„Dałem klapsa dziecku, i nie wiem, czy żałuję”

6 min.   1   0   Drukuj   Prześlij

Bicie2

Minęło dwa i pół roku. Mój śliczny aniołek zmienił się w diabła wcielonego. Wiem, wiem: one wszystkie tak mają. Ale on – mówię zupełnie szczerze – był bardziej przebiegły niż pozostałe dzieci. Byliśmy kochającymi, ale konsekwentnymi rodzicami: „nie” oznaczało „nie”. Nie minęło wiele czasu, gdy nasze „nie” przestało dla niego oznaczać cokolwiek: żadne kary nie działały. Jeśli kazaliśmy mu siedzieć za karę na schodach, po jakimś czasie sam tam siadał, jeszcze zanim został odesłany. Zabieranie ulubionej zabawki? Wyrzucał je wszystkie ze schodów. Reprymenda słowna? Pyskował: „daj mi spokój”, z takim jadem, jakby był samą Chylińską ubliżającą nauczycielom ze sceny. Jakiekolwiek działania były pozbawione sensu.

Wszystko to piekielnie nas frustrowało. No, ale przecież na tym polega bycie rodzicem, czyż nie? Wkrótce jednak z nieznośnego dziecka przepoczwarzył się w chodzące zagrożenie – na przykład, nie chciał trzymać się z dala od kuchenki – a nasza frustracja przerodziła się w panikę. Co się stanie, gdy założy sobie na głowę gorący garnek?

Mimo tego, wciąż trzymaliśmy się z dala od kar fizycznych. Myślałem, że może powinniśmy, ale żona się nie zgadzała. Jest pediatrą, więc uznałem jej racje. Poza tym, pomyślałem, to chyba nielegalne? W rzeczywistości prawo tego nie definiuje, ale tego rodzaju szara strefa może być różnie interpretowana. Moja żona, która pracuje w opiece społecznej, wyjaśniła mi, jak oni działają w takich przypadkach. Wynikało z tego, że nie wolno tak bić dziecka, by zostawiać ślady. Czyli, słabiej można? Co znaczy: słabiej? Czy on się nie roześmieje mi w twarz? Bezpieczniej byłoby nie robić tego wcale.

Jakiś czas później moja żona była ponownie w ciąży. Gdy mijał siódmy miesiąc, wybraliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej, by zobaczyć ruchomy, odtworzony w naturalnej skali model Tyranozaurusa Rexa. Oczywiście, nie my jedyni chcieliśmy go podziwiać. Kolejka była naprawdę długa. Ale syn chciał go zobaczyć. Tymczasem kolejka stała w miejscu. Zaczął się denerwować, potem się wściekł, a po naprawdę krótkiej chwili był w furii. Kolejka nie posunęła się nawet o centymetr…

Zaczął więc krzyczeć. Próbowałem go uciszyć, więc krzyczał jeszcze głośniej. Powiedziałem, że wrócimy do domu, jeśli nie przestanie. Pot wystąpił na moje czoło i plecy. Syn wymknął się spod kontroli. Kiedy do mnie, próbującego go uspokoić, dołączyła żona, kopnął ją z całej siły w brzuch.

Podniosłem go i zaniosłem, wciąż próbującego walczyć, do męskiej toalety. Była prawie pełna, ale jedna kabina okazała się wolna. Z impetem wsadziłem nas tam, ściągnąłem jego spodnie, powiedziałem, że pod żadnym pozorem nie wolno mu nigdy więcej tak się zachowywać i przylałem w tyłek. Mocno. Chyba nawet usłyszałem echo. Jego twarz się aż skrzywiła. Wciągnął powietrze i zaczął się drzeć. Drzwi od kabiny się otworzyły i zobaczyłem grupę mężczyzn: sikali w jedną stronę, ale patrzyli w drugą. Na mnie.

Nikt niczego nie powiedział. Co bym zrobił, gdyby się odezwali? Nie miałem pojęcia. Czy żałuję tego, co zrobiłem? Nie jestem w stanie powiedzieć. Uderzyłem go, bo miałem powód. Próbowałem każdego innego pozbawionego przemocy sposobu i nic nie działało. Zamykaliśmy go w pokoju, kazaliśmy siedzieć na chrzanionych schodach. Być może, powodując jeszcze więcej zniszczeń, krzyczeliśmy na niego. Nic nie działało. Klaps dotarł do celu. Zakomunikował: nigdy więcej tak nie rób. I to podziałało: syn się uspokoił. Ale widok jego twarzy, na skutek mojego działania, sprawił, że poczułem się źle. Fizycznie.

Minął czas. Mój syn się uspokoił. Przez ulice Anglii przetoczyła się fala protestów młodzieży, i jednym z głosów komentatorów, był ten: być może rodzice powinni od czasu do czasu dyscyplinować swoje dzieci. Ale nie mają takiej możliwości, bo boją się, że opieka społeczna pozbawi ich praw opiekuńczych. Tak stanowi prawo: bijesz dziecko, ryzykujesz.

Być może mają rację. Pracownicy opieki społecznej – w tym moja żona – unikają interweniowania w życie rodzinne, jeśli nie dzieje się wyraźna krzywda. Ale medialne przypadki, gdy rodzicom odebrano ich dzieci, ciągle tkwią w naszej podświadomości. No i były też sytuacje, w których trzeba było działać, a służby stały bezczynnie. Normy prawne sprawiają, że nie jest łatwo poruszać się w tej materii.

Lepszy ode mnie ojciec mógłby znaleźć mniej drastyczny sposób na nauczenie dziecka, by nie kopało w swoją jeszcze nienarodzoną siostrzyczkę. Albo uniknąłby tej sytuacji w zupełności. Nie wiem. Dlatego napisałem tę historię. I książkę, w której dziecko wbiega na drogę, ojciec daje klapsa, nie podoba się to przechodniowi, pojawiają się służby społeczne, i sytuacja wymyka się spod kontroli.

Nie wiem więc, jak bardzo wstydzić się tej sytuacji. Liczę na wywołanie dyskusji.

 

  • 94% 3- i 4-latków było przynajmniej raz w życiu uderzonych (klaps) w ciągu ubiegłego roku.
  • 74% matek wierzy, że klapsy są akceptowalne w przypadku dzieci od 1. do 3. roku życia.
  • 61% rodziców uważa, że klapsy mogą stanowić „zwyczajową formę kary” małych dzieci.
Poprzedni2 / 2Następny
Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Jeden komentarz

  1. Pingback: Czy szczepionki powodują autyzm? Teraz już wiadomo! - tatapad

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Przeczytaj inne:
10 porad, by wakacje z dziećmi uczynić znośnymi

Jak zabezpieczyć dom przed dzieckiem? Czyli – dlaczego tego nie robię.

Zatroskany, opiekuńczy, rozdarty. Kim jesteś, ojcze?

Zamknij