5 horrorów czyhających na ojca

7 min.   5   0   Drukuj   Prześlij

horror0.jpg

Niewyspanie, zmęczenie, zaburzone przepływy finansowe – to wszystko może spotkać świeżego ojca, uczącego się swojej nowej roli społeczej. Ale jest kilka spraw, których nie pokazują filmy o byciu rodzicem, a które z pewnością ci się przytrafią. Jako, że byłem tam i robiłem to – z moją dwójką najwspanialszych dzieciaków na świecie – pozwól, że przygotuję cię na najtrudniejsze, z czym będziesz miał do czynienia w pierwszych dwóch latach życia jako protoplasta.
horror2.jpg

1. Krwawiące podwozie

W filmach sprawa wygląda zawsze tak samo. Dziecko zaczyna płakać, a nieświadomy – bo niewyszkolony – rodzic próbuje ustalić problem. Po kilku próbach karmienia i kołysania, bierze głęboki wdech – jego twarz przybiera wyraz właściwy dla miłośnika Chopina na koncercie Feel, a dla widza wszystko staje się jasne. Pojawia się scena chaotycznej szarpaniny, po której dziecko wymazane talkiem i kremem na odparzenia ma nową pieluchę, a ojciec – sprzątanie, któremu nie podołałby nawet Herkules szkolony u Augiasza.

To, czego filmy nie pokazują, jest jeszcze gorsze.

Nadejdzie bowiem dzień, na który nie przygotuje cię nawet kontrola z urzędu skarbowego, połączona z wizytą straży miejskiej w sprawie odbioru zdjęć z podróży, poprzedzone trzykrotną próbą znalezienia wolnego miejsca w klubokawiarni w piątek wieczorem na placu Hipstera. Tego dnia dziecko postanowi wyrzucić z siebie 20 ton toksycznego odpadu, w porcjach po 100 kilogramów co 10 minut. Niezależnie od tego, jak często będziesz zmieniał pieluchę, skóra dziecka będzie w ciągłym kontakcie z kupą i sikami, co w połączeniu z ciągłym wycieraniem tego samego obszaru ciała podczas każdej konserwacji podwozia doprowadzi do szybkiego zdarcia skóry.

Wkrótce będziesz miał do czynienia z zagrożeniem biologicznym trzeciego stopnia.

Dziecko zacznie płakać, ty chwycisz z prędkością błyskawicy sprzęt czyszcząco-konserwujący, zdejmiesz pieluchę i osłupiejesz z przerażenia. A twoje serce przepełni trwoga. Przed oczami będziesz miał pokrytą strupami i kupą ranę, z której będzie ciekła krew. Jej długość przerazi nawet ministra transportu: zacznie się na wysokości organów płciowych, a skończy gdzieś w okolicy łopatek.

Jeśli zapamiętałeś cokolwiek ze szkolenia wojskowego (albo lekcji przysposobienia obronnego), sięgniesz po chustę trójkątną (niepotrzebnie), dreny (nieskutecznie) lub karetkę pogotowia (nie przyjadą). Zaczniesz zastanawiać się, jak z tej sytuacji wybrnąć w sposób, który nie spowoduje jeszcze większych uszkodzeń. Nie miej złudzeń: ta sytuacja jest tak powszednia, że opłacany z budżetu państwa personel medyczny w najlepszym wypadku cię wyśmieje, jeśli w ogóle zacznie słuchać. Jeśli myślisz, że z prywatną służbą zdrowia będziesz miał więcej szczęścia, spróbuj: okaże się, że przepiszą ci ten sam krem, którego już używasz. Ten, o którym wiesz, że nie działa.

Najdelikatniej jak umiesz, spróbujesz oczyścić cały obszar, nie zwracając uwagi na krzyki dziecka, które z pewnością będą słyszalne w całej dzielnicy. Zaaplikujesz krem, który – jeśli wierzyć reakcjom dziecka – będzie składał się z siarki piekielnej wymieszanej z opiłkami metalu. Spróbujesz więc sięgnąć po absolutnie desperacki środek, jakim będzie nie zakładanie pieluchy i pozwolenie pupie oddychać świeżym powietrzem.

Za dziesięć minut będziesz pytał na fejsbuniu o najlepszy sposób na usunięcie dwójki z dywanu, w nadziei, że odpowiedzą ci bardziej zaawansowani stażem rodzice – lub kumple, których życiowym hobby jest picie na umór.

Nie przejmuj się jednak: ta sytuacja będzie się powtarzała co kilka tygodni, do czasu, gdy dziecko wyjdzie z pieluch.

horror1.jpg

2. To musi być krwotok wewnętrzny!

„Dobry Boże, dziecko, coś ty zeżarł?!” – zapytasz z przerażeniem, odpinając pieluchę i widząc coś, co w żadnym wypadku nie powinno tam się znaleźć. Choć każdy ojciec, nawet ten, który do dziecka zbliża się tylko na gwiazdkę i urodziny, wie, że kupa może wyglądać na tysiąc sposobów, nikt nie spodziewa się znaleźć tam hiszpańskiej inkwizycji.

Jedna z najkoszmarniejszych przygód związanych z ojcostwem przydarzyła mi się, gdy mój syn miał rok. Raport sytuacyjny stanowił, że wszystko gra. Zero płaczu, gorączki, jakichkolwiek objawów, które powinny zaniepokoić ojca. Ale w jego kupie znalazłem mnóstwo krwi. Ciągnęła się niczym wstęgi, ciemna, purpurowa. To była krew z pewnością, w dodatku w przedziwnej postaci poskręcanych niczym DNA lub lód z automatu nici.

Od razu zadzwoniłem do szpitala. Izba przyjęć, o dziwo, kazała z dzieckiem jechać. Zapakowaliśmy się więc na co najmniej dwudniową wizytę, pełną badań, strzykawek, wenflonów i przerażonego dziecka. Gdy pakowałem małego do nosidła, poczułem, że wyjście się nieco opóźni.

Wyjąłem więc z torby akcesoria konserwacyjno-czyszczące, zdjąłem pieluchę i po raz kolejny tego dnia zamarłem. Z jednej strony, poczułem ulgę, z drugiej – zmieszanie. Tym razem krew była zielona, wyglądała, jakby dzieciak zeżarł kosmitę. To, co było niezmienne, to jej postać – poskręcane nici. Zielone, jakby pieluchę wcześniej nosił potomek Hulka, albo władze PSL-u.

Zanim moje domysły zaczęły biec w jakąkolwiek możliwą stronę, moja ówczesna żona skończyła przetrząsanie pokoju dziecka. Pojawiła się w drzwiach łazienki z dwiema do połowy zjedzonymi kredkami: zieloną i karmazynową. Już miałem ją spytać, dlaczego w takiej sytuacji postanowiła zjadać kredki, gdy dotarło do mnie prawdziwe znaczenie tego, co widziałem.

Kredki, jak się okazuje, roztapiają się w układzie trawiennym dziecka, ale nie są wchłaniane. Jeśli więc zastanawiasz się, dlaczego rodzice wymieniają się tyloma uwagami na temat tego, co produkują od spodu ich dzieci, to właśnie dlatego, że kupa jest najpewniejszą oznaką zdrowia bądź choroby. Jeśli jesteś rodzicem, to wiesz, że raz czy dwa – a może i częściej – i tobie również zdarzało się poruszyć ten temat w rozmowie.

Kupa dziecka będzie przez kilka pierwszych lat jego życia częstym przedmiotem dyskusji. Zżyjesz się z nią. Będziesz komunikował na jej temat, co gorsza, nawet wtedy, gdy będziesz święcie przekonany, że rozmawiasz o czym innym. Na pytanie „co u ciebie?” będziesz mówił: „spoko, zieleń, stan skupienia pięć na dziesięć”.

Na następnej stronie: ciąg dalszy niespodzianek, które stoją na twojej ojcowskiej drodze.

Poprzedni1 / 3Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Maciek Rolecki

Komentarzy: 5

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*