- tatapad - https://tatapad.pl -

Czy szczepionki szkodzą? [WIDEO]

Zanim człowiek podejmie decyzje o podziale komórkowym, najpewniej zamartwia się: czy dam radę. Głównie, oczywiście, finansowo, bo w kwestii wychowania i zapewnienia wsparcia rosnącemu dziecku każdy jest ekspertem na swój sposób. A dziecko to nie tylko szkoła, zabawki, kolonie, foteliki, ubrania i jedzenie. I nie tylko wyższy rachunek za prąd, wodę i wywóz śmieci. To też szczepienia. Czy szczepionki szkodzą?

Można spotkać się z twierdzeniem, że szczepionka to samo zło, a skutki uboczne przeważają nad pozytywami. Rzekomo wywołują autyzm i inne ciężkie schorzenia. Jeśli tak jest, to wszyscy bylibyśmy teraz chromi albo martwi. Wkłucie to nie jest „naruszenie naturalnej bariery ochronnej, jaką jest krew”, tylko polisa ubezpieczeniowa na przyszłość, bo koszt – zarówno zdrowotny, jak i finansowy – leczenia człowieka jest zawsze wyższy, niż podania mu dożylnie preparatu z martwymi lub niegroźnymi komórkami bakterii czy wirusów.

Te same matki, które drżą o dzieci, gdy zbliża się termin ustawowo obowiązkowych szczepień, ochoczo organizują „świnkowe” czy „ospowietrzne” imprezy, żeby ich pociechy złapały wirusa i w ten sposób, po odchorowaniu, zyskały odporność. Część z nich powtarza także brednie, jakoby w szczepionkach była rtęć, co jest jawną nieprawdą: stosowne dokumenty prawne nie pozwoliłyby na wprowadzenie takich szkodliwych substancji do obrotu, a i lekarze by ich nie polecali.

Zanim więc dorosły, odpowiedzialny rodzic zacznie powtarzać nieprawdy, powinien poznać różnicę między rtęcią a tiomersalem (tak samo, jak między alkoholem metylowym a etylowym). Ta pierwsza zbiera się w organizmie, ta druga jest bardzo szybko rozkładana i wydalana.

Czy więc szczepionki szkodzą? A może wręcz przeciwnie – są świetnym, tanim i bardzo skutecznym sposobem na zwiększenie odporności? Posłuchajcie naszego eksperta, docenta doktora habilitowanego nauk medycznych  Jerzego Ziołkowskiego z warszawskiej City Clinic [1].

Szczepionki kombinowane to tak zwane sześć w jednym: zamiast trzech czy czterech bezpłatnych, finansowanych przez państwo wkłuć można podać dziecku jedno, które kosztuje coś koło trzech-czterech stów. Rodzice kupują, bo przecież „kto by tyle razy kłuł takie maleństwo?” – becelują, a tymczasem sami byli kłuci wielokrotnie i nawet tego nie pamiętają.