[WIDEO] Narkotyki: jak nie dopuścić do uzależnienia?

9 min.   2   0   Drukuj   Prześlij

Nie jest tak, że można oprzeć się pokusie, którą oferują rówieśnicy. Zarówno nasze obserwacje, jak i statystyka, dowodzą jasno: kontakt z narkotykami będzie miało praktycznie każde dziecko. Prawie każde więc ich spróbuje, być może raz, być może kilka razy. Różnica, jak twierdzą terapeuci, sprowadza się do tego, czy po inicjacji popłynie w temat, czy nie.

Bzikotyki

Znana ludowa mądrość mówi, że łatwiej zapobiegać, niż leczyć. Idą za tym liczby: wyleczenie narkomana, rozumiane jako całkowita abstynencja, kończy się powodzeniem jedynie w 4% przypadków. Ale sprawne działanie rodziców, którzy tak kształtują swoje dziecko, by nie miało potrzeby trwania w narkotykowym otoczeniu, powodzi się nawet w 60% przypadków. Zdecydowanie więc warto zacząć pracę już od samego początku.

Do przygotowania tego artykułu wykorzystaliśmy pomoc kilku warszawskich terapeutów osób uzależnionych. Ze względu na przywoływane przykłady, oraz specyfikę ich pracy, tym, którzy o to poprosili, zapewniamy anonimowość.

Przypadek Adriana, który posłuży nam do ilustracji roli rodziców w uodpornieniu dziecka na uzależnienie od substancji zmieniających świadomość, miał miejsce kilkanaście lat temu i dotyczył rodziny, określanej w środowisku terapeutów jako „skazana na sukces”. Rodzice to zapracowane nazwiska z listy najbogatszych Polaków, więc przed dzieckiem świat stał otworem: studia na Harvardzie, przejęcie rodzinnej firmy.

Nikt jednak nie zapytał dziecka, czy chce wziąć udział w tych zawodach. Dziecko było pozbawione wyboru już od samego początku: nikt się z nim nie konsultował nawet przy sprawie tak trywialnej, jak kolor ścian w dziecięcym pokoju. Dla dziecka oznaczało to jedno: musiał bardzo, bardzo mocno walczyć, by poczuć się zaakceptowanym we własnej rodzinie; osiągać cele, które już na starcie wydawały mu się tak odległe, że, w zasadzie, nie było po co biec.

W tym momencie pojawia się grupa rówieśnicza. Fajnie jest być członkiem grupy rówieśniczej. Akceptują, zapraszają, śmieją się wspólnie, mają podobne zmartwienia. Nie stawiają celów, tylko żyją z dnia na dzień. Gdy pojawia się zioło, piguły albo feta, nawet, jeśli dziecku się nie podobają, zacznie je brać. Bo tak robią wszyscy. Potrzeba akceptacji jest bardzo silna.

Zaczynają się ściemy, kłamstwa, dziwne zachowania. Wspólnie z terapeutami zebraliśmy całą ich listę. Poznawanie bowiem tego, czy dziecko jest uzależnione, na podstawie przygotowanych przez podstarzałych teoretyków w ministerstwach list – zawierających tak odkrywcze obserwacje, jak zaczerwienione oczy, chichot czy gadatliwość – być może jest skuteczne, ale naszym zdaniem, najłatwiej każdemu rodzicowi zwrócić uwagę na niepokojące zmiany w zachowaniu. Koncentrujemy się na maryśce, bo jest z jednej strony powszechnie dostępna, z drugiej – ma status kultowy u sporej części społeczeństwa, a po trzecie, jest w miarę ekonomiczna.

Oczywiście, opisane poniżej zjawiska to ostatni sygnał, by wziąć się wspólnie do pracy; w zasadzie, według jednego z terapeutów, z którymi rozmawialiśmy, jest już wtedy zbyt późno. Dlatego w drugiej części artykułu zawarliśmy syntezę tych wszystkich wskazówek, które możecie zastosować jako rodzice, by do poniższych sytuacji w ogóle nie doszło.

1. Pieniądze znikają z portfela, skarbonki lub słoika z drobniakami. Ostatnio, gdy sprawdzałem, jeden gram maryśki kosztował 30-40 złotych, w zależności od jakości i pochodzenia. Taki gram starcza na dwa, trzy, czasem cztery jointy, a potem pozostaje dojmujące uczucie pustki. Dlatego zaopatrzenie musi być stałe. Stąd potrzeby finansowe. Nie jest to suma zawrotna, ale pomnożona przez codzienną potrzebę zakupową, potrafi wydrenować każdy portfel nastolatka. Dajesz mu pieniądze, by zrobił zakupy, a on wraca z trzema rzeczami i bez reszty. Lepkie ręce to jeden z typowych objawów choroby uzależnieniowej.

2. Nastolatek nagle polubił spacery z psem. Choć wcześniej trzeba było go o to prosić z godzinnym wyprzedzeniem, co pięć minut. Znalazł powód, by co dwie, trzy godziny wyjść z domu, choćby na chwilę. Gibony, czyli jointy, przeraźliwie śmierdzą; tak bardzo, że każdy rodzic wyczuje fakt ich zjarania nawet w kilka godzin później. Dlatego na luzie można je jarać w sporej odległości od rodziców. A cóż lepiej usprawiedliwia konieczność wyjścia, niż wyprowadzenie czworonoga? Nie dość, że jest to czynność powtarzalna, to jeszcze społecznie przydatna.

3. Prowadzi dziwne rozmowy telefoniczne, w których pojawia się dużo slangu. Młodzież myśli, wiem o tym doskonale, bo sam byłem taką młodzieżą, że rodzice nie zrozumieją takich określeń, jak „mój człowiek jest pusty”, albo „muszę podskoczyć do człowieka”, albo „masz jakieś gibsztyle, bo na mieście pustki?” – i tak z reguły bywa. Poszukiwanie towaru to prosty schemat, kilka-kilkanaście (w zależności od zasobności książki telefonicznej) krótkich rozmów, które ograniczają się do jednego-dwóch zdań. Jeśli przyjrzeć się billingom, można z łatwością zauważyć powtarzające się wzorce.

4. Zrezygnował z aktywności, swoich hobby. To znany każdemu, kto z nałogiem miał do czynienia fakt: każda substancja odurzająca daje łatwiejszą, szybszą i pewniejszą przyjemność, niż klejenie modeli, karate czy wylewanie potu na siłowni. W przypadku maryśki pojawia się także syndrom amotywacyjny, który sprawia, że nie chce się absolutnie nic. Po co ma się chcieć, skoro nagroda jest na wyciągnięcie ręki?

5. Często nie odbiera telefonów, które dzwonią po kilkanaście razy. Tłumaczy, że to telemarketing albo znajomi, których nie lubi. Każdy diler z radością da swojemu stałemu klientowi towar „w kredo”, czyli z odroczoną płatnością, a każdy uzależniony, z radością, z takiej możliwości skorzysta. Gorzej jest potem z regulowaniem takich zobowiązań: w końcu towar się skończył, a pieniądze trzeba zwrócić. W sytuacji dylematu, czy oddać, czy kupić kolejną „kulkę” (czyli kilka sztuk zawiniętych w folię i oklejone taśmą klejącą), wybór jest jasny. Rodzi to później konsekwencje w postaci dzwoniących dostawców. Z reguły nie jest to sytuacja niebezpieczna, bo w tym biznesie raczej nie wierci się dziur w kolanach za dług w wysokości 200-300 złotych.

6. Niepokoją go hałasy na klatce schodowej. Często podchodzi do wizjera, by sprawdzić źródło dźwięku. Paranoja jest naturalną częścią zażywania wielu narkotyków. Nieuzasadnione poczucie lęku, prześladowania czy zagrożenia może wydawać się dziwne osobie nie korzystającej z tych uroków życia, jednak dla każdego narkomana jest to chleb codzienny.

7. Ginące wyposażenie, ubrania. Najłatwiejszym sposobem na uzyskanie szybkiej gotowizny jest upłynnienie zalegającego towaru. Zaczyna się od rzeczy drobnych i mniej potrzebnych, takich, które kupią na portalu aukcyjnym. Po jakimś czasie zbędnych ubrań czy biżuterii jest trochę mniej, więc w grę zaczyna wchodzić elektronika: gry wideo, konsole, komputery, komórki. Tu też pojawiają się pierwsze lombardy, w których rzeczy można zastawić i bez konsekwencji nie odebrać. Jeśli rodzice zauważą brak PlayStation, z reguły jest „pożyczona”. Gdy skończy się strumień własnych przedmiotów, zaczyna się sięgać po przedmioty znalezione w domu: srebrna zastawa (której stan sprawdza się dość rzadko), aparat fotograficzny czy kamerę, odpalaną tylko w wakacje.

8. Ma do szkoły na później. Na tyle później, ze nie pamiętasz, kiedy ostatnio stawił się w niej o ósmej rano. Z reguły czas rozpoczęcia zajęć podaje ci taki, byś już dawno był w pracy. W ten sposób można zostać w domu, pograć w najnowszą część ulubionej gierki, obejrzeć serial czy film, obficie okraszając to dymem z maryśki. Aż chce się żyć, nie umierać.

9. Inni jarają więcej, a w ogóle to dmuchali na mnie. Gdy już na jaw wyjdzie fakt palenia, należy tak odwrócić sytuację, żeby w żadnym wypadku nie być jedynym, najgorszym. Dlatego sprzedaje się kolegów, jako jeszcze większych narkomanów; tłumaczy się, że społeczny status używki jest wręcz nobilitujący dla zażywającego, a poza wszystkim, to dzieciak się nie zaciąga. Po jakimś czasie stanie się gorącym orędownikiem legalizacji, tłumacząc, ze każdy powinien mieć możliwość wyboru – czy chleje, czy jara, czy wciąga. Być może tak jest; żadna z tych rzeczy w umiarze nie jest zapewne superszkodliwa, niemniej jednak każdy -izm jest niewskazany: czy to kokainizm, morfinizm, alkoholizm czy uzależnienie od pozornie niegroźnej marihuany.

10. Agresja na głodzie. Życie na trzeźwo jest przeraźliwie wprost nieznośne, a każda chwila rozłąki z ukochaną substancją ciągnie się niczym miedziak, o którego kłócą się Szkoci. Ten nieznośny stan nieodurzenia sprawia, że człowiek staje się opryskliwy, nieprzyjemny, agresywny. Bardzo, bardzo niezadowolony. Może się budzić tak potężnie poirytowany, że rodzice odruchowo schodzą mu z drogi.

W drugiej części artykułu – o tym wszystkim, co możesz zrobić, by do narkomanii dziecka nie dopuścić.

Poprzedni1 / 2Następny

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Komentarzy: 2

  1. Krzysiek

    26 stycznia 2013 at 00:00

    VA:F [1.9.22_1171]
    -1

    Wszystko ładnie, pięknie… ale punkt ósmy? Nie dość, że „ćpun” (wiadomo, marihuana to największe zło tego świata), to jeszcze pewnie w swoich najnowszych „gierkach” trenuje jakąś masakrę w szkole albo inny zamach na lotnisko. Ech…

    • Michał

      26 stycznia 2013 at 00:20

      VN:F [1.9.22_1171]
      +1

      Marihuana nie jest największym złem tego świata. Obaj wiemy, że jej szkodliwość przy stosowaniu z rozsądkiem przypomina szkodliwość piwa. Ale potrafi też wciągnąć na dobre, i tego, jako ojciec, już bym się obawiał. A co do gier, nie wyciągałbym aż takich wniosków, jak Pan – choć domyślam się, skąd się wzięły – jestem graczem, gram od 7. roku życia (Atari, ZX80) aż do dziś i żadnej masakry nie planuję 🙂

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
TataSpot: Lista miejsc przyjaznych Ojcu z Dzieckiem

14 lat w 4 minuty: ojciec uwiecznił jak córka rośnie [WIDEO]

dziecko i pies
Dziecko i pies – 10 zasad bezpiecznego współżycia w domu

Zamknij