To wina kobiet, że jesteśmy leniwi

6 min.   11   0   Drukuj   Prześlij

Lazy1

Jeśli kobieta gra w The Sims, pieczołowicie mikrozarządza każdą sekundą, którą spędza jej wirtualna rodzina. Wszystko jest zaplanowane, a kliknięcia dorównują szybkości koreańskim mistrzom StarCrafta.

Natomiast mężczyzna, jeśli w ogóle do tej gry dla dziewczyn usiądzie, to swojemu dziecku kupi dwie najdroższe zabawki (przy okazji cheatując, żeby mieć więcej kasy) żeby zajmowało się sobą samo – i ruszy topić sąsiadów w basenie, albo podpalać kuchnię z gośćmi zamkniętymi w pomieszczeniu bez drzwi.

Taka jest właśnie między nami różnica, i jest całkiem prawdopodobne, że kobiety nas nieświadomie wspierają w robieniu z siebie kanapowego leszcza, niezdolnego wstać do płaczącego dziecka, gdy akurat w telewizji lecą derby Mediolanu, Madrytu, Kalisza czy nawet telezakupy (sprawdź tego nowego spreja do malowania, oczu nie można oderwać).

Przeczytałem ostatnio w internetach artykuł, który we fragmentach poniżej przytoczę. Potwierdza on  moje i twoje przypuszczenia, dotyczące udziału matki i ojca w wychowywaniu dziecka. Choć ostatnio mężczyźni mają znacznie większe, niż kiedyś, ambicje by potomstwem się zajmować – mają na swojej drodze czynniki obiektywne, a z czasem zapominają o powziętym zobowiązaniu by być jeszcze lepszym ojcem niż stary Batmana i traktują zajmującą się rodziną kobietę, najczęściej również pracującą, jako źródło energii odnawialnej i nieskończonej.

Zobaczcie zresztą sami.

Możemy obwiniać naturalne odruchy opiekuńcze kobiet, i naturalne dążenia mężczyzn do zapewniania bytu rodzinie. Moim zdaniem to gówno prawda. Uważam, że powodem, dla którego ojcowie nie wkładają tyle wysiłku co my w obowiązki rodzicielskie, jest to, że zbyt szybko ich w tym wyręczamy. Przestajemy wymagać, a potem mamy pretensje.

Ostatnio byliśmy na wyjeździe z rodziną mojego męża, który przez tydzień poświęcił więcej czasu naszym rocznym bliźniakom, niż kiedykolwiek wcześniej. Był wykończony ganianiem za dziećmi w domu, w którym nie było żadnych zabezpieczeń. Na własnej skórze przekonał się, ile to kosztuje wysiłku – to, co ja robię prawie każdego dnia, tydzień w tydzień. Musiał mierzyć się ze wszystkim: poskręcanymi przewodami zasilającymi, przewracającymi się do tyłu krzesłami, ogromnym psem, kamiennymi schodami. Ilekroć wykonywał którąś z tych czynności, pełni litości domownicy sugerowali, żeby sobie odpoczął. Dziękuję wam bardzo, moi drodzy krewni, rozumiem, że nie mielibyście nic przeciwko temu, by on zniknął, a ten horror spadł na moje barki.

Ale mąż rzeczywiście był wykończony. Nie był przygotowany na tę ilość wysiłku, która musiał włożyć w obsługę dwóch jednakowych trąb powietrznych, z których każda jest bardzo absorbująca, a dwie – wydają się nie do okiełznania. Ponieważ nie zajmuje się tym na co dzień, nie był przygotowany na to, co go czekało. A gdy tylko zaczęło mi się wydawać, że to go przerasta i zaczyna irytować, instynktownie chciałam go przed tym osłonić, zamieniając się w mamuśkę nie tylko dla dzieciaków, ale i dla męża. Też mu sugerowałam, żeby poszedł w kimę gdy dzieciaki na chwilę zamknęły oczy. Chciałam, żeby obejrzał sobie mecz z bratem, a ja z innymi kobietami zajęłybyśmy się dziećmi. Bardzo zależało mi na tym, żeby czuł się wypoczęty i zadowolony.

Co zdarzyło się później? Zamieniłam się we wściekłą sukę – błyskawicznie wybuchającą, męczącą, docinającą. „Może byś przygotował butelki? Co tak stoisz?! Podnieś go, bo płacze! Też jestem zmęczona, też jestem zmęczona!” Zaczęłam siebie nienawidzić. Ty pewnie też straciłeś do mnie sympatię. Pewnie dlatego, że takie sceny znasz aż za dobrze z codzienności.

Ale przecież każdy facet doskonale wie, jak zmienić pieluchę, podgrzać kolacje, podnieść dziecko, które upadło. Czyta mu książki, pilnuje, by nie wkładało palca do gniazdka z prądem i usypia. Rzecz w tym, że rzadko im na to pozwalamy. I to z kilku powodów.

Po pierwsze, wydaje nam się, że facet robi wszystko źle. Nie robi tego w ten sposób, w który robimy to my, więc instynktownie obawiamy się, że – zamiast pomóc – zaszkodzi. I choć za każdym razem, gdy zostawiam dzieci z ich ojcem – nawet na kilka dni – cała trójka uchodzi z życiem – nawet, jeśli dwie trzecie ekipy nie zażyje w tym czasie kąpieli. Kto by pomyślał.

Po drugie, wiele kobiet próbuje chronić swoich mężczyzn. Uważamy, że lepiej zniesiemy niewygody związane z rodzicielstwem, więc robimy wszystko, by faceci nie musieli przez nie przechodzić. Boimy się, że może to skutkować zniechęceniem i żalem z powodu podjętych o dzieciach decyzji. Dlatego, gdy dziecko jest marudne albo chore, niektóre z nas wyganiają swoich facetów do kumpli, na piwo, do gier na konsoli czy oglądania meczu w telewizji. A potem, widząc takiego pana i władcę z nogami na stole, który nie tylko ogląda telewizję nie niepokojony niczym, ale w dodatku bawi się telefonem – trafia nasz szlag. To typowa kobieca dwoistość komunikacji: mówimy „rób co chcesz”, ale chcemy, by chciał robić to, co chcemy, by robił. W tym wypadku oczekujemy komunikatu: „Skarbie, wyglądasz na zmęczoną. Zamiast popijać zimnego browca, nakarmię dzieciaki, a ty w spokoju się wykąp”. Oczywiście, facet, który słyszy: „rób co chcesz”, robi, co chce.

Ciąg dalszy tekstu na kolejnej stronie.

Poprzedni1 / 2Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Komentarzy: 11

  1. Małgosia

    11 marca 2013 at 18:04

    VA:F [1.9.22_1171]
    +1

    Kompletnie nie mogę się z tym zgodzić! Mój mąż nie leni się ani przez sekundę… Co czasem bywa drażniące lecz bardzo mobilizujące i motywujące.

    • Cyganeria

      16 sierpnia 2014 at 22:21

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Też miałam taką sytuację, mąż udzielał się aż za bardzo. Z tym, że to był pierwszy mąż.

  2. Kahzad

    17 marca 2013 at 19:00

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    So fuckin’ true!

  3. Pamela

    12 maja 2013 at 20:27

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    Bzdura!

  4. ewa

    13 czerwca 2013 at 21:21

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    nieprawda

  5. Kamila

    31 lipca 2013 at 10:02

    VA:F [1.9.22_1171]
    +7

    Za szybko wyręczamy tatów w tym, o co same ich prosimy? Hmmm… Mam zatem pytanie: czy proszenie od dwóch miesięcy tatka, żeby obniżył dziecku dno łóżeczka to długo czy króko?

    • mam_ona

      17 sierpnia 2013 at 08:26

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      2 miesiące proszenia? Może najwyższy czas zacząć WYMAGAĆ?

  6. mam_ona

    17 sierpnia 2013 at 08:24

    VA:F [1.9.22_1171]
    +3

    Jasne, ze prawda. Na dodatek mało odkrywcza. Od dłuższego czasu przekonuję o tym swoje znajome. Idzie jak po gruzie. „Bo ukochany nie potrafi”. Bzdura. Wygodny jest, ot co.

    • Cyganeria

      16 sierpnia 2014 at 22:26

      VA:F [1.9.22_1171]
      0

      Może nie wygodny, tylko nie nauczony. A my w tej nauce faktycznie nie pomagamy… Przecież on nawet nie wie jak dziecko złapać tak naprawdę! Najczęściej tak bywa. Szkoda tylko że w rozmowach z kolegami wychwala swoje dzieci pod niebiosa nie mając z nimi zbyt wiele do czynienia.

  7. Cyganeria

    18 lipca 2014 at 13:23

    VA:F [1.9.22_1171]
    +2

    A moim zdaniem racja. Dopowiedziałabym jeszcze że moim zdaniem nie chcemy tatków zbytnio angażować bo jesteśmy zbyt dumne – wiem z własnego doświadczenia jak boli kiedy usłyszysz: „po pracy jeszcze muszę sobie sam obiad ugotować!”, nieważne że byłam tydzień po porodzie, z dwójką małych dzieci (starszy dwa lata).

  8. Yogmelka

    9 marca 2015 at 07:57

    VA:F [1.9.22_1171]
    0

    Czytałam coś podobnego http://www.kobiecybialystok.pl/jak-zachecic-meza-do-majsterkowania/ ale ten tekst bardziej do mnie przemawia, bo proponuje faceta motywować, a nie obarcza nas winą za jego lenistwo.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

banner
Przeczytaj inne:
Bezpieczna pierwsza choinka dziecka – 10 sposobów

Zakrztuszone dziecko: pierwsza pomoc [WIDEO]

Smoczek, który odmieni twoje życie.

Zamknij