Na zakupy z dzieckiem? Tak, uszczęśliwisz je (i rozwiniesz) – dowodzi badanie

4 min.   1   0   Drukuj   Prześlij

Z męskiej perspektywy trudno o coś mniej ekscytującego, niż chodzenie za kimś i doradzanie w zakupach; szczególnie, gdy ogranicza się to do odnoszenia rzeczy z przymierzalni i wymiany kiecki na rozmiar większą. Jest całkowicie niezrozumiałym, jak to możliwe, by z tych wszystkich wiszących na wieszakach rzeczy móc w miarę sprawnie wybrać coś, na czym warto skupić dłużej uwagę. Pewnie dlatego na myśl o zabraniu biegającego niemowlaka na zakupy większość z nas ma skojarzenia podobne do odbierania poleconych ze skarbówki.

Spodziewamy się bowiem, że zamiast wędrówki między kolejnymi handlowcami będziemy zmuszeni do ciągłej korekty zachowania coraz bardziej zniecierpliwionego dziecka. Że spotka nas bunt, niezadowolenie i pośpieszny powrót do domu. To do pewnego stopnia prawda. Ta jednak ma także drugą stronę. Według naukowców, doświadczenia wspólnego chodzenia po sklepach z rodzicami są w dużej mierze korzystne dla rozwijających się głów. Zakupy z dzieckiem dają niemowlakowi dużo więcej, niż myslisz.

Interakcje pomiędzy rodzicem a dzieckiem, które mają miejsce w trakcie zakupów, pomagają rozwijać najmłodszym umiejętności społeczne. Dowiedziono także, że uszczęśliwia – i to nie dorosłych – nawet, jeśli nie zauważasz objawów eksplozji radości na samym początku.

Badanie, na które powołujemy się w powyższych akapitach, zostało przeprowadzone wspólnie przez Uniwersytet Oksfordzki wraz z Open University. Rezultat zaskoczy niejednego ojca: wyprawy do centrum handlowego mają tak samo korzystny wpływ na rozwój dziecka, jak rysowanie, malowanie czy zabawa klockami.

Bez dwóch zdań jest także jasne, że wizyta w galerii, mallu, shopping centrze czy nawet na zwykłym bazarze jest korzystniejsza od telewizji. Ale naukowcy ustalili także, że mniejsze wrażenie na rozwijającym się mózgu nieletniego wywierają także… książki!

Do takich wniosków skłoniły pracowników wyżej wspomnianych uniwersytetów analizy ankiet finansowych, wypełnianych przez Niemców. Sprawdzano w nich, jak wygląda typowy plan dnia ośmiuset rodziców dwu- i trzylatków. Najwyższe poziomy zadowolenia pośród dzieciaków miały te, które brały udział w zajęciach dodatkowych – związanych ze sztuką czy modelarstwem – oraz w rodzinnych zakupach właśnie.

Oczom profesora Paula Ananda oraz doktora Laurence’a Roope’a ukazał się obraz, którego nigdy by się nie spodziewali: otóż im częściej dzieci chodziły do sklepów, tym gwałtowniej wzrastał ich poziom szczęścia. Ktoś mógłby stwierdzić, i pewnie nie bez powodu, że mogło to być efektem wrzucania do koszyka także zabawek czy słodyczy – ale w ten sposób nie da się wytłumaczyć mierzalnego wzrostu, w porównaniu do dzieci nie biorących udziału w takich aktywnościach, innych wykorzystywanych codziennie umiejętności: od rozmowy, poprzez analizę, na wyznaczaniu celów skończywszy.

Wydaje się, że największą korzyść dzieci odnoszą ze zmieniającego się wystroju wnętrza każdego z odwiedzanych sklepów. Ma to wpływ na ich zdolności ruchowe i społeczne w większym stopniu, niż uważane za rozwijające aktywności, wykonywane indywidualnie. Malowanie czy wyklejanie rzadko odbywa się przecież w grupach. I choć czytanie oraz słuchanie bajek generują naprawdę wysoki poziom zadowolenia, dzieci zostawione samym sobie z telewizorem, a nawet z książką, mogą dużo stracić.

Wyprawy na zakupy sprawiają, że dzieci otrzymują dawkę bodźców wzrokowych, bo są wyprowadzane z domu do nowego środowiska. Ponadto, spotykają inne rodziny, a tu zaczynają się przydawać zdolności społeczne. No i, nie zapominajmy, sklep to świetne miejsce by po prostu… pobiegać,

podsumowuje profesor Anand. Badacze zamierzają teraz sprawdzić, czy ich odkrycie sprawdzi się także w przypadku dzieci starszych, a my, w między czasie, spójrzmy łaskawszym okiem na nasze galopujące między półkami, rozpędzone, dwunożne istoty jaskiniowe.

 

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Jeden komentarz

  1. Kapitan

    11 kwietnia 2014 at 21:43

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    no, ciekawe, ciekawe… żeby tylko żona nie przecyztała 😉

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
[WIDEO] 5 największych lęków przyszłych ojców

Objawy boreliozy: możesz nie wiedzieć, że ją masz.

20 pomysłów, które usprawnią bycie rodzicem

Zamknij