- tatapad - http://tatapad.pl -

Psychoza pokarmowa

Z męskiego punktu widzenia może wydawać się dziwne, jak wielką wagę kobiety przywiązują do karmienia piersią. Bombardowane zewsząd informacjami o tym, jak zdrowo, koniecznie i potrzebnie jest podłączać noworodka do swojego rurociągu, wpadają w panikę, gdy cysterna nie wyrabia się na zakrętach, lub, co gorsza, dojeżdża pusta.

Długo nie mogłem tego zrozumieć. Byłem świadkiem różnych reakcji różnych kobiet na kłopoty z produkcją mleka.  Płacz, rozdrażnienie, depresja, udawanie, że nic się nie dzieje. Tymczasem dla wielu z nich problemy w sferze laktacyjnej urastają do rangi zdecydowanie poważniejszej, niż nam się wydaje.

Oto fragment maila od jednej z Czytelniczek (nie jesteśmy tu sami, Panowie) – pisownia oryginalna:

jestem nie wystarczajaca, nie wartosciowa, zla matka, nie dam mojemu dziecku tego co najwazniejsze, bedzie przeze mnie chore, nie dostanie przeciwcial.

Być może jest to wina nagonki matek, mediów, informacji z otrzymywanych na sali poporodowej ulotek, wypowiedzi położnych, a nawet napisów z opakowania z mlekiem modyfikowanym w proszku. Kobiety mają tak silne ciśnienie na wypełnianie swojej matczynej roli – rozumianej tutaj wyłącznie jako dostarczyciela pokarmu w ilościach hurtowych – że pojawiające się trudności popychają je do desperacji, a jeśli ta nie przyniesie rezultatu – w depresję.

My, mężczyźni, patrzymy na tę sprawę zupełnie inaczej. Dla nas niedostępność golonki to żaden dramat; możemy ją zastąpić stekiem. Dlatego, gdy widzimy, jak wielkim zmartwieniem jest brak mleka w piersiach, nie wpadamy w panikę, nie szukamy w internetach herbat laktacyjnych, cudownych ziółek sprawdzanych przez pokolenia babć i prababć, nie zatrudniamy energoterapeutów i nie wklejamy zniczy na Facebooku. Po prostu jedziemy po proszek i karmimy dziecko butelką.

Myślę jednak, że powinniśmy czasem, wyłącznie w celu udzielenia wsparcia zaliczającej psychiczne niziny kobiecie, spojrzeć na sprawę z nieco innej strony. Spróbuj wyobrazić sobie, ze masz kłopot z hydrauliką (choć to, że tu jesteś, raczej takie kwestie wyklucza), że nie potrafisz podjąć decyzji w kwestii zakupu telewizora, grasz na konsoli gorzej niż twoja babcia, albo że nie jesteś w stanie utrzymać rodziny czy wbić przysłowiowego gwoździa. Jeśli dla ciebie któreś z tych zagadnień może stanowić kłopot w sferze ego – być może zrozumiesz, przez co przechodzi matka twojego dziecka.

Ale karmienie mlekiem sztucznym ma też zalety, o których ogarnięte manią i psychozą matki i cały ekosystem kobiet je wspierających nie mówi. Przygotowaliśmy krótką ściągawkę, której powtarzanie przez tydzień może podnieść na duchu umartwiającą się noworódkę.

Oczywiście możesz też kupić laktator i próbować zbierać pokarm, żeby choć trochę go dla dziecka było. Możesz też karmić kobietę pszenicą (świetnie spisuje się tu ponoć Paulaner, i tzw. pyzy poznańskie, czyli kluski na parze – są w każdym sklepie) – ale czy takie męczenie się, bardziej psychiczne, niż fizyczne, ma sens? Niech twoja partnerka się wyluzuje w wannie z pianą, napije wina, a ty w tym czasie zajmij się dzieckiem.

Jest w takiej sytuacji jeszcze jeden pozytyw, choć pewnie nie aż tak istotny dla niej: hormony dużo szybciej wrócą do normy. To oznacza, że trzeba będzie pomyśleć o metodzie antykoncepcji, bo wróci życie seksualne i – co za tym idzie – płodność, ale przede wszystkim – dobre samopoczucie.