Czy klapsy szkodzą? [WIDEO]

4 min.   1   0   Drukuj   Prześlij

spank2

Nie rozumiem, dlaczego w porządku jest to, że dorosły bije dziecko, a nie jest, gdy dorosły bije kogoś zbliżonego do niego rozmiarem,

pyta profesor socjologii z Uniwersytetu w New Hampshire, Murray Straus.

Były setki przypadków, gdy nie zgadzałem się z poglądami moich kolegów, ale to nie znaczy, że zdejmowaliśmy okulary i szliśmy wymierzać sobie solówki czy dawać klapsy.

Dorosłego zresztą chroni cały system prawny. Uderz mnie, a jeszcze dziś usłyszysz mojego prawnika w słuchawce. Dziecko nie ma takich możliwości. Choć kodeks rodzinny, ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i kodeks karny definiują stosowne pojęcia, w praktyce rzadko zdarza się, by dzieci dzwoniły po pomoc – szczególnie, że alternatywą od nadużywających przemocy rodziców jest placówka opiekuńcza lub rodzina zastępcza.

W przypadku klapsów sporadycznych dziecko nie może zrobić nic. A interweniujący w dobrzej wierze ludzie obcy (tacy, jak np. sąsiedzi) nie moga wiele – najwyżej przyjdzie patrol z interwencją i zapewne skończy się na zapisaniu kilku linijek „raportu” w kajeciku funkcjonariusza.

Społeczne przyzwolenie na takie metody powoduje także powszechne poczucie panujące wobec dorosłych, ktorzy byli bici w dzieciństwie. Sprowadza się ono do zdania „dostawałem klapsy, i co z tego? Wyrosłem na porządnego człowieka”. Strauss ma na to odpowiedź: nawet najlepiej funkcjonująca jednostka społeczna nie może sobą świadczyć o całej populacji.

Eksperci prześcigają się także w cytowaniu opasłych tomów prac naukowych, które łączą klapsy z kłopotami natury psychicznej, takimi, jak depresja i szerokim spektrum zachowań antyspołecznych – które w konsekwencji mogą doprowadzić dziecko za kraty. Oczywiście, nie każde bite dziecko kończy w odosobnieniu – tak samo, jak nie każdy palacz umiera na raka płuc.

Oprócz lekcji odebranych w dzieciństwie, jest jeszcze jeden powód, dla którego rodzice dziś sięgają po klapsy: to w sposób bardzo szybki powstrzymuje dziecko od robienia tego, czego robić nie powinno.

Pamiętam dzień, w ktorym moje dziecko nie słuchało żadnego polecenia, biegało, krzyczało, wywracało doniczki, dostało więc klapsa i zostało odesłane do pokoju,

opowiada cytowany wcześniej Łukasz. Szok, spowodowany klapsem, połączonym z odosobnieniem, sprawił, że wszyscy odzyskali spokój. Jak twierdzi Lawrence Philip, autor książki „W obronie klapsa”, jest to metoda, którą cechuje wysoka skuteczność, błyskawiczoność, ale przede wszystkim – która umożliwia wymierzenie krótkiej, bo trwającej zaledwie kilkanaście sekund kary, a potem szybki powrót do normalnych relacji rodzica z dzieckiem. Tych cech pozbawione są takie działania, jak wysyłanie dziecka na banicję czy odbieranie mu dostępu do komórki czy telewizora.

Nawet rodzice, którzy – tak jak ja – są zdecydowanymi przeciwnikami klapsów, muszą przyznać, że jest to metoda o bardzo wysokiej efektywności, powstrzymująca dzieci przed robieniem rzeczy niebezpiecznych. Zaznaczam: nie stosuję jej bez przerwy, ani nawet raz na tydzień, ale są sytuacje, w których jestem przekonany do jej stosowania. Najczęstszymi sytuacjami, w których polscy rodzice ją dopuszczają, są przypadki w ruchu drogowym (dziecko wybiegające na jezdnie na czerwonym świetle), a także wokół przedmiotów AGD (czajnik z wrzątkiem na przykład). To sytuacje, w których nie ma czasu na dyskusje, jak na łodzi: zamiast prosić Ekscelencję Księcia, by uchylił głowę przed bomem podczas zwrotu, po prostu krzyczy się „Głowa!”.

Dołącz do nas na Facebooku

Pliniusz

Jestem ojcem 8-letniego syna i 6-letnich bliźniaczek. Bywało ciężko, ale było warto.

Jeden komentarz

  1. Pingback: Depresja poporodowa: częściej dotyka młodych ojców - badanie [WIDEO] | tatapad - tatapad

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


*