[WIDEO] Narkotyki: jak nie dopuścić do uzależnienia?

6 min.   2   0   Drukuj   Prześlij

Aluminium

Nie jest tak, że da się całkowicie odizolować dziecko od rówieśników, a co za tym idzie – narkotyków. Wiele osób wyznaje zasadę, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować. To, co podkreślają terapeuci od uzależnień, to to, że dziecko, które jest wychowane w odpowiedni sposób, ma znacznie mniejszą szansę na stanie się ćpunem nałogowym.

My, pokolenie lat ’70. i ’80., jesteśmy według specjalistów określani mianem tych, którzy mają wyjątkowo wysoką podatność na wpadanie we wszelkiego rodzaju nałogi: hazard, picie, jaranie czy inne branie. Bierze się to z obowiązujących w naszym wychowywaniu trendów, takich, jak zimny wychów, a także rozwijająca się dopiero scena narkotykowa.

Nasze dzieci wcale nie mają łatwiej. Adrian, dziecko z bogatej rodziny, o której wspomniałem na początku tego artykułu, wpadł w narkotyki jak śliwka w kompot (ze śliwek). Podczas terapii udało się ustalić bardzo oczywisty, jak się teraz wydaje, schemat.

Ogromne oczekiwania, które stawiali przed nim rodzice, sprawiły, że nawet nie próbował do swojej poprzeczki doskoczyć. Gdy jego uzależnienie stało się faktem znanym rodzicom, jaki zaczęli mieć wobec niego plan? To już nie był Harvard, przejęcia i akwizycje firm konkurujących z rodzinnym przedsięwzięciem. Oczekiwali, że wytrzeźwieje. A to było znacznie łatwiejsze do osiągnięcia, niż sprostanie presji starych.

Nie chodzi o to, by nie stawiać dziecku żadnych celów i nie mieć wymagań. Jest jednak kilka sfer, które należy mu zaspokoić, a wtedy nie będzie szukał tego zaspokojenia gdzie indziej.

  • Poczucie własnej wartości. Jeśli ja jestem wartością dla siebie, nie potrzebuję potwierdzenia, akceptacji ze strony grupy rówieśników. Jestem w stanie podjąć własne decyzje, i się ich trzymać. Nie zrobię czegoś, by dalej być ich kolegą czy koleżanką.
  • Poczucie wpływu na swój świat. Zarówno nierealne cele, jak i brak możliwości podejmowania decyzji, które mnie dotyczą. Jeśli swojemu małemu dziecku pozwalasz wybrać buty, które chcecie kupić, a potem konsultujesz z nim wspólne plany wakacyjne, jesteś na dobrej drodze, by wychować człowieka, który będzie czuł, że wiele od niego zależy. Potrzeba sprawstwa jest dla niego niezwykle istotna.
  • Poczucie bezpieczeństwa. Zarówno bycia istotną częścią rodziny, jak i realizacji swoich planów i pasji. Ale także dbanie, by poziom lęku był niski. To dlatego tak często dzieci powtarzają schematy ze swoich dysfunkcyjnych rodzin. Jesteśmy wypadkową stylów wychowania naszych rodziców; jeśli jedno z nich, a może oboje, nadużywało jakiejkolwiek substancji, a może przejawiało zachowania agresywne, jest znacznie większa szansa, że dołączymy do grona ponad 300,000 narkomanów w Polsce.
  • Poczucie frustracji, czyli przykład Adriana. Jego rodzice, jak twierdzą terapeuci, dokonali typowego „delegowania w chorobę”. Już o tym wspomniałem: łatwiej się wyleczyć, niż sprostać ich oczekiwaniom, które, przytłaczając dziecko, rodzą frustrację.
  • Poczucie odrzucenia. Nie chodzi o to, by dziecku kupować klocki. Chodzi o to, by je razem z nim ułożyć. Wielu terapeutów potwierdza, że nawet wspólne złożenie papierowego samolotu jest dla dziecka istotniejsze, niż stosy prezentów od stale nieobecnego ojca. Budując więź, umacniamy w nim poczucie, że jest fajny, przynależny i wartościowy.

Jako ojciec, musisz stale pamiętać, że należy:

  • Okazywać szacunek potrzebom dziecka. W innych wypadku pojawia się opór (reaktancja). Jeśli córka ma w dupie jazdę konno, a twoim ideałem jest dziewczynka zajmująca się hippiką, musisz odpuścić. Jeśli twój syn niespecjalnie garnie się do wspinaczki górskiej, nie zrobisz z niego goprowca. Słuchaj, co ma ci do powiedzenia. Badaj reakcje. Miej otwartą głowę.
  • Być obecnym. Oczywiście, są wyjazdy służbowe oraz inne sytuacje, w których rodzinę widzi się przez Skype, a nie osobiście. Ale te chwile, kiedy jesteś ze swoim synem czy ze swoją córką, musisz spędzić z nim czy z nią. Dziecko nie wymaga od ciebie nieustannej uwagi; wystarczy, gdy poświęcisz mu dwadzieścia minut po przyjściu z pracy, a potem pójdzie do swoich zajęć – i będzie znacznie szczęśliwsze, niż gdy będzie nerwowo wyczekiwać, aż – i czy – przyjdziesz do niego, jak się przebierzesz, zjesz obiad, przeczytasz gazetę.
  • Poszukać dziecku zainteresowań. Hobby, zajęcia dodatkowe, sport to świetne alternatywy zarówno dla nudy, jak i nie do końca korzystnych wpływów rówieśników. Wiesz już pewnie, bo czytasz artykuł od początku, że te zainteresowania muszą być zgodne z tym, co mu sprawia przyjemność. Szukajcie. Próbujcie. W końcu znajdziecie.
  • Nauczyć je radzić sobie z trudnościami. Jak jest ciężko, to trzeba znaleźć rozwiązanie, a nie uciekać przed problemem. Ból jest naturalną częścią życia, więc nie należy przed nim chronić dziecka. Jeśli wejdzie w dorosłe życie w przeświadczeniu, że wszyscy na świecie są życzliwi i wszystko przychodzi łatwo – bo do tej pory rodzice obsesyjnie je chronili – spotka je srogie rozczarowanie.

Trudno być dobrym ojcem, jeśli nie ma się czasu dla swojego dziecka. Musisz go znaleźć, i spędzać wspólne chwile w sposób wartościowy – dbając o wysoką ich jakość. Nie wystarczy zostawienie dziecka z telewizorem czy komputerem, choć wielu z nas ulega tej pokusie (ja również). Grunt, żeby od czas do czasu przygarnąć syna czy córkę do siebie, i powiedzieć: a teraz jedziemy na ryby/na grzyby/na survival, czy po prostu na wycieczkę do kina. Byle wspólnie.

Poprzedni2 / 2Następny

Dołącz do nas na Facebooku

Michał Nazarewicz

Przede wszystkim ojciec. Dziennikarz telewizyjny (m.in. "Teleexpress", "Panorama"), prasowy (m.in. "Profit", "Focus", "Wiedza i Życie") i radiowy. Wielki fan technologii, gier wideo, zdrowego rozsądku, ekonomii i zaangażowanego ojcostwa. Prowadzi warsztaty dla rodziców podczas konferencji i dla ojców w ramach szkół rodzenia. Dzięki temu, oraz własnemu doświadczeniu, zna zmartwienia - i sposoby na nie - młodych rodziców.

Komentarzy: 2

  1. Krzysiek

    26 stycznia 2013 at 00:00

    Wszystko ładnie, pięknie… ale punkt ósmy? Nie dość, że „ćpun” (wiadomo, marihuana to największe zło tego świata), to jeszcze pewnie w swoich najnowszych „gierkach” trenuje jakąś masakrę w szkole albo inny zamach na lotnisko. Ech…

    • Michał

      26 stycznia 2013 at 00:20

      Marihuana nie jest największym złem tego świata. Obaj wiemy, że jej szkodliwość przy stosowaniu z rozsądkiem przypomina szkodliwość piwa. Ale potrafi też wciągnąć na dobre, i tego, jako ojciec, już bym się obawiał. A co do gier, nie wyciągałbym aż takich wniosków, jak Pan – choć domyślam się, skąd się wzięły – jestem graczem, gram od 7. roku życia (Atari, ZX80) aż do dziś i żadnej masakry nie planuję 🙂

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Przeczytaj inne:
Depresja poporodowa: częściej dotyka młodych ojców – badanie [WIDEO]

Psychoza pokarmowa

Chcesz mieć dziecko grube i tępe? Nie żałuj mu TV

Zamknij