nie ma czasu, 2. jak jest czas to się śpi albo je albo w moim przypadku uczy, 3. kobieta nie czuje już seksualnej potrzeby, dlatego, że jej ciało nie byłoby w stanie znieść w tym czasie kolejnej ciąży. Pociąg seksualny wraca wraz z pierwszą owulacją, czyli zdolnością do poczęcia kolejnego dziecka i doniesienia ciąży(i przeważnie jest ogromny, bo biologia pcha nas do zwiększenia szansy przekazania materiału genetycznego). A Panowie uciekają do barów dlatego, że nie czują się na miejscu wychowując tak małe dziecko – w naturze jest to rola kobiety. Co nie znaczy, że naturze zawsze należy ulegać 🙂

  47. Arek_EF

    24 września 2014 at 10:12

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Oj dłuuugo się zastanawiałem czy to dobry pomysł żebym był przy porodzie. Z jednej strony uważałem to za swego rodzaju obowiązek (miły/niemiły? no właśnie to nie było takie oczywiste wtedy), a z drugiej myślałem sobie, że przecież i tak w niczym nie pomogę a może i zaszkodzę, nie wiem zemdleję, rozpłaczę się…ogólnie milion myśli. Ostatecznie zostawiłem tą decyzję żonie bo to jest chyba najistotniejsze – czy takiego wsparcia ona oczekuje. Odpowiedzcie sobie razem na to pytanie i podpowiem – nie ma złej odpowiedzi, nic na siłę bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Osobiście jestem z tego dumny, że byłem na porodzie – nie wcinałem się ale byłem obok a tego oczekiwała moja żona – dzięki czemu czuła się bezpieczniej i była w stanie się zrelaksować a w razie potrzeba byłem jej maskotką do ściskania :). Nagrodą za „odwagę” był dla mnie najpiękniejszy widok na świecie LIVE + pamiątka w HD 🙂

  48. Arek

    4 października 2014 at 16:34

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    Ja byłem na porodzie, ale podczas ostatnich kilkunastu minut siedziałem za takim załomem i w związku z tym nie musiałem oglądać jak wygląda główka

  49. Arek

    4 października 2014 at 16:36

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Ja byłem podczas porodu, ale podczas końcowych kilkunastu minut siedziałem z ścianą działową i w związku z tym nie stresowałem chyba żony i nie patrzyłem się jak główka wychodzi z pochwy. Uważam to za całkiem sensowne rozwiązanie.

  50. Pingback: Poród rodzinny. Ankieta. - Blog ojcowski

  51. Młoda mama

    20 września 2015 at 09:45

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Gdy rodziłam wspierał mnie mój narzeczony (dziś już mąż). Człowiek, który zawsze mówi to co pomyśli i nigdy nie robi niczego wbrew sobie. Sam chciał być ze mną i miał 8 miesięcy żeby podjąć ostateczną decyzję. Pomógł mi podczas porodu, był tłem, nie główną postacią. Chwilami go nie zauważyłam, a gdy był potrzebny pojawiał się z całą pomocą jaką mógł mi wówczas zaoferować. Pomógł również położnej, która nie mogła poradzić sobie z moimi składającym się nogami, przy każdym skurczu. Dziś on opisuje to wydarzenie jako najwspanialsze przeżycie, wspomina ten strach o dziecko i niesamowite bicie serca gdy zobaczył je na mojej piersi. Mówi, że jestem jego bohaterką i wie przez co pprzeszłam dla naszego dziecka. Podczas porodu zerwała mi się chrząstka łącząca spojenie łonowe, wiec przez dwa miesiące musiał się zajmować dzieckiem oraz mną bo nie mogłam nawet siadać. Zniósł to wszystko, a dziś jesteśmy już po ślubie a seks jest lepszy ni niż kiedykolwiek. Dodam tylko, że zanim zaszłam w ciążę byliśmy ze sobą 9 lat, znamy się praktycznie od dziecka.

  52. Dad

    17 lutego 2016 at 13:35

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Idea, że kobieta powinna czuć się komfortowo i nic nie zakłócać jej spokoju jest jak najbardziej prawidłowa, ale zakładanie że na pewno nie będzie z mężem jest totalnie bezpodstawna. Jeśli mąż odchodzi po porodzie to nie była to żadna relacja, rozpadła by się wcześniej czy później. Kobieta powinna rodzić w otoczeniu osob, w których towarzystwie czuje się komfortowo i czuje ich wsparcie. Jeśli mąż nie wykazuje żadnego zainteresowania procesem porodu, jest nieogarnięty i tylko miałby ją denerwować lepiej żeby nie był. Kto chce takiego faceta to druga kwestia. Znam równiez despotyczne matki i fatalne relacje z nimi i podziekuję za taki poród. Drugą kwestia jest to, że lekarze nie lubią osób towarzyszących bo patrzą im na ręce, kiedy kobieta nie zawalczy o swoje prawa.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Czy telefon w ciązy jest zdrowy dla dziecka?

nauczyć dziecko wartości pieniądza
[WIDEO] 10 sposobów by nauczyć dziecko pieniędzy.

O co możesz się nie martwić?

Zamknij