Ojciec – gracz, czyli jak uratować hobby, gdy obowiązków przybywa

5 min.   0   0   Drukuj   Prześlij

3. Rzeczy nieodpowiednie w grze mogą być głęboko schowane

gamerdad4Szybko okazuje się, że bycie grową policją ma znikomy sens, a twoje granie będzie wymagało, byś zajął się prawdziwym, wymagającym, odpowiedzialnym wychowaniem dziecka. Nie wystarczy bowiem schować sprzętu do sejfu i od czasu do czasu przemywać dzieciom oczu mydłem.

Gry powinieneś traktować tak, jak traktujesz telewizję. Gdy moje dzieci oglądają cokolwiek, robią to w pomieszczeniu, w którym mogę je nadzorować. Kiedy pojawiają się nieodpowiednie sytuacje, mam szansę, by im to i owo wyjaśnić.

Mój kumpel Curtis właśnie w takim momencie postanowił samemu zagrać w drugą część „Fable”.

Z początku gra wyglądała zupełnie, jak produkt dla dzieci: kreskówkowa grafika (jak na pudełku), i trochę porządnego humoru. Była całkiem zabawna, ale nie sprawiała wrażenia niczego niebezpiecznego.

Po chwili jednak urucomiły się pierwszy przerywnik filmowy, w którym główny bohater – jako sześciolatek – został postrzelony w klatkę piersiową, po czym wypadł z samego szczytu zamkowej wierzy. Dziecko, które to oglądało wraz z ojcem, zachwyciło się: „uwielbiam ten moment”.

Curtis opowiada, jak spojrzał na swoje dziecko w kompletnym osłupieniu. Dalej było tylko ciekawiej: „czy zmieniłeś już imię swojego psa? Możesz to zrobić, wybierając ikonę obroży”, poradził syn. I zapytał: „czy dotarłeś już do tego miejsca, gdy musisz słuchać próśb i błagań głodującego gościa przez trzy minuty?”

Tak, ten antyspołeczny fragment faktycznie istnieje w grze – jak okazało się później. Gra naprawdę odlicza czas, a celem gracza jest odłożenie pada i słuchanie, przez trzy minuty, patrząc w oczy biedaka błagającego o życie, i nie robienie niczego. Siedzisz i słuchasz. Takich momentów jest dużo więcej: transwestyta w jaskini, w której napotykasz na naprawdę niepokojący widok – martwe dziecko w kołysce. Szkielet. Ubranego trupa. Z wielką czaszką.

Już od samego słuchania o tej sprawie przechodzą człowieka ciarki po plecach. W jakim wieku jesteś gotów na takie widoki? Przysięgam, patrząc na opis (i screenshoty) poczułem się jeszcze gorzej, niż oglądając seks-taśmę Frytki.

Takie akcje łatwo pominąć: jeśli jest to po prostu dekoracja świata gry, kamera jej nie pokazuje. Rodzic łatwo może to przeoczyć, a dziecko – które ma więcej i czasu, i ciekawości – z pewnością na nią natrafi.

Gdybyś nawet grał w każdą grę przed swoim dzieckiem, żeby wydać swoją pozytywną opinię (lub usunąć wszelkie ślady w miejscu daleko poza zasięgiem rąk syna czy córki), łatwo będzie ci przeoczyć zużyte kondomy, seks grupowy, gości, którzy przebierają się w damskie fatałaszki, martwe dzieci w kołyskach, i pewnie wiele innych rzeczy, z których każda opowiada jakąś makabryczną historię.

Jeśli czegoś jednak nie zauważysz, z pewnością opowie ci o tym twoje dziecko.

4. Wszystko, bowiem, jest kwestią rozmowy

gamerdad2Takie rzeczy nie zdarzały się w starych, dobrych czasach. Nie było tak rozbudowanych światów, a jeśli gra była krwawa, wiedziałeś o tym od początku; ba, często był to główny powód dla którego ją przegrywałeśściągałeś. Nie było rozmów rodziców z dziećmi, gdy przyszedłeś ze szkoły z Wolfensteinem na trzyipółcalowej dyskietce. Nie było ich, gdy mordowałeś cywili i burzyłeś budynki w Syndicate. Ba, nie było ich, gdy z głośników (jeśli miałeś kartę dźwiękową) dobiegał głos „Finish him!” narratora z Mortal Kombat.

Gry, w których się strzelało, wykorzystywało ludzi, prowadziło rabunkową gospodarkę wobec poddanych, były dużo prostsze. Nie było tam kondomów, grupowego seksu i martwych niemowląt w kołyskach. Rodzice z nami nie grali: uważali, że konsola czy komputer to tylko zabawka. Nie mieli powodów do obaw, bo gry znajdowały się daleko od medialnego celownika. Nie było internetów, a więc i lubieżnych sześćdziesięciolatków z wąsem, czyhających na zdjęcia dzieci w odmętach sieci.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które musi wypracować standardy, opracować procedury i znaleźć sposoby.

Jest w tym jednak i spora doza pozytywów: gry wideo dają nam z dziećmi płaszczyznę porozumienia, której brakowało naszym rodzicom. Możemy usiąść z nimi i albo spędzić trochę czasu, albo dyskutować o tym, co widzimy, co się dzieje, o akcjach i reakcjach. Nie ma już tylu pokoleniowych różnic, których nie da się przegadać z zasłoniętym gazetą ojcem i wiecznie zajętą prasowaniem matką.

Dzięki tym wspólnym przeżyciom, masz okazję rozmawiać o sytuacjach, które inaczej nigdy by się nie pojawiły. Tego właśnie uczy przykład Curtisa: możesz, jako odpowiedzialny ojciec, porównać konsekwencje spotykające bohatera w grze, z tymi, które groziłyby każdemu, kto robiłby to samo w świecie rzeczywistym.

Możesz też wyjaśnić, dlaczego są gry, w które grają tylko ojcowie.

Poprzedni2 / 2Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Maciek Rolecki

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


*