ADHD to ściema, wyznał odkrywca tej choroby

4 min.   5   0   Drukuj   Prześlij

adhd2

„ADHD to świetny przykład fikcyjnego schorzenia”, wyznał w ostatnim wywiadzie przed śmiercią Leon Eisenberg, człowiek, którego prace ukuły naukowe podwaliny pod to schorzenie.

Eisenberg z tej wymyślonej choroby uczynił świetny sposób na dostatnie życie – dzięki sprzedaży leków, które pomagał tworzyć, książek i dzięki wystąpieniom na konferencjach. To właśnie za odkrycie tego schorzenia otrzymał nagrodę im. Ruane od towarzystwa badawczego psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej. Przez ponad czterdzieści lat przewodniczył całemu szeregowi prac naukowych, polegających między innymi na testach klinicznych, pracach rozwojowych, wykładach, a także kształtowaniu polityki społecznej.

I choć środowisko medyczne o ADHD mówi jako o jednostce chorobowej, co umożliwia rodzicom i dzieciom usprawiedliwienie siebie i ucieczkę od odpowiedzialności za to, że nie wychowują dziecka tak, jak należy. Pakują więc w swoje potomstwo leki, zapisują na terapie, kolejne zajęcia dodatkowe, podczas gdy dzieciaki – jak wskazuje nazwa choroby, czyli (w naszym, zdroworozsądkowym tłumaczeniu) „Zaburzenia Hiperaktywe wynikające z braku uwagii” – nie szukają niczego, czego nie mogliby im dać rodzice.

Tak, drodzy państwo: ADHD to ściema. Wie o tym każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie. Dziecko, na które nie zwraca się uwagi, jak już pisaliśmy, będzie zachowywało się gorzej, by tę uwagę na sobie skupić. Ot i cała choroba.

W samych Stanach Zjednoczonych – tylko do tamtejszych danych udało nam się dotrzeć – jeden na dziesięciu dziesięciolatków łyka codzienną porcję pigułek „na ADHD”. Nie przynosząca rezultatów terapia z całą pewnością skutkuje kolejnymi „zaburzeniami”, z tego samego ściemnionego wora – takimi, jak wszelkiej maści dysleksje, dysortografie i te magiczne schorzenia kolan, na które dostaje się zwolnienie z WF-u (tu przyznaję się, zanim ktoś mi to wyciągnie – sam takie zwolnienie miałem).

Wydumana, nieistniejąca choroba oznacza realne, ogromne zyski przemysłu farmaceutycznego. Nie od dziś wiadomo, że lekarze są w bliskiej zażyłości z big pharmą. Efekt jest taki, że ci sami „badacze”, którzy zasiadają w grupach zadaniowych do spraw kodyfikowania jednostek chorobowych, są zatrudniani (bądź kontraktowani) przez koncerny.

Powstał nawet raport, pewnie napisany przez tych, którzy z różnych względów intratnych propozycji nie dostają – Lisę Cosgrove wraz z zespołem – o wielce mówiącym tytule: „Finansowe powiązania pomiędzy Członkami Panelu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego ds. Klasyfikacji Chorób (DSM-IV) a Koncernami Farmaceutycznymi”. Jego wyniki są zatrważające:

Spośród 170 członków zespołu, 95 osób (56 procent) miało co najmniej jedno powiązanie finansowe z przemysłem lekowym; sto procent członków grup zadaniowych do spraw „zaburzeń nastroju” i „schizofrenii oraz innych zaburzeń psychotycznych” miało takie powiązania,

zauważyli sami lekarze!

Z tytułu tych chałtur, projektów i badań wpływają na ich konta konkretne sumy. Przykładowo, zastepca dyrektora Oddziału Psychofarmakologii Dziecięcej w Szpitalu Publicznym Massachusetts, wykładający także psychiatrię na Uniwersytecie Medycznym Harvarda, w latach 2000-2007 zainkasował od Big Pharmy ponad milion dolarów USA.

Na następnej stronie: ile zarabiają koncerny na wymyślonych chorobach – i po co płacą lekarzom za ich wymyślanie?

Poprzedni1 / 2Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Pliniusz

Jestem ojcem 8-letniego syna i 6-letnich bliźniaczek. Bywało ciężko, ale było warto.

Komentarzy: 5

  1. Pingback: Dlaczego dziecko jest niegrzeczne? Wyłącz smartfona i tablet. - tatapad

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*